Zwiedzanie Görlitz – niespodzianka za granicą

W niedzielę zazwyczaj towarzyszy mi takie uczucie, jakie odczuwamy, gdy lato ma się ku końcowi. Pewna nostalgia, świadomość, że zbliża się kolejny tydzień pracy, a jednocześnie beznadziejna chęć zatrzymania weekendowej beztroski jak najdłużej. Mam wrażenie, że wszystkie czułyśmy się podobnie. Po pełnym emocji finale winobrania w Zielonej Górze, nie zamierzałyśmy więc wracać prosto do domu, do zwyczajności i obowiązków. Wyruszyłyśmy na zwiedzanie Görlitz. A biorąc pod uwagę stan dróg (z dziurami i częściowo pozbawionych nawierzchni), nasza wyprawa okazała się prawdziwym szalonym road tripem. Żeby nie powiedzieć – prawdziwym off-roadowym wyczynem.

Görlitz to niemiecka część Zgorzelca, miasta przez które przebiega polsko-niemiecka granica. Dotychczas kojarzył mi się tylko z odległą panoramą zabudowań, widzianą z perspektywy osoby podróżującej autostradą na Zachód. Nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać, ale na pewno nie spodziewałam tego, czym Görlitz jest naprawdę. Modelowego niemieckiego miasteczka. Gdyby jakiś Polak nigdy nie był w Niemczech (a pewnie takich nie brakuje, bo przecież jeździmy do Patagonii i Tybetu, ale do Niemiec nie), a chciałby bez wielkiej podróży zobaczyć, jak wygląda nasz sąsiad, to bez wahania poleciłabym mu Görlitz.

Przede wszystkim zaskoczyło mnie to, że Görlitz ma bogatą i pięknie utrzymaną zabytkową zabudowę. Szczęśliwie, miasto nie zostało zniszczone podczas II wojny światowej, co wydaje się wręcz nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę jego położenie. Nie będę się rozpisywać o poszczególnych zabytkach, bo w gruncie rzeczy są takie same, jak wszędzie. Kościoły, ratusz, kamienice, zabudowa nad rzeką… Właśnie dlatego Görlitz jest wzorcem tego, co możemy spotkać na każdym kroku, zagłębiając się bardziej w niemiecki interior. Zresztą zobaczcie sami. Być może krótki wypad do Görlitz byłby dobrym pomysłem na nadchodzący weekend?

Wracając z Görlitz, zatrzymałyśmy się w Łagowie koło Zgorzelca, gdzie zjadłyśmy obiad w restauracji Szarlotka z Rumieńcem, która przeszła swojego czasu rewolucję Magdy Gessler. Restauracja bardzo dobrze sobie radzi – miałyśmy szczęście, że trafiłyśmy na wolny stolik. Zaserwowano nam smaczne i świetnej jakości dania, w całkiem przystępnych cenach. Ja zamówiłam sałatkę z kaczką i oczywiście flagowy deser restauracji – szarlotkę z rumieńcem. Z czystym sercem polecam, również dla przyjemnego ogródka i serdecznej obsługi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.