• Skansen Vogtsbauernhof – Schwarzwald w wersji kompaktowej

    Jedną z największych rewolucji w dziejach ludzkości był moment, kiedy człowiek nauczył się uprawiać rośliny i hodować zwierzęta. Stał się niezależny od zasobów dostępnych w danej okolicy i nie musiał już przenosić się w inne miejsce po ich wyczerpaniu. Mógł na stałe osiąść w jednej lokalizacji, zbudować trwałe domy i zgromadzić większy majątek. Od czasu tamtego przełomu zbudowano miliardy domów, z których jedynie nieliczne przetrwały dłużej niż wiek – dwa. Nic w tym zresztą dziwnego, zmieniają się ludzkie potrzeby, co wymusza budowę wciąż nowych siedzib, które w lepszym stopniu na nie odpowiedzą. Wcześniejsze domy zostały przebudowane, zastąpione innymi albo opuszczone, by z czasem popaść w ruinę. Dzieje się tak nadal. Jeśli dany budynek nie ma aktualnie statusu zabytku, to raczej nie myśli się o tym, że za pewien czas może się nim stać i bez wahania poddaje go rozbiórce, by zrobić miejsce nowym zabudowaniom.

    Read More
  • Miasta i miasteczka Schwarzwaldu

    Gdyby w Europie kręcono świąteczne filmy z równym zapałem co w USA i Kanadzie, ekipy filmowe zapewne nie opuszczałyby miasteczek Schwarzwaldu i Alzacji. Szachulcowe domki, klimatyczne kościółki i przytulne sklepy z rękodziełem są gotowym planem filmowym, wręcz idealnym dla uroczych do granic możliwości bożonarodzeniowych opowieści. Mam nadzieję, że ten szczególny vibe będzie dla Was dostrzegalny w tym i kolejnym wpisie o miastach i miasteczkach pogranicza niemiecko-francuskiego, mimo że zdjęcia w nich zamieszczone zostały zrobione późnym latem. W pierwszej kolejności przedstawię Wam miejscowości po niemieckiej stronie, położone w południowej części landu Badenia-Wirtembergia. Ten region przecinają dwa pasma górskie: Schwarzwald i Kaiserstuhl. Wprawdzie leżą po sąsiedzku, ale mają zupełnie inny charakter. Podczas gdy szczyty Schwarzwaldu są porośnięte gęstym i mrocznym lasem iglastym i (podobno) zamieszkane przez nie zawsze przyjazne baśniowe stworzenia, na słonecznych stokach Kaiserstuhl panuje śródziemnomorski mikroklimat, który pozwala na uprawę winorośli i celebrowanie życia w iście południowym stylu.

    Read More
  • Norymberga – pamięć o starych Niemczech

    Korek na autostradzie. Nic przyjemnego, nawet jeśli trasa przejazdu przez Alpy jest szczególnie malownicza. Posuwając się żółwim tempem przez przełęcz Brenner, chwytamy się każdej opcji rozrywki: słuchamy niemieckiego radia i machamy ludziom w mijanych samochodach (szczególnie ciepło myślę o chłopakach w jeepie z napisem U.S. Army – sądzę, że nawiązaliśmy prawdziwą autostradową przyjaźń). Do hotelu na obrzeżach Norymbergi docieramy jednak znacznie później niż zakładaliśmy, a także z nadszarpniętymi już mocno siłami. Mimo to wskakujemy jeszcze w S-Bahnę, by dojechać do centrum miasta.

    Read More
  • Oberschleissheim – w podróży do Italii

    Jestem jedną z tych osób, dla których Italia jest synonimem szczęścia i – o ile już nie wydały oszczędności życia na przeprowadzkę do tego kraju – dla własnego zdrowia psychicznego muszą tam raz na jakiś czas wracać. Mój najnowszy „raz na jakiś czas” przypadł na czerwiec. Zarówno podróż samochodem, jak i samolotem mają swoje wady i zalety, jednak największym przywilejem związanym z jazdą do Włoch autem jest przekroczenie Brennero. Przełęcz Brenner na granicy Austrii i Italii jest portalem, przez który opuszczamy krainy północy i wkraczamy w świat śródziemnomorski. Przejazd przerzuconą między Alpami, winnicami i zamkami autostradą, zwaną „Mostem Europy” nie jest w stanie mi spowszednieć, nieważne ile razy pokonywałam tę drogę. To też dla mnie niemal namacalny sygnał, by zostawić stres dnia powszedniego za sobą i rozpocząć beztroską dolce vita.

    Read More
  • Rugia – pamiętnik z wakacji

    1 maja 2019

    Rugia dzień pierwszy. Prawie cały dzień w podróży. Po drodze krótki postój na obrzeżach Greifswaldu, żeby zobaczyć ruiny klasztoru Eldena. Podobno to właśnie one zainspirowały Caspara Davida Friedricha do namalowania Opactwa w dąbrowie. Kiedyś specjalnie wybrałam się do Alte Nationalgalerie w Berlinie, żeby zobaczyć ten obraz. Dzisiaj zobaczyłam pierwowzór. Dreams came true.

    Read More
  • Rybacka wioska Vitt na Rugii

    Stojąc na szczycie wieży widokowej Peilturm na Przylądku Arkona, można dostrzec w oddali zarys małego portu i otaczających go zabudowań. To rybacka wioska Vitt. Dawniej była ona ośrodkiem rybołówstwa i wymiany handlowej. Dziś stanowi raczej atrakcję turystyczną. Nie ma w sobie jednak nic ze skansenu. Nadal jest zamieszkana przez rybacką społeczność, nadal pulsuje tu nadmorskie życie, co czyni tą malutką wioskę miejscem niezwykłym i na wskroś autentycznym zarazem.

    Read More
  • Przylądek Arkona – na tropie turbosłowian

    Jakiś czas temu natknęłam się w necie na ten artykuł o turbosłowianach. Gorąco polecam wam jego lekturę. Nie wiedziałam wcześniej o ich istnieniu. To tacy polscy, patriotyczni płaskoziemcy. Póki co, historia nie potwierdza, by przodkowie Polaków, mieli pogonić Aleksandra Wielkiego, z sukcesami wojować z Juliuszem Cezarem i czterokrotnie złupić Rzym. Może jednak w powszechnej opinii Słowianie rzeczywiście są trochę niedoceniani. Tym tekstem mam nadzieję pokazać, że Słowianie nie wypadali wcale gorzej od innych, współczesnych im ludów.

    Read More
  • Hiddensee – wyspa artystów, koni i rokitnika

    Jeżeli wybieracie się na Rugię, warto przeznaczyć jeden dzień na wycieczkę na Hiddensee. Hiddensee to niewielka wyspa, położona tuż przy brzegach Rugii. Kształtem przypomina konika morskiego, który stał się zresztą jej symbolem. Hiddensee została swego czasu odkryta przez niemieckich artystów, którzy przybywali tutaj w poszukiwaniu spokoju i niczym nieskażonej natury. Wyspa nadal zachowuje swój hipsterski charakter, dzielnie opierając się wpływom nowoczesności i zalewowi turystów.

    Read More
  • Ostseebad Sellin i jego molo

    Pisząc relacje z pobytu w Północnych Niemczech, zazwyczaj narzekam na pogodę. Chociaż może słowo „narzekam” nie jest właściwe. Po kilku wycieczkach w tamte strony jestem już w fazie zen-akceptacji. Pogodziłam się z tym, że odwiedzając wybrzeże Morza Północnego lub Bałtyku porządnie wymarznę i zostanę przewiana. No ale jak to mówią, nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania. Dlatego podczas majówki na Rugii, paradowałam dumnie w zimowej czapce i rękawiczkach. Dopóki nie pada, jest nawet spoko. Niestety padać będzie, możecie być tego pewni. Na szczęście deszcz nie trwa długo, co zawdzięczamy silnym wiatrom od morza, przeganiającym chmury. Fakt, że największa ulewa spotkała mnie w mieście Sellin, gdzie była szansa na znalezienie schronienia przed deszczem, postrzegam więc jako dar od losu.

    Read More