• Na targu w Matignon

    Od pewnego czasu głównym celem moich podróży nie jest zwiedzanie, a poszukiwanie autentyczności, doświadczeń, które pozwolą mi poczuć się nie jak turystka, a jak członek lokalnej społeczności. Chyba najbardziej klasycznym doświadczeniem tego typu są zakupy na miejscowym targu. Jeśli pojedziecie do Bretanii, to gwarantuję Wam, że nie będziecie mieć problemów z namierzeniem przynajmniej jednego. Organizuje się je powszechnie – każde miasteczko ma swój, który odbywa się w określony dzień tygodnia. W niektórych miejscowościach znajduje się specjalnie wytyczony plac pod targowisko (który w pozostałe dni zazwyczaj pełni rolę parkingu, jak w Erquy), a w niektórych stragany ustawiane są bezpośrednio na ulicach. Dla wioski, w której mieszkałam podczas wakacji, najbliższym miastem jest Matignon. Tam targ rozstawia się właśnie na ulicach, krzyżujących się w centrum, które stanowi placyk pomiędzy ratuszem, piekarnią a rzeźnikiem.

    Read More
  • Popołudnie w Saint-Cast

    W podróżowaniu, jak w każdym aspekcie życia, należy zachować balans. Czasami wszystko, czego potrzebujemy, to przerwa od intensywnego zwiedzania i leniwe popołudnie nad morzem. Saint-Cast-le-Guildo (nazywane przez miejscowych po prostu: Saint-Cast) świetnie się do tego nadaje. To modelowy przykład typowego miasteczka na bretońskim wybrzeżu. Ma wszelkie wymagane elementy takiej miejscowości: plażę, marinę, wille z kamienia, crêperie i sklepy z odzieżą w marynarskie paski. Saint-Cast było już trochę opustoszałe w ostatnim dniu sierpnia, ale to tylko dodawało mu uroku. Starałam się, by moje zdjęcia oddawały tą atmosferę możliwie wiernie.

    Read More
  • Mont-Saint-Michel – wyspa cudów

    Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spojrzenia na Mont-Saint-Michel. Podróżowałam przez Normandię w stronę Bretanii i wciąż byłam pod wrażeniem przejazdu przez most Pont de Normandie – cienką wstążkę szosy, przerzuconą łukiem na przerażającej wręcz wysokości przez ujście Sekwany. Powoli zapadał wieczór, a kilometry dzielące nas od celu podróży – małej bretońskiej wsi – zdawały się coraz szybciej znikać z ekranu nawigacji. Wtem zobaczyłam dobrze znany kształt Mont-Saint-Michel w oddali – wzgórze o zarysie piramidy z charakterystyczną iglicą na czubku, wyrastające z płaskiego jak tafla szkła dna zatoki na kanale La Manche. W ciepłym świetle zachodzącego słońca lśniło jak samorodek złota. Widok był niesamowity, tym bardziej, że zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć Mont-Saint-Michel z okien samochodu. La Merveille – cud – tak Francuzi nazywają opactwo na Górze Św. Michała. W oczach ludzi z przeszłości ta niezwykła budowla na samotnej skale musiała faktycznie uchodzić za cud, ale i współczesnych wprawia w nie mniejszy zachwyt.

    Read More
  • Paryż utracony

    Gdyby życie nie było pasmem rozczarowań, siedziałabym teraz przed kawiarnią, niedaleko opactwa Saint Germain des Prés. Popijałabym gorącą czekoladę, gęstą i pachnącą jak wszystkie marzenia świata, i obserwowałabym przechodniów. Już od dawna na żadną podróż nie cieszyłam się tak bardzo jak na wyjazd do Paryża. Dlatego, kiedy dowiedziałam się, że nic z niego nie wyjdzie – a było to na dzień przed wylotem – byłam bliska załamania! Tym bardziej, że zgodnie z publicznym przyrzeczeniem, złożonym we wpisie Moje jesienne postanowienia, solidnie przygotowałam się do podróży.

    Read More
  • Malarze Normandii w CK ZAMEK

    Od kiedy przeczytałam artykuł o Dagny Juel Przybyszewskiej w jednym z numerów Wysokich Obcasów Ekstra, moją wielką niespełnioną ambicją życiową jest należeć do artystycznej bohemy: ubierać się na czarno, pić absynt i być pod każdym względem wyzwoloną obyczajowo. No dobra… w prawdziwym życiu staram się zapewnić sobie chociaż dostęp do sztuki, tworzonej przez moich idoli z przełomu wieków, dlatego nie mogłam opuścić wystawy Malarze Normandii, odbywającej się w poznańskim Centrum Kultury ZAMEK.

    Read More