• Jesień bez presji

    Lato postrzegane jest jako czas wolności i beztroski, ale w rzeczywistości jest to czas ścigania się ze sobą samym, by zdążyć wziąć udział we wszystkich wyjazdach wakacyjnych, festiwalach i grillach zanim skończą się wakacje, dobra pogoda i długie dni. Jesienią ta presja znika. Możemy bezkarnie – bez poczucia, że coś nam umyka – spędzać wieczory otuleni w kocyk, z herbatką i dobrą książką. Jesienią wszystko przychodzi łatwiej. Od ubierania się – wystarczy zarzucić na siebie miękki sweter z naturalnej przędzy, by przez cały dzień czuć się komfortowo, po fotografię – żółte liście sprawiają, że piękne kadry czekają na każdym kroku, a ciepłe światło jest dostępne przez cały dzień. Inną sprawą są jesienne mgły, dzięki którym nawet centrum dużego miasta zyskuje aurę tajemniczości – rzecz zupełnie nieosiągalna latem. Tak, jesień to moja ulubiona pora roku i nawet pisanie o niej działa na mnie kojąco.

    Read More
  • Festa del Barbarossa i miasteczka Val d’Orcia

    Przed podróżą postanowiłam wreszcie przeczytać „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes. Ta bodajże najsłynniejsza książka o przeprowadzce do krainy Medyceuszy od lat kurzyła się u nas na półce, w sekcji literatury poświęconej Toskanii i Prowansji (tak, mamy taką sekcję w biblioteczce, sama ją układałam). Na okładce – kadr z filmu pod tym samym tytułem, nakręconego na motywach książki. Od czasu jego powstania w 2003 roku, produkcje oparte na podobnym schemacie: udręczony stresującą, wielkomiejską egzystencją bohater odnajduje radość w prostym, ale pełnowartościowym życiu na jakiejś uroczej prowincji, wciąż wyrastają jak grzyby po deszczu. Ale to właśnie „Pod słońcem Toskanii” uważam za najlepszą. Opowiada historię młodej Amerykanki, która właśnie rozwiodła się z mężem i spontanicznie kupiła zrujnowany dom w Toskanii. Ma zamiar zrealizować w nim swoją wizję idealnego rodzinnego życia, do czego dąży z determinacją, ocierającą się nawet o desperację. Jest w tym sporo humoru, ale i szczerości oraz autentyczności, bo tak to często bywa, że poszukując szczęścia narażamy się na upokorzenia, ponosimy porażki, spotykamy z odmową, a czasami po prostu mamy pecha. Bywa też, że zamierzonej wizji nie uda się zrealizować, a wtedy trzeba dokonać jej korekty albo pójść na kompromis w sferze własnych marzeń.

    Read More
  • Wiosna kontra wojna

    Przez pierwsze tygodnie roku Poznań przypominał Krainę Deszczowców, a ja przemykałam niczym Tajemniczy Don Pedro pomiędzy domem i pracą, by jak najszybciej znaleźć schronienie przed deszczem i wiatrem. Oczywiście, w obliczu wojny w Ukrainie, problemy z pogodą wydają się jednak banalne. Niemniej, nadejście wiosny jest okolicznością krzepiącą i podnoszącą na duchu bez względu na sytuację. Trzeba też przyznać, że pomimo całej tej niezrozumiałej tragedii wojny, takich krzepiących i podnoszących na duchu rzeczy dzieje się wokół całkiem sporo. Przebłyski niektórych z pewnością zobaczycie w tej relacji z końca zimy i pierwszych wiosennych dni.

    Read More
  • Bretoński #cottagecore

    Przy organizacji wyjazdów zwykle zostaje mi powierzone zadanie znalezienia odpowiedniego miejsca noclegowego. Jeszcze niedawno jedynymi kryteriami, jakie brałam pod uwagę w moich poszukiwaniach, była dobra cena, względy logistyczne, czystość, prywatna łazienka i brak półek wiszących nad łóżkami (No co? Słyszeliście o prawie Murphy’ego?). Ale od pewnego czasu w grę wchodzi jeszcze inny czynnik i nie mam tu wcale na myśli szybkiego WiFi, choć ono niewątpliwie się przydaje. Staram się, aby nasz kwaterunek cieszył oko i aby można się w nim było poczuć jak w domu, choćby tylko na czas urlopu. Moim ideałem jest mały domek na wsi. Jasne, jest to forma pewnego eskapizmu, ale czy wakacje nie powinny być właśnie przeciwieństwem codzienności? Nie jestem gotowa, by porzucić moje wielkomiejskie środowisko i przenieść się na prowincję na stałe. Natomiast kilkudniowa ucieczka na wieś jest jak najbardziej pożądana. Myślę, że podczas wyjazdu do Bretanii, plan takiej ucieczki udało mi się zrealizować. Zapraszam Was na wpis, w którym przedstawię bliżej uroczy, bretoński domek, w którym się zatrzymałam.

    Read More
  • Podróż po jesieni

    „Jakże się cieszę, że żyję w świecie, w którym są październiki” – stwierdziła Ania z Zielonego Wzgórza. Istotnie, to właśnie w tym miesiącu każda jesieniara przeżywa pełnię szczęścia… a przynajmniej takie wnioski płyną z przeglądania jej Instagrama. Ponieważ w ostatnich latach drzewa pozostają zielone przez niemal cały wrzesień, z kolei już w listopadzie spece od handlu i marketingu próbują nam sprzedać Boże Narodzenie, październik stał się w zasadzie synonimem jesieni. A ta w tym roku rozkręcała się wyjątkowo wolno… Aż zawiał silny, ciepły wiatr i w ciągu nocy krajobraz zmienił się diametralnie. Liście, które dotychczas ociągały się ze zmianą koloru i mocno trzymały się na gałęziach, nagle zaścieliły chodniki złotymi dywanami. Przez ostatnie tygodnie zawsze trzymałam aparat fotograficzny w pogotowiu i wykorzystywałam każdą okazję, żeby złapać jesienne kadry w szło obiektywu. Zadanie miałam ułatwione, bo jesienią ciepłe, otulające światło jest szczególnie przychylne fotografom. Dziś możecie zobaczyć efekty tego polowania na zdjęcia, a także poczytać o innych jesieniarskich przyjemnościach.

    Read More
  • Na targu w Matignon

    Od pewnego czasu głównym celem moich podróży nie jest zwiedzanie, a poszukiwanie autentyczności, doświadczeń, które pozwolą mi poczuć się nie jak turystka, a jak członek lokalnej społeczności. Chyba najbardziej klasycznym doświadczeniem tego typu są zakupy na miejscowym targu. Jeśli pojedziecie do Bretanii, to gwarantuję Wam, że nie będziecie mieć problemów z namierzeniem przynajmniej jednego. Organizuje się je powszechnie – każde miasteczko ma swój, który odbywa się w określony dzień tygodnia. W niektórych miejscowościach znajduje się specjalnie wytyczony plac pod targowisko (który w pozostałe dni zazwyczaj pełni rolę parkingu, jak w Erquy), a w niektórych stragany ustawiane są bezpośrednio na ulicach. Dla wioski, w której mieszkałam podczas wakacji, najbliższym miastem jest Matignon. Tam targ rozstawia się właśnie na ulicach, krzyżujących się w centrum, które stanowi placyk pomiędzy ratuszem, piekarnią a rzeźnikiem.

    Read More
  • Mitologia Dolnego Śląska

    Nawet współczesnym ludziom, posiadającym elementarną wiedzę o procesach erozji, powstanie fantastycznych formacji skalnych, porozrzucanych po lasach Dolnego Śląska, jedynie przy pomocy sił natury, wydaje się nieprawdopodobne. Nasi przodkowie żyjący przed wiekami, musieli znaleźć własne wytłumaczenie. Niemiecka nazwa Karkonoszy to Riesengebirge, czyli „Góry Olbrzymów”. Wniosek, że do ukształtowania górskiego krajobrazu trzeba było nadludzkich istot o nadzwyczajnej sile, nasuwał się sam. W mitologii Dolnego Śląska główne role grają postacie, będące personifikacjami sił natury. Inni jej bohaterowie istnieli naprawdę, ale tak obrośli w legendy, że stali się postaciami niemal mitycznymi.

    Read More
  • Astronomiczne podsumowanie roku 2020

    Dominującym tematem większości podsumowań roku 2020 jest pandemia COVID-19. Dla ludzi z mojego pokolenia jest to największy, globalny kryzys, z jakim przyszło nam się mierzyć. Musieliśmy nauczyć się żyć w nowej rzeczywistości ciągłego zagrożenia. Mijający rok był jednak szczególny również pod innym względem: ilości ciekawych zjawisk i wydarzeń astronomicznych. Ponieważ w wielu z nich udało mi się aktywnie uczestniczyć, postanowiłam, że w moim podsumowaniu roku 2020 skupię się właśnie na tym aspekcie. Może dzięki temu minione miesiące wydadzą się mi i Wam nieco mniej ponure i beznadziejne.

    Read More