Pienza i okolice – to jest właśnie Toskania!

Na sukces filmu składa się wiele czynników, a jednym z nich są lokalizacje. To właśnie one stanowią oprawę scen i mogą przesądzić o ich klimacie i odbiorze przez widza. Ciekawe, jak przebiega wynajdywanie takich lokalizacji filmowych. Czy są ludzie, którzy się tym profesjonalnie zajmują? Czy reżyser przedstawia im swoją wizję, a oni starają się znaleźć miejsca, które jak najlepiej jej odpowiadają? Czy korzystają z jakichś baz miejscówek, przetrząsają internet, a może mają po prostu tak rozległą wiedzę? Mogłaby to być całkiem fajna praca. Na razie musi mi jednak wystarczyć główna rola w moim własnym filmie o Toskanii. W końcu podróż to taki film, do którego sami piszemy scenariusz, sami go reżyserujemy i sami odgrywamy w nim główne role. Niektórzy zwabiają potem znajomych na uroczystą premierę pod pretekstem degustacji przywiezionych z wycieczki produktów. Oby były warte tych dwóch godzin oglądania zdjęć!

Wyruszamy z San Quirico d’Orcia i kierujemy się w stronę Pienzy. Oba miasta dzieli niecałe dziesięć kilometrów i jest to prawdopodobnie najbardziej reprezentatywne dla Toskanii dziesięć kilometrów. Wzdłuż trasy, która wije się między polami i wzgórzami, rozrzucone są ikoniczne punkty widokowe krainy Etrusków i Medyceuszy. Mam je w swoim scenariuszu i nie pozwolę wyciąć żadnej ze scen! Choć nigdy wcześniej nie byłam w tej okolicy, wielokrotnie widywałam ją na srebrnym ekranie. Zagrała w wielu filmach – od lekkich komedii romantycznych, jak „Listy do Julii” po tak epickie produkcje jak „Gladiator”. Krajobrazy Val d’Orcia zachwycają nawet z perspektywy kinowego fotela (albo kanapy przed telewizorem). Natomiast znaleźć się pośród nich osobiście jest nieporównywalnie wspanialszym, choć nieco abstrakcyjnym przeżyciem. W takim otoczeniu nawet prosta dziewczyna z Polski może się poczuć jak gwiazda filmowa.

Villa Poggio Manzuoli – dom Gladiatora

Nie musimy jechać daleko, by dotrzeć do pierwszego punktu. Tuż za miasteczkiem San Quirico d’Orcia stoi Villa Poggio Manzuoli, która w „Gladiatorze” zagrała dom głównego bohatera. Możecie ją kojarzyć z najbardziej dramatycznej sceny filmu – powrotu Maximusa do domu. Widać w niej dokładnie drogę prowadzącą do willi z charakterystycznym szpalerem cyprysów. Przystajemy na chwilę we wjeździe na posiadłość, zagrodzonym potężną bramą. Na prawo od niej zawieszono kilka tabliczek, kategorycznie zabraniających nieuprawnionego wstępu i ostrzegających przed spotkaniem z agresywnymi psami. Zaraz za nami zjawia się grupa kolarzy. Przystają dosłownie na kilka sekund – na zdjęcie i łyk wody – po czym jadą dalej, w stronę Pienzy. Może to zasługa tej budzącej respekt bramy, ale willa sprawia wrażenie elitarnej i niedostępnej. Na pewno jest to obiekt totalnie różny od swojskich agroturystyk doliny rzeki Orcia. Wciskam obiektyw mojego aparatu przez sztachety, ustawiam kadr i uruchamiam spust migawki.

Dom Gladiatora Toskania

Dom Gladiatora Toskania

Dom Gladiatora Toskania

Podrere Belvedere

Kolejnym punktem na mojej trasie jest Podere Belvedere. To bez wątpienia najbardziej rozpoznawalna willa Toskanii. Zazwyczaj fotografowana o brzasku, kiedy z parującej ziemi podnoszą się poranne opary. Posiadłość wygląda wtedy jak samotna wyspa na morzu mgieł. W tej aranżacji występuje w niezliczonych albumach fotograficznych, na okładkach książek, w przewodnikach i na stronach internetowych poświęconych Toskanii. Zjechaliśmy w szutrową drogę, żeby sfotografować willę, choć – jak się potem okazało – wcale nie było to konieczne. Przedzieram się przez pole, aby uzyskać jak najlepszy kadr i staram się nie myśleć o wężach i skorpionach, które mogłabym tutaj spotkać. Mimo że okolica należy do najbardziej widowiskowych w Toskanii, to poza nami wokół nie ma żywej duszy. Jest tak cicho, że słychać nawet granie świerszczy w zaroślach. Jedynie gdzieś z oddali dochodzi turkot pracującego traktora – jest czerwiec i właśnie trwają tutaj żniwa. Podoba mi się, że Val d’Orcia dzielnie oparła się komercji i zachowała swój rolniczy charakter. Trzymam kciuki, by nigdy nie straciła tej autentyczności.

Podere Belvedere Toskania

Podere Belvedere Toskania

Podere Belvedere Toskania

Capella di Vitaleta

Obraz Toskanii zmienia się w rytm pór roku. Wiosenne zielenie przeobrażają się w żółcie lata, po nich z kolei przychodzą jesienne brązy nagiej ziemi. Do tego dochodzą jeszcze zmiany pogody, światła, pory dnia. Dzięki temu Capella della Madonna di Vitaleta – stojąca w szczerym polu biała kapliczka, prawdziwa ikona toskańskich krajobrazów – na każdym z nieskończonej ilości zdjęć, na jakich ją uwieczniono, wygląda nieco inaczej. Nie mogę powstrzymać entuzjazmu, gdy dostrzegam ją z daleka. Skręcamy w boczną drogę, bym mogła zrobić zdjęcia. Ta droga sama okazuje się być wdzięcznym obiektem fotograficznym – w pamięci aparatu zawsze znajdzie się przecież miejsce dla jeszcze jednego szpaleru cyprysów. Z dystansu kapliczka jest przyciągającym wzrok akcentem pośród pozłacanych dojrzałym zbożem pól.

Kierując się drogowskazami, docieramy do parkingu, na którym można zostawić samochód i dotrzeć do celu pieszo. Rozciąga się z niego świetny widok na Pienzę, wyrastającą ponad patchworkiem ziem ornych. Podobno kiedyś kapliczka znajdowała się na terenie prywatnego gospodarstwa rolnego i dojście do niej było, o ile nie nielegalne, to przynajmniej nieoficjalne. Nie są mi znane obecne stosunki właścicielskie, ale do kogokolwiek należy Capella di Vitaleta, widocznie dał za wygraną i kapliczka jest teraz ogólnie dostępna. Zbliżając się do celu, dostrzegamy równo zaparkowane samochody retro. Natknęliśmy się na te same auta, które dzień wcześniej obserwowaliśmy w Cortonie! Gospodarcze budynki obok wyglądają na opuszczone i częściowo zrujnowane, jedynie z tyłu mieści się coś w rodzaju baru dla turystów. Wnętrze mikroskopijnej świątyni zostało świeżo odnowione i otwarte dla przybyszów. Rozsypany przed wejściem ryż sugeruje, że niedawno odbył się tu ślub. Trudno sobie wyobrazić bardziej malownicze miejsce, by wstąpić w związek małżeński.

Capella di Vitaleta Toskania

Capella di Vitaleta Toskania

Capella di Vitaleta Toskania

Capella di Vitaleta Toskania

Capella di Vitaleta Toskania

Val d'Orcia Toskania

Capella di Vitaleta Toskania

Val d'Orcia Toskania

Pienza Toskania

Droga Gladiatora

Coraz bardziej zbliżamy się do Pienzy. Czeka nas jednak jeszcze jeden przystanek, zanim dotrzemy do miasta. To kolejna lokalizacja z „Gladiatora”, znana z finałowej sceny, w której Maximus kroczy przez łany zbóż na tle polnej drogi z bardzo charakterystycznym układem cyprysów. Ta droga to trakt prowadzący z kościółka Pieve di Corsignano do Agriturismo Terrapille. To właśnie wspomnianą świątynię należy odnaleźć, aby trafnie zlokalizować drogę Gladiatora. Jest ona zresztą jedną z ciekawszych budowli sakralnych w okolicy – została zbudowana w XII wieku w stylu romańskim i była miejscem chrztu papieży: Piusa II i Piusa III. Niestety podczas mojej wizyty kościół był zamknięty dla zwiedzających z powodu remontu.

Na zegarach Pienzy wybija południe i żar leje się z nieba. Nie zamierzam jednak dać za wygraną i ruszam w dół drogi, wyposażona w lustrzankę, telefon i słomkowy kapelusz. Na całe szczęście nie trzeba pokonywać całej trasy do Agriturismo Terrapille. Miejsce, w którym filmowi twórcy uchwycili charakterystyczny kadr, znajduje się może w jednej trzeciej długości drogi. Jak słusznie zauważył Marcin z bloga GdzieWyjechać.pl, aby go dokładnie odtworzyć, trzeba zejść z traktu kilka kroków w prawo, na pole. Moja wskazówka: wypatrujcie wydeptanej ścieżki w zbożu i zabierzcie z sobą szerokokątny obiektyw (telefon też da radę). Dodatkowym bonusem jest widok na Monte Amiata z jej przytartym przez czas, ale wciąż doskonale rozpoznawalnym kraterem. Mimo że spacer drogą Gladiatora nie był daleki, niemiłosierny upał sprawił, że wracam do samochodu zziajana i wyczerpana. Wlewam w siebie pół litra wody i odpoczywam chwilę w cieniu drzew pod kościołem. Nie grozi mi już, że padnę tu z gorąca i przeniosę się na Pola Elizejskie jak filmowy Gladiator, ale przydałaby mi się porcja gelati, żeby wrócić do pełni sił.

Droga Gladiatora Toskania

Droga Gladiatora Toskania

Droga Gladiatora Toskania

Droga Gladiatora Toskania

Droga Gladiatora Toskania

Droga Gladiatora Toskania

Pienza i pecorino

Pienzę wybudował papież Pius II (tak, ten sam, którego ochrzczono w kościółku Pieve di Corsignano przy drodze Gladiatora) na miejscu wioski, w której w 1405 roku przyszedł na świat jako Enea Silvio Piccolomini. Pius II nie był może modelowo moralnym duchownym, był za to prawdziwym człowiekiem renesansu. Zapragnął stworzyć miasto idealne i w tym celu zatrudnił architekta, Bernardo Rossellino. Ich wspólne dzieło zostało w 1996 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Centralnym punktem Pienzy jest plac przed katedrą, znany jako Piazza Pio II. Przebiega przezeń główna ulica – Corso il Rossellino. Choć w mieście nie brakuje budowli sakralnych, to nie sprawia ono wrażenia wzniesionego wyłącznie ma chwałę bożą. Sporo miejsca zajmują dwa potężne pałace: Palazzo Piccolomini i Palazzo Borgia. Zadbano też o tarasy widokowe, z których – tak jak kiedyś Pius II – można podziwiać geniusz boskiego stworzenia w postaci falujących pól doliny rzeki Orcia i wznoszącej się nad nimi Monte Amiata.

Do centrum miasteczka wkraczamy jedną z bocznych uliczek. Wszechświat mi sprzyja, bo niemal natychmiast trafiamy na lodziarnię, usytuowaną na rogu budynku przy kościele San Francesco. Pienza słynie z produkcji owczego sera pecorino, który występuje tu w rozmaitych odmianach. Ku mojemu zdziwieniu, w gelaterii odkrywam lody o smaku pecorino. Trafiają do mojego zestawu wraz z porcją orzeźwiających lodów truskawkowych i cytrynowych, które są moim prywatnym przebojem tego lata. Lody pecorino wcale nie smakują jak owczy ser, za to bardzo przypominają kultowe lody „Serniczek” z Hortexu (?). W prawdziwe pecorino można się obkupić w delikatesach z lokalnymi produktami, których pełno w miasteczku. Każdy z tych sklepów jest jak sezam ze skarbami. Oprócz serów, znajdziemy tu także wędliny, przetwory, miód, makaron i oczywiście wina. Sympatyczni sprzedawcy chętnie pomogą w podjęciu decyzji zakupowej i zaserwują nam próbki sera. Ja nie jestem amatorką tych najbardziej aromatycznych gatunków, więc moim faworytem zostaje łagodny pecorino rosso.

Lody pecorino Pienza

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Pienza Toskania

Monte Amiata Pienza Toskania

Pienza Toskania

Ser pecorino Pienza kuchnia Toskanii

Kuchnia Toskanii

Kuchnia Toskanii

Kuchnia Toskanii

Zgodnie postanawiamy, że tego dnia wreszcie zjemy kolację jak prawdziwi Włosi, czyli w środku nocy. Po wyładowaniu zapasów pecorino i konfitur prosto z Pienzy do lodówki w naszym apartamencie (i zjedzeniu części na poczekaniu), wyruszamy w stronę Ristorante La Taverna del Barbarossa, którą minęliśmy po drodze. Lokal dopiero powoli zapełnia się gośćmi, więc bez problemu dostajemy wolny stolik. Kuchnia Toskanii ma swoją szczególną specyfikę, odróżniającą ją od tego, co zwykliśmy uważać – w uproszczeniu – za kuchnię włoską. Pizza i owoce morza to dania obce, dostępne tutaj (choć wcale nie na każdym rogu) jedynie jako elementy napływowe. La cucina toscana czerpie z bogactwa produktów pola (makaron, wołowina) i lasu (grzyby, dziczyzna). Najpopularniejszym zwierzem lasu jest tutaj dzik (cinghiale), który urósł nawet do jednego z symboli regionu, co łatwo można zauważyć, odwiedzając dowolny sklep z pamiątkami.

Zamawiam gulasz z dzika i czerwone wino domu. Czekając na realizację zamówienia idę na przeszpiegi na taras z tyłu restauracji. Jakież jest moje zdziwienie, gdy odkrywam, że doskonale widać z niego willę Podere Belvedere – tę samą, która wcześniej tego dnia znalazła się na mojej widokowej trasie po Val d’Orcia. Gulasz ma bardzo mocny smak, przywodzący na myśl gęsty, ciemny bór. Bardzo mi to odpowiada, ale nie jest to danie, które można by jeść codziennie. Próbowanie lokalnych potraw to dla mnie nieodłączna i chyba najbardziej wyczekiwana część zwiedzania. Dlatego chętnie korzystam z okazji i po kolacji zamawiam cantucci e vin santo. To nic innego, jak znane i w Polsce cantuccini – te ciastka z migdałami, na których z łatwością można połamać sobie zęby – podawane z kieliszkiem słodkiego jak syrop likiero-bimbru… to znaczy wina deserowego. Ciastka należy przed zjedzeniem zamoczyć w winie. Powstaje wtedy prawdopodobnie najokropniejszy deser świata, w którym pojęcie „dolce” zostało doprowadzone do ekstremum. Włosi jednak z jakichś powodów za nim szaleją. A ja… cóż, przynajmniej wzbogaciłam się o nowe doświadczenie kulinarne.

Kuchnia Toskanii

Kuchnia Toskanii

Kuchnia Toskanii

Na koniec podrzucam Wam kilka bardzo przydatnych linków. Sama z nich korzystałam, opracowując plan wycieczki i teraz chętnie polecam je dalej, kolejnym podróżnikom po Toskanii:

Italia by Natalia, Val d’Orcia – Najpiękniejsze punkty widokowe w Toskanii. Przewodnik – dzięki temu przewodnikowi Natalii bez problemu odnajdziecie wszystkie punkty widokowe z tego wpisu i wiele więcej

GdzieWyjechać.pl, Dolce Vita w Toskanii: Montepulciano, Pienza, Val d’Orcia i nasz kamienny dom na wsi – dokładne wskazówki, jak powtórzyć kadr z „Gladiatora”

Italia poza szlakiem, Pienza Toskania – klejnot doliny Val d’Orcia: 47 adresów i cennych wskazówek – kompletny przewodnik po Pienzy

2 thoughts on “Pienza i okolice – to jest właśnie Toskania!

  • Reply Magda z Italia poza szlakiem 12 września 2022 at 12:18 pm

    Bardzo dziękuję za wskazanie Italia poza szlakiem jako źrodło informacji o Toskanii

    • Reply Hrabina Weltmeister 12 września 2022 at 2:28 pm

      Nie mogło być inaczej! ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.