• Subiektywny przewodnik po Sienie

    Niedawno rozmawiałam z przyjaciółmi o włoskich miastach. Jak zawsze przy takich okazjach, zadeklarowałam moją wielką, nieskończoną miłość do Sieny. Zapytali mnie, co takiego szczególnego jest w tym mieście, że wywołuje u mnie aż takie uczucia. Odpowiedziałam wtedy, że tego nie da się wyrazić słowami. Ale czy aby na pewno? Dzisiaj powiedziałabym, że ilekroć jestem w Sienie czuję się jak władczyni świata. Siedząc na brukowanej pochyłości Piazza del Campo w otoczeniu dostojnych budynków, które były obserwatorami setek lat historii, wiem, że jestem w najlepszym miejscu na Ziemi. Gdzieś zatraca się pojęcie czasu, a wraz z nim odchodzą w zapomnienie wszystkie problemy. To takie wrażenie, które towarzyszy odkrywcom albo zdobywcom – że oto jesteśmy częścią czegoś genialnego i doskonałego. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo egzaltowanie to brzmi, ale właśnie tym jest dla mnie Siena. Na swoją obronę dodam, że niemal każdy, kto już był w Sienie, a z kim udało mi się zamienić kilka słów na ten temat, podzielał mój zachwyt.

    Read More
  • Montepulciano, Monticchiello i Villa La Foce – zygzakiem po Toskanii

    Po raz pierwszy podczas tych wakacji mam konkretną godzinę, o której mam się stawić w określonym miejscu (o czym za chwilę). Bardzo kłóci mi się to z ideą życia bez zegarka, zgodnie z którą upływa mój urlop w Toskanii. Nieśpieszne śniadania, czas na spokojne ogarnięcie się, potem jeszcze fotograficzny spacer polnym traktem wśród cyprysów – tak wygląda mój typowy poranek w krainie Etrusków (oczywiście poranek jest u mnie pojęciem dalece subiektywnym, inni tę porę dnia nazwaliby raczej przedpołudniem). Aż tu nagle muszę sprawnie zjeść moje colazione i bez zbędnej zwłoki wyruszyć w drogę, w przeciwnym razie nie uda mi się dotrzeć na miejsce punktualnie, zakładając, że chcę jeszcze wstąpić wcześniej do Montepulciano.

    Read More
  • Pienza i okolice – to jest właśnie Toskania!

    Na sukces filmu składa się wiele czynników, a jednym z nich są lokalizacje. To właśnie one stanowią oprawę scen i mogą przesądzić o ich klimacie i odbiorze przez widza. Ciekawe, jak przebiega wynajdywanie takich lokalizacji filmowych. Czy są ludzie, którzy się tym profesjonalnie zajmują? Czy reżyser przedstawia im swoją wizję, a oni starają się znaleźć miejsca, które jak najlepiej jej odpowiadają? Czy korzystają z jakichś baz miejscówek, przetrząsają internet, a może mają po prostu tak rozległą wiedzę? Mogłaby to być całkiem fajna praca. Na razie musi mi jednak wystarczyć główna rola w moim własnym filmie o Toskanii. W końcu podróż to taki film, do którego sami piszemy scenariusz, sami go reżyserujemy i sami odgrywamy w nim główne role. Niektórzy zwabiają potem znajomych na uroczystą premierę pod pretekstem degustacji przywiezionych z wycieczki produktów. Oby były warte tych dwóch godzin oglądania zdjęć!

    Read More
  • Cortona – gdzie Etruskowie spotykają Amerykanów

    Czasami zastanawiam się, ile fantastycznych budowli ocalałaby do naszych czasów, gdyby kolejne pokolenia zdołały się wyzbyć przekonania, że są w stanie zbudować lepsze konstrukcje niż te, które były dziełami ich przodków. Czy przez to nie byłoby postępu w architekturze? Cóż, jeżeli w ten sposób nigdy nie wymyślono by szklanych wieżowców bez otwieranych okien, to jestem za! W Italii, mam wrażenie, ludzie nie mają skłonności do burzenia starych i stawiania nowych budynków, o ile nie jest to konieczne. A nawet w takim przypadku do nowych budowli wykorzystuje się wszystko, co udało się zachować z poprzednich. Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek natknęła się na wyraźnie nowy dom w historycznych centrach miasteczek Toskanii. Między innymi dlatego tak mi się tu podoba. Stojąc pod murami Cortony, które budowali jeszcze Etruskowie, mam przed sobą jeden z najlepszych przykładów takiej architektonicznej kontynuacji pokoleń.

    Read More
  • Festa del Barbarossa i miasteczka Val d’Orcia

    Przed podróżą postanowiłam wreszcie przeczytać „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes. Ta bodajże najsłynniejsza książka o przeprowadzce do krainy Medyceuszy od lat kurzyła się u nas na półce, w sekcji literatury poświęconej Toskanii i Prowansji (tak, mamy taką sekcję w biblioteczce, sama ją układałam). Na okładce – kadr z filmu pod tym samym tytułem, nakręconego na motywach książki. Od czasu jego powstania w 2003 roku, produkcje oparte na podobnym schemacie: udręczony stresującą, wielkomiejską egzystencją bohater odnajduje radość w prostym, ale pełnowartościowym życiu na jakiejś uroczej prowincji, wciąż wyrastają jak grzyby po deszczu. Ale to właśnie „Pod słońcem Toskanii” uważam za najlepszą. Opowiada historię młodej Amerykanki, która właśnie rozwiodła się z mężem i spontanicznie kupiła zrujnowany dom w Toskanii. Ma zamiar zrealizować w nim swoją wizję idealnego rodzinnego życia, do czego dąży z determinacją, ocierającą się nawet o desperację. Jest w tym sporo humoru, ale i szczerości oraz autentyczności, bo tak to często bywa, że poszukując szczęścia narażamy się na upokorzenia, ponosimy porażki, spotykamy z odmową, a czasami po prostu mamy pecha. Bywa też, że zamierzonej wizji nie uda się zrealizować, a wtedy trzeba dokonać jej korekty albo pójść na kompromis w sferze własnych marzeń.

    Read More
  • Agriturismo Bagnaia – pierwszy dzień w Toskanii

    Jeśli nie przepadacie za śniadaniami na słodko, poranki we włoskich hotelach mogą być dla was ciężką próbą. W hoteliku w Mantui, skąd za chwilę mieliśmy wyruszyć w dalszą drogę do Toskanii, śniadanie było absurdalnie słodkie. Opierało się bowiem na założeniu, że każdy człowiek chce rozpocząć dzień od deseru w postaci babek, placków, brioszek z budyniem i soczystych plastrów melona. Manuel, nazywany przez nas tak na cześć Manuela z „Hotelu Zacisze”, prawdopodobnie jedyny pracownik tego obiektu, zadbał o to, by każdy gość otrzymał solidną porcję mocnej, włoskiej kawy, wypełniającej swoim zapachem całą stołówkę. Zastrzyk energii w postaci kofeiny i węglowodanów postawiłby na nogi nawet najbardziej wycieńczonych wędrowców.

    Read More
  • Mantua – nie warto umierać dla miłości

    Choć w Polsce zostawiłam piękną pogodę, to nic nie może się równać z ciepłem krain południowych. Śródziemnomorskie ciepło nie jest jedynie powierzchowne, ale wydobywa się z głębi ziemi, nagrzewanej słońcem przez tysiąclecia. Jak dobrze było poczuć je znowu na własnej skórze, wysiadając z samochodu pod hotelem w Mantui, którą wybraliśmy na miejsce drugiego noclegu w drodze do Toskanii. Mantua to mniej oczywisty wybór niż leżąca po sąsiedzku Werona, do której ściągają pielgrzymki turystów z całego świata, zafascynowanych historią Romea i Julii. Weronę miałam już jednak okazję kiedyś zobaczyć. To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z tamtej wizyty, to nie balkon Julii, ani starożytny amfiteatr, a scena, której byłam świadkiem na Piazza delle Erbe. Zapadał wieczór, a oświetlony złotym światłem plac przemierzały, trzymając się za ręce, elegancie pary – one w małych czarnych sukienkach i butach na wysokim obcasie i oni w dobrze skrojonych garniturach – by w końcu zniknąć we wnętrzach wytwornej Ristorante Maffei. Okropnie im wtedy zazdrościłam!

    Read More
  • Oberschleissheim – w podróży do Italii

    Jestem jedną z tych osób, dla których Italia jest synonimem szczęścia i – o ile już nie wydały oszczędności życia na przeprowadzkę do tego kraju – dla własnego zdrowia psychicznego muszą tam raz na jakiś czas wracać. Mój najnowszy „raz na jakiś czas” przypadł na czerwiec. Zarówno podróż samochodem, jak i samolotem mają swoje wady i zalety, jednak największym przywilejem związanym z jazdą do Włoch autem jest przekroczenie Brennero. Przełęcz Brenner na granicy Austrii i Italii jest portalem, przez który opuszczamy krainy północy i wkraczamy w świat śródziemnomorski. Przejazd przerzuconą między Alpami, winnicami i zamkami autostradą, zwaną „Mostem Europy” nie jest w stanie mi spowszednieć, nieważne ile razy pokonywałam tę drogę. To też dla mnie niemal namacalny sygnał, by zostawić stres dnia powszedniego za sobą i rozpocząć beztroską dolce vita.

    Read More
  • Kwitnące magnolie w arboretum w Kórniku

    Kórnik przez „ó” ma wszystko, by stać się rekreacyjnym zapleczem Poznania i okolic – jezioro, zamek z duchem Białej Damy i pięknym arboretum oraz legendarne kurczaki z rożna. W majowy długi weekend ściągnęły tu tłumy ludzi, wczuwając się w piknikowy klimat dawnej wielkopolskiej socjety. Ja trafiłam tu przypadkiem, wracając z miniwycieczki na Wyspę Edwarda w Zaniemyślu i zdążyłam na końcówkę kwitnienia magnolii w zamkowym parku. Te gubiące kwiaty, rozłożyste krzewy, same wyglądały niczym białe damy, które własne zeszły z portretów.

    Read More
  • Wyspa Edwarda w Zaniemyślu

    Wiosna w pełnym rozkwicie, najdłuższe dni za pasem i coraz więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu. To świetna okazja, by wyjechać w teren i odkryć nowe miejsca. Moja dzisiejsza propozycja dla mieszkańców Wielkopolski i wszystkich, którzy się tu zabłąkają, to Wyspa Edwarda w Zaniemyślu pod Poznaniem. Zalesiona kępa na Jeziorze Raczyńskim jest obecnie popularnym miejscem rekreacji. Prowadzi na nią niebieski most pontonowy – tylko dla ludzi o mocnych nerwach ;) a na miejscu znajdują się punkty edukacji historycznej i przyrodniczej oraz restauracja. W ciepły, majowy dzień wydawało się, że nie ma bardziej sielskiego miejsca w Wielkopolsce. Ale z Wyspą Edwarda wiąże się smutna historia człowieka, od którego wzięła swoją nazwę.

    Read More