Na wydmach Słowińskiego Parku Narodowego

Słowiński Park Narodowy to miejsce, które w ogóle nie wygląda jak Polska. Krajobraz falujących piaskowych wzgórz przywodzi na myśl raczej Saharę. W takiej scenerii wydaje się, że spomiędzy wydm wychynie zaraz Beduin w kefiji, a nie swojski polski turysta w klapkach Kubota. Podczas mojej wizyty w parku miałam zresztą okazję obserwować profesjonalną sesję zdjęciową z modelką pozującą w zwiewnej sukni. Założę się, że efekt byłby taki sam, gdyby zdjęcia zrobiono w Dubaju. Słowiński Park Narodowy to jedna z najciekawszych przyrodniczych atrakcji turystycznych w Polsce.

Jak dojechać do Słowińskiego Parku Narodowego?

Po schodzeniu Ustki wzdłuż i wszerz, postanowiłyśmy wybrać się na dzień do Słowińskiego Parku Narodowego i Łeby. Powierzchnia parku wynosi jednak aż 327 km kwadratowych i nie bardzo wiedziałyśmy, jak się zabrać do jego zwiedzania. Ponieważ Google nie dało nam jednoznacznej odpowiedzi, zadzwoniłyśmy do informacji turystycznej w Łebie. Tam poradzono nam, by dojechać do miejscowości o nazwie Rąbka, gdzie znajduje się parking i główna brama parku. Wstęp jest płatny, ale bilety można było kupić tylko przez internet (co było dość kłopotliwe). Zresztą nikt potem nie sprawdzał, czy opłata faktycznie została uiszczona. Z Rąbki do ruchomych wydm prowadzi kilkukilometrowa leśna aleja. Część tej trasy można pokonać jednym z czerwonych autobusików-meleksów, które dowożą turystów do Wyrzutni Rakiet – pozostałości hitlerowskiego doświadczalnego poligonu rakietowego. Stamtąd do wydm dochodzimy pieszo lub dojeżdżamy rowerem. Spacer przez las porastający mierzeję pomiędzy jeziorem Łebsko a Bałtykiem to zresztą – całkiem dosłownie – czysta przyjemność. Przy odrobinie szczęścia, natkniemy się na przedstawiciela tamtejszej fauny albo na strażnika parku w samochodzie, przypominającym te, którymi jeżdżą amerykańcy rangersi.

Wydma Łącka – pomiędzy jeziorem a morzem

Po pewnym czasie zaczynamy dostrzegać, że na końcu alei majaczy coś żółtego. Dochodząc bliżej, przekonujemy się, że jest to po prostu ściana piasku. To właśnie w tym miejscu rozpoczyna się Wydma Łącka – największa ruchoma wydma w Polsce. Jej wysokość jest zmienna, ale obecnie szacuje się ją na 30 – 40 m n.p.m. Nazwa wydmy pochodzi od wsi Łączka, która została zasypana przez piasek ok. 300 lat temu. Wiatr przesypuje piaski ruchomych wydm, co sprawia wrażenie, że wydmy wędrują. W przypadku Wydmy Łąckiej, hałdy piasku przemieszczają się kilka metrów w ciągu roku w kierunku jeziora Łebsko. Turyści mogą poruszać się tylko po wyznaczonym obszarze wydmy. Oczywiście zawsze znajdzie się kilka osób, które przejdą za barierki, by zrobić sobie zdjęcie na nienaruszonym piasku. Trzeba jednak pamiętać o tym, o co naprawdę chodzi w parkach narodowych, a jest to ochrona przyrody, nie turystyka i to przyroda powinna stać na pierwszym miejscu. Mimo że wcale nie jest łatwo poruszać się po piasku, zwłaszcza pod górę, warto wspiąć się na szczyt wydmy, bo stamtąd rozpościera się wspaniały widok. Po jednej stronie mamy jezioro Łebsko, po drugiej morze, a pośrodku ogromne piaszczyste pustkowie. A potem jest już z górki – prosto na plażę ;)

Łeba, Lębork i pirackie Rowy

Po powrocie z parku, wciąż mając pełno piasku w butach, zatrzymałyśmy się na obiad w Karczmie Słowińska Wydma tuż przy postoju meleksów. Potem ruszyłyśmy w dalszą drogę: do Łeby. Łeba to przyjemne miasteczko z szeroką, piaszczystą plażą i portem rybackim w ujściu rzeki, noszącej taką samą nazwę jak miasto. Stanowi też świetną bazę wypadową do Słowińskiego Parku Narodowego, którego bliskość jest niewątpliwie największym atutem Łeby. Słowiński Park to bowiem nie tylko wydmy, choć to one przyciągają najwięcej turystów, ale też jeziora, bagna, torfowiska, łąki, a także nadmorskie bory i lasy – a wśród nich szlaki piesze i trasy rowerowe. Opcji wypoczynku i kontaktu z naturą jest więc mnóstwo. Z Łeby wyskoczyłyśmy jeszcze do Lęborka – spokojnego miasta z bogatą historią i zamkiem krzyżackim, w którym obecnie mieści się sąd rejonowy. Dzień zakończyłyśmy natomiast w Rowach. Ta dawna rybacka wioska jest typową miejscowością wczasową, jakich wiele na polskim wybrzeżu. Znajdziemy tu oczywiście całą tą krzykliwą infrastrukturę turystyczną, przypominającą nieco miniaturę Las Vegas. Jest też rzeka prowadząca do pięknej plaży (na której obecnie prowadzone są prace refulacyjne). Mnie jednak najbardziej ucieszyły rozmieszczone w Rowach tablice z historią wioski. Można się z nich na przykład dowiedzieć, że w średniowieczu Rowy były kryjówką piratów.

Bracia Witalijscy – piraci na Bałtyku

Byli to tak zwani Bracia Witalijscy, działający na obszarze Morza Bałtyckiego na przełomie XIV i XV wieku. Początkowo trudnili się działalnością kaperską. Wynajęci przez króla Szwecji, mieli zaopatrywać oblężony przez Duńczyków Sztokholm w żywność – wiktuały. Stąd wzięła się ich nazwa – po szwedzku: Vitaliebröder. Funkcjonowali też pod inną nazwą: Likedeelers, co oznacza „równodzielących”. Wśród ubogiej ludności mieli oni bowiem opinię morskich Robin Hoodów. Z czasem przestali działać na zlecenie i zajęli się piraceniem na własną rękę. Do największych osiągnięć Braci Witalijskich należy splądrowanie Bergen oraz zdobycie Malmö. Szło im tak dobrze, że stali się poważnym problemem dla wymiany handlowej w rejonie Bałtyku. Tym samym zadarli z Hansą – największą potęgą morską średniowiecza. Hansie w zwalczaniu piratów pomagał Zakon Krzyżacki. To właśnie Krzyżacy pod wodzą Konrada von Jungingena przepędzili piratów z ich głównej bazy na Gotlandii. Znaczący cios Braciom Witalijskim zadano w zasadzce w pobliżu wyspy Helgoland. Hansa wysłała przeciwko piratom zamaskowaną flotę wojenną, wyglądającą na statki handlowe. Na ich czele stanął okręt zwany „Łaciatą Krową” – hanzeatycki koń trojański. W wyniku podstępu do niewoli dostało się 70 braci, a 40 zginęło w walce. Schwytanych piratów ścięto w Hamburgu. Pomimo tej porażki, Hansa borykała się z Braćmi Witalijskimi aż do lat osiemdziesiątych XV wieku.

Może i nie jesteśmy Egiptem, ale też mamy swoją pustynię. Może i nie jesteśmy Karaibami, ale też mamy piracką przeszłość. Przykładów rzeczy, których szukamy gdzie indziej, a mamy je pod nosem, jest mnóstwo. Nie znaczy to oczywiście, że mamy przestać podróżować za granicę, ale powinniśmy spojrzeć na nasz kraj z większą uwagą, bo może nas nieźle zaskoczyć. Słowiński Park Narodowy jest tego najlepszym przykładem.

Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Słowiński Park Narodowy
Łeba
Rowy
Rowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.