Na klifach Bretanii – Cap Fréhel i Fort La Latte

Wyobraź sobie dwa skaliste cyple, wychodzące we wzburzone wody kanału La Manche, połączone półksiężycem klifowego wybrzeża. Na jednym – średniowieczne zamczysko, na drugim – latarnia morska. Pomiędzy nimi – purpurowe połacie wrzosowisk. W dole – spienione fale, z impetem rozbijające się o skały. A teraz pomyśl, że takie miejsce istnieje naprawdę. To przylądek Fréhel (Cap Fréhel) i sąsiadujący z nim zamek Fort La Latte, które tworzą razem imponujący krajobrazowo fragment Szmaragdowego Wybrzeża (Côte d’Émeraude).

Fort La Latte – forteca nad falami

Fort La Latte, zwany alternatywnie: Château de La Roche Goyon, to czternastowieczna forteca, wybudowana przez rodzinę Goyon – jeden z najznamienitszych rodów Bretanii (jego potomkami są między innymi książęta Monaco). W późniejszym okresie stacjonował w niej regiment, którego zadaniem była obrona pobliskiego miasta Saint-Malo przed ewentualnym atakiem ze strony morza przy pomocy zainstalowanej tu baterii armatniej. Ciekawym obiektem na terenie fortecy jest piec do podgrzewania kul armatnich. W założeniu, rozżarzone do czerwoności kule miały być wykorzystywane do ostrzeliwania statków wroga. Jednakże, ze względu na długi, wynoszący osiem godzin, czas podgrzewania i zwiększone ryzyko wybuchu prochu podczas ładowania armaty, nie sięgano po to rozwiązanie zbyt często. Obecnie zamek znajduje się w rękach prywatnych, ale jest udostępniony do zwiedzania. Oprócz turystów, w Fort La Latte chętnie goszczą także filmowcy – kręcono tutaj między innymi film „Wikingowie” z 1958 roku z Kirkiem Douglasem w roli głównej. Natomiast poszukiwaczy śladów celtyckiej kultury na pewno ucieszy menhir, stojący na drodze dojścia do zamku. Jeśli wierzyć legendzie, jest to palec lub ząb olbrzyma Gargantui.

Bretagne
Menhir Fort La Latte
Fort La Latte
Fort La Latte
Fort La Latte
Fort La Latte
Fort La Latte
Fort La Latte
Cap Fréhel – klif dwóch latarni

Pierwszy akapit tego wpisu wymaga pewnego doprecyzowania: na Cap Fréhel stoi nie jedna, ale dwie latarnie morskie. Starsza – siedemnastowieczna – jest już nieczynna. Z kolei młodsza, z połowy dwudziestego wieku, nadal rozświetla mrok swoim światłem, prowadząc żeglarzy ku bezpiecznym portom. Na końcu cypla jest też trzecia, mała wieżyczka. Nie udało mi się ustalić jej przeznaczenia, ale podejrzewam, że jest to strażnica, być może dawniej połączona systemem ostrzegania z Fort La Latte. Wokół latarni rozciągają się smagane wiatrem wrzosowiska – na przełomie sierpnia i września w pełnym rozkwicie. Rosną na nich nie tylko wrzosy, lecz całe mnóstwo innych gatunków kwiatów, krzewinek i bylin. A wszystko to znajduje się na szczycie klifu, wzdłuż rozpęknięcia, które kiedyś podzieliło Bretanię i Kornwalię. Uwielbiam klify w równym stopniu, co się ich boję. Nie należę do grona śmiałków, którzy beztrosko podchodzą do krawędzi nadmorskiego urwiska, wolę trzymać się bezpiecznej ścieżki. Jestem jednak zdania, że morze należy oglądać z dużej wysokości, bo z tej perspektywy najlepiej widać jego budzący respekt ogrom i siłę szalejących w nim żywiołów.

Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Cap Fréhel
Kiedy pogoda nie chce współpracować i wcale nie oznacza to, że jest zła

Szczerze mówiąc, liczyłam, że podczas mojego pobytu na przylądku, sceneria będzie bardziej dramatyczna. Miałam nadzieję na ciężkie, gnane wiatrem chmury albo ołowiane, burzowe niebo. Naiwnie dostosowałam nawet mój strój do takich warunków – jest luźno inspirowany tym zdjęciem:

US Vogue October 2014 / Natalia Vodianova by Annie Leibovitz

Tymczasem zastałam pełne słońce, a i temperatura była znacznie wyższa niż bretońskie, sztormowe zimno, na jakie byłam przygotowana. Kalosze przydały mi się jedynie do ochrony przed kurzem na drodze, bo nie spadła ani jedna kropla deszczu. Jedynym klasycznym elementem pogodowym na klifie był wicher, który – ku mojemu przerażeniu i uciesze gapiów – przypomniał mi, że zakładanie sukienki przy silnych podmuchach wiatru to zły pomysł. Opuszczałam więc Cap Fréhel z uszczerbkiem na godności, ale nie przeszkodziło mi to dalej cieszyć się tym pięknym dniem. A zakończyliśmy go w Erquy, małym nadmorskim miasteczku, do którego wiedzie niezwykle malownicza trasa z widokiem na klify od zachodniej strony półwyspu.

Erquy
Erquy
Erquy
Erquy
Francuzi oddają się swojej ukochanej rozrywce – grze w bule.
Erquy Creperie
Erquy Creperie
Galettes Bretonnes
Galettes – tradycyjne bretońskie naleśniki z mąki gryczanej.

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z publikacjami na blogu, zachęcam Cię do polubienia mojej strony na Facebooku.

Pozostałe wpisy z Bretanii znajdziesz tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.