• 5 rzeczy, które należy zjeść (lub wypić) w Bretanii

    Francuska kuchnia nie jest może w Polsce tak popularna jak włoska, ale ma swoich wiernych fanów. Potrawy z kraju nad Sekwaną uchodzą za dość wyrafinowane i może rzeczywiście takie są w ofercie eleganckich paryskich restauracji. Natomiast kuchnia Bretanii jest bardzo prosta. Gospodarka tego regionu Francji opiera się głównie na rolnictwie i rybołówstwie. Na stołach Bretończyków lądują więc produkty pochodzące z pola i morza. Historycznie, kobiety w Bretanii nie mogły zajmować się tylko kuchnią. Kiedy ich mężowie wypływali w morze, one z powodzeniem zarządzały rodzinnym interesem. Przygotowywały więc szybkie i nieskomplikowane potrawy i te tradycje kulinarne przetrwały do czasów, w których morze nie jest wyłącznie domeną mężczyzn, a kuchnia wyłącznie domeną kobiet. Cały sekret tkwi w produktach, a te muszą być najwyższej jakości. Bretończycy robią zakupy przede wszystkim na targu, który odbywa się w większości miasteczek w określony dzień tygodnia. Więcej na ten temat przeczytacie w tym wpisie o targu w Matignon. Drugim najlepszym dniem na zakupy w Bretanii jest… niedziela. Inaczej niż w Polsce, tam w niedzielę handel wręcz kwitnie. Sklepy mają oferty specjalne albo wystawiają dodatkowe stoiska, by obsłużyć jak największą liczbę klientów. Miasteczka są wtedy pełne życia. Z kolei dniem, w który część sklepów pozostaje zamknięta, jest poniedziałek. Przedstawiam Wam wybór pięciu produktów lub potraw, które są najbardziej charakterystyczne dla Bretanii albo są tutaj wyjątkowo smaczne i stanowią niejako pozycje obowiązkowe dla każdego, kto chce zwiedzać ten region także kulinarnie.

    Read More
  • Cancale – królestwo ostryg

    Jeśli chodzi o jedzenie, to uwielbiam próbować nowych rzeczy. Niektórych z nich zostaję potem amatorką, a niektóre… cóż, przynajmniej wiem, jak smakują. Będąc w Bretanii, bardzo chciałam zobaczyć Cancale, które uważane jest za jedno z najsłynniejszych i najbardziej renomowanych miejsc hodowli ostryg na świecie. Byłaby to dla mnie świetna okazja, by zjeść moją pierwszą ostrygę w życiu, ale miałam poważne wątpliwości, czy powinnam to zrobić. Po pierwsze, z dokonanego przeze mnie researchu wynikało, że jedzenie ostryg może być groźne dla zdrowia! Lista dolegliwości, które potencjalnie mi groziły, zaczynała się od zatrucia pokarmowego, a kończyła na posocznicy… Nie byłam też pewna, czy starczy mi odwagi, by połknąć bez gryzienia wciąż jeszcze żywą ostrygę, bo taki jest właśnie najbardziej klasyczny sposób spożywania tego przysmaku. Im więcej o tym czytałam i im więcej się nad tym zastanawiałam, tym moje obawy były większe. W wieczór poprzedzający wycieczkę do Cancale zarzekałam się już, że za nic na świecie nie zjem ostryg. Ale gdy już tam dotarłam, udzieliła mi się chyba atmosfera tego miejsca, a także odezwała się ta strona mojej osobowości, która sprawia, że lubię uchodzić za nieustraszoną i moje nastawienie zmieniło się na: „Co, ja nie zjem ostryg? Potrzymaj mi piwo.”

    Read More
  • Mont-Saint-Michel – wyspa cudów

    Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spojrzenia na Mont-Saint-Michel. Podróżowałam przez Normandię w stronę Bretanii i wciąż byłam pod wrażeniem przejazdu przez most Pont de Normandie – cienką wstążkę szosy, przerzuconą łukiem na przerażającej wręcz wysokości przez ujście Sekwany. Powoli zapadał wieczór, a kilometry dzielące nas od celu podróży – małej bretońskiej wsi – zdawały się coraz szybciej znikać z ekranu nawigacji. Wtem zobaczyłam dobrze znany kształt Mont-Saint-Michel w oddali – wzgórze o zarysie piramidy z charakterystyczną iglicą na czubku, wyrastające z płaskiego jak tafla szkła dna zatoki na kanale La Manche. W ciepłym świetle zachodzącego słońca lśniło jak samorodek złota. Widok był niesamowity, tym bardziej, że zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć Mont-Saint-Michel z okien samochodu. La Merveille – cud – tak Francuzi nazywają opactwo na Górze Św. Michała. W oczach ludzi z przeszłości ta niezwykła budowla na samotnej skale musiała faktycznie uchodzić za cud, ale i współczesnych wprawia w nie mniejszy zachwyt.

    Read More
  • Kadry z Trójmiasta

    Trójmiasto od pokoleń należy do ulubionych miejsc mojej rodziny i mam to szczęście, że bywałam tu nie raz. Nie traktuję więc Gdańska, Gdyni i Sopotu jako miast, które wymagałyby kompleksowego zwiedzania. Lubię tu jednak wracać i za każdym razem „uszczknąć” coś dla siebie z ich bogatej kultury, sztuki i historii. Niekiedy oznacza to odkrywanie zupełnie nowych obszarów, a niekiedy spędzanie czasu w tych już dobrze znanych i lubianych. Moje tegoroczne wypady do Gdańska, Gdyni i Sopotu były pozbawione wielkich ambicji turystycznych. Cieszył mnie sam fakt, że mogę tutaj być pomimo pandemii i że – poza bannerami zachęcającymi do szczepień – życie tu zdaje się toczyć zwyczajnym, trójmiejskim rytmem.

    Read More
  • Puck – o tym, jak odkryłam polskie wybrzeże na nowo

    Dzikie plaże z białym piaskiem, spokojne mariny z kołyszącymi się na wodzie żaglówkami, letniska z wyluzowaną, surferską społecznością. Żadna z tych rzeczy nie kojarzy się z polskim wybrzeżem, prawda? A jednak wszystkie one tam są. Pomiędzy zatłoczonymi plażami, nachalną komercją i chaosem architektonicznym kryją się miejsca absolutnie piękne. Znajdzie je jednak tylko ten, kto wie, gdzie leżą. I właśnie z myślą o wszystkich tych, którzy poszukują alternatywnego oblicza „polskiego” Bałtyku powstaje seria, którą otwiera dzisiejszy wpis.

    Read More
  • Co ujdzie w Ustce?

    Na pierwszą kilkudniową wycieczkę w tym roku musiałam czekać aż do czerwca, w dodatku oferta wyjazdu spadła na mnie dość nieoczekiwanie. Nic więc dziwnego, że po tylu miesiącach pandemicznej ascezy, czułam się trochę jak spuszczona z łańcucha i chciałam wykorzystać tą okazję najlepiej, jak tylko się da. Podróżowałam z moją koleżanką, Martą, z którą mam już wspólną podróżniczą przeszłość – byłyśmy razem w Poczdamie, Werder, Görlitz i na bachanaliach w Zielonej Górze. Tym razem Marta szukała kompana na wyjazd do Ustki. W Ustce co prawda już raz byłam (o czym przeczytacie tutaj), ale też nie miałam żadnych innych planów na długi weekend, więc w sumie – dlaczego nie? Poza tym, bardzo chciałam zobaczyć Słowiński Park Narodowy, który miał być jednym z punktów programu wycieczki. I tak oto wzięłam udział w babskim, czerwcowym wypadzie na wybrzeże.

    Read More
  • Szklarska Poręba wczesną jesienią

    Podczas jesiennego wyjazdu na Dolny Śląsk zamieszkałam w Szklarskiej Porębie. Widocznie podświadomie tęsknię już za zagranicą, skoro wybrałam miasto tak bardzo zbliżone do górskich miejscowości w Niemczech i Austrii, jak to tylko w Polsce możliwe. Ma to zresztą swoje uzasadnienie historyczne, bo przed drugą wojną światową Szklarską Porębę zamieszkiwała głównie społeczność narodowości niemieckiej. Jeszcze wcześniej, na terenie Szklarskiej Poręby prężnie rozwijała się produkcja szkła. Wzmianka o pierwszej hucie pochodzi już z XIV wieku. Początek Szklarskiej Porębie dały osady, zakładane w miejscach wyrębu drzew na opał w piecach hutniczych. Stąd nazwa: Szklarska Poręba.

    Read More
  • Grudziądz – największe zaskoczenie sezonu?

    Aż do teraz nie myślałam o Grudziądzu jako o miejscu o szczególnych walorach podróżniczych. Prawdę mówiąc, w ogóle nie myślałam wiele o Grudziądzu. Wiedziałam, że jest takie miasto na mapie. Mniej więcej wiedziałam gdzie. I tyle. Tak się jednak złożyło, że Grudziądz leżał idealnie po trasie w drodze powrotnej z Mazur Zachodnich. Zrobiłam w nim mały przystanek i teraz już wiem, że Grudziądz jest mocnym kandydatem do miana największego (pozytywnego) zaskoczenia sezonu turystycznego.

    Read More
  • Iława i Zamek Kapituły Pomezańskiej w Szymbarku

    Bliskość wody daje zupełnie inną jakość miejscu zamieszkania. Woda oznacza wolność, stwarza poczucie większej przestrzeni, szerszych perspektyw. Najsilniej odczuwalne jest to nad morzem, gdzie tej przestrzeni nie ogranicza nic, aż po linię horyzontu. Ale i jeziora dają poniekąd takie poczucie wolności i braku ograniczeń. Dlatego miasta, które mają bezpośredni dostęp do wody, są szczególnie chętnie wybierane jako miejsce do życia lub choćby jako destynacja wakacyjna.

    Read More