Grudniowy update

Jak to możliwe, że mamy pandemię, wiele aktywności jest zakazanych, a jednak tyle się ostatnio dzieje? Pisząc te słowa, siedzę zawinięta w kocyk i wyposażona w herbatkę imbirową i czekam na testowy lot rakiety SpaceX: Starship SN8. To właśnie ona ma posłużyć do pierwszego załogowego lotu na Marsa. Historia dzieje się na naszych oczach, czy oglądamy live NASA na ekranie komputera, czy też bierzemy czynny udział w jej tworzeniu, spacerując w odpowiednim miejscu i o odpowiedniej porze (jeśli rozumiecie, co mam ma myśli). W obecnej rzeczywistości – tej światowej, ale zwłaszcza tej krajowej – trudno się nie załamać. Myślę, że bardzo potrzeba nam teraz nadziei, że – tak jak to wielokrotnie bywało w przeszłości – także i ten kryzys pociągnie za sobą postęp i nową solidarność między ludźmi.

Będąc skazana na depresyjny mrok grudnia i nie mogąc poprawić sobie nastroju wizytą na poznańskim jarmarku bożonarodzeniowym, skupiam się obecnie na jednym celu: na przetrwaniu. W międzyczasie pracuję nad treściami na bloga, choć efekty tej pracy nadal są dla Was niewidoczne. W przygotowaniu jest bowiem seria wpisów o Dolnym Śląsku, gdzie wczesną jesienią spędzałam mój urlop. Dolny Śląsk jest popularną destynacją wakacyjną, zwłaszcza w tym roku, gdy wiele osób zrezygnowało z wyjazdu za granicę (widzieliście te kolejki do wejścia na Śnieżkę). Cześć z miejsc, które pojawią się na blogu może być Wam dobrze znana, ale może spojrzycie na nie w nowym świetle? Będzie też jednak mowa o miejscach, o których prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszeliście, a które mogą Was nieźle zaskoczyć! Ta seria wpisów ruszy najpewniej tuż po Bożym Narodzeniu.

Fotograficznie – jestem całkiem zadowolona z techniki moich zdjęć, za to nie całkiem zadowolona z wizualnego efektu ich obróbki. Wciąż szukam swojej drogi i może kiedyś, metodą prób i błędów, uda mi się zrealizować zamierzoną wizję. W moim fotograficznym arsenale znalazł się też nowy obiektyw, który pozwolił mi znacząco zredukować wagę sprzętu, który ze sobą (czy raczej na sobie) noszę. Ostatnio trwa też mobilizacja w uzupełnianiu zdjęć na Instagramie. Istnieje spora szansa, że do Świąt będę już na bieżąco z ich publikacją. Jestem już więc bardzo blisko ukończenia projektu, który nazwałam „małą rewolucją na moim Instagramie”. Co prawda zajęło mi to rok więcej niż przewidywałam (trudno było mi jednak narzucić sobie codzienny reżim publikacyjny), to jednak efekt mogę uznać za dość zadowalający. 

Moje plany na Święta? Poza oczywistym: nie zachorować na COVID-19? Przede wszystkim spędzić czas z rodziną. Na tyle, na ile będzie to możliwe – odpocząć od pracy. Zdobyć żywą choinkę i udekorować ją bombkami o różnych kształtach. Zobaczyć koniunkcję Jowisza i Saturna. Przeczytać kilka książek. Napisać kilka tekstów na bloga. Wypić duże ilości herbaty. Po raz kolejny przekonać się, że nic tak nie poprawia humoru, jak tańczący Hugh Grant w To właśnie miłość i że Jude Law w Holiday to mój ideał mężczyzny ;) Może nieśmiało pomyśleć o podróżach na kolejny rok. Jeśli zupełnie nie przygniotą mnie obowiązki pracownicze, odezwę się jeszcze przed Bożym Narodzeniem, żeby zdać Wam relację z moich przygotowań. Mam na to wielką ochotę, więc trzymajcie kciuki! :) A teraz idę sobie ugotować makaron z pesto i wracam do oglądania gwiazdkowych produkcji Netflixa. Cudownego niedzielnego popołudnia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.