Co widać z balkonu w Porto Maurizio

No więc zaliczyłam podczas wakacji mały wypadek i pomijając wizytę w szpitalu oraz związaną z tym dramę – o której możecie przeczytać w poprzednim wpisie – przez kilka dni byłam w zasadzie uwięziona w moim wakacyjnym apartamento. Przez ten czas nie mogłam robić wiele więcej poza wylegiwaniem się na łóżku i przesiadywaniem na balkonie. Miałam szczęście, bo mój balkon wychodził prosto na morze. Był to widok nie tylko piękny, ale i bardzo zajmujący, bo na morzu zawsze się coś działo. W okresie mojego przejściowego unieruchomienia przeczytałam też dwie książki, co już od dawna nie zdarzyło mi się na żadnych wakacjach. Jedną z nich było „Skryte, jasne, słone” Lamorny Ash. Autorka relacjonuje w niej swój pobyt w nadmorskim miasteczku w Kornwalii, w którym zamieszkała, by zaciągnąć się do pracy na rybackich kutrach i poznać życie swoich przodków. Niektórych ludzi po prostu ciągnie do morza i ja się do nich zaliczam.

Morze wygląda inaczej o różnych porach dnia i w różnych warunkach pogodowych. O świcie na spokojną, niebieską taflę pada czerwony blask, a nad latarnią morską pojawia się rozżarzona kula Słońca. Za dnia ma kolor nasyconego błękitu. Wówczas promienie słoneczne, padające na delikatne zmarszczki fal, tworzą na jego powierzchni skrzące się diamenciki. Z perspektywy balkonu morze wygląda jak scena, na której pojawiają się kolejni aktorzy. Blisko brzegu cumuje mała łódka motorowa, z której prowadzony jest kurs nurkowania. Czasami nieopodal pojawi jakiś kajak albo SUP. Nieco dalej przepływają żaglówki i warte miliony jachty. Z kolei na linii horyzontu wolno suną kontenerowce i duże statki wycieczkowe.

Zapada zmierzch i nad taflą wody pojawia się Księżyc. Wschodzi w tak szybkim tempie, że jego wędrówkę można śledzić w czasie rzeczywistym. Kiedy jest jeszcze nisko, wygląda jak dojrzała pomarańcza, wysoko w górze przypomina srebrny pieniążek. W morze wypływają wtedy małe łódki i kutry rybackie. Ich światełka są jak odbicie gwiazd, przez co zaciera się granica między wodą i niebem. Pewnej nocy zerwał się sztorm i trwał cały kolejny dzień. Nadal było słonecznie i nie spadła ani jedna kropla deszczu, ale silny wiatr pchał w stronę brzegu spienione fale. Na morzu nie pojawiła się wtedy ani jedna łódka poza pontonową motorówką (być może służb wybrzeża?), podskakującą na falach jak pasikonik. Wciąż było to jednak Morze Śródziemne latem. Wciąż była to ta sama mało dramatyczna sceneria, którą oglądali Rzymianie u zarania europejskiej cywilizacji, choć dramatów na tym akwenie nigdy nie brakowało i nadal nie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.