Agriturismo Bagnaia – pierwszy dzień w Toskanii

Jeśli nie przepadacie za śniadaniami na słodko, poranki we włoskich hotelach mogą być dla was ciężką próbą. W hoteliku w Mantui, skąd za chwilę mieliśmy wyruszyć w dalszą drogę do Toskanii, śniadanie było absurdalnie słodkie. Opierało się bowiem na założeniu, że każdy człowiek chce rozpocząć dzień od deseru w postaci babek, placków, brioszek z budyniem i soczystych plastrów melona. Manuel, nazywany przez nas tak na cześć Manuela z „Hotelu Zacisze”, prawdopodobnie jedyny pracownik tego obiektu, zadbał o to, by każdy gość otrzymał solidną porcję mocnej, włoskiej kawy, wypełniającej swoim zapachem całą stołówkę. Zastrzyk energii w postaci kofeiny i węglowodanów postawiłby na nogi nawet najbardziej wycieńczonych wędrowców.

Im dalej na południe, tym krajobraz staje się bardziej pofałdowany. Według drogowskazów znajdujemy się na wysokości Florencji. Rozglądam się na obie strony, próbując wypatrzeć w oddali zabudowania starego miasta Medyceuszy, nie widać ich jednak z autostrady. Wkrótce ma mi to jednak wynagrodzić jeszcze wspanialszy widok. Nawet nie wiem kiedy Monte Amiata wyrosła wprost przede mną. Czytałam wcześniej w książkach i przewodnikach o tym najwyższym wzniesieniu w Toskanii, ale spodziewałam się raczej, że będzie majaczyć gdzieś w oddali jako mała fałdka na horyzoncie. Tymczasem drogę zagrodziła nam potężna góra. Charakterystyczny łódkowaty kształt jej szczytu – ślad po rozerwanym w wyniku gwałtownego wybuchu stożku – nie pozostawiał wątpliwości, że to wygasły wulkan. Monte Amiata towarzyszyła nam wielokrotnie podczas kolejnych dni w Toskanii niczym cicha patronka naszej podróży.

Wtem okolica staje dla mnie znajoma. Rozpoznaję kamienne zabudowania nad łagodnymi stokami winnic i charakterystyczne cyprysy cmentarza na wzgórzu. Nic dziwnego – w końcu oglądałam to wszystko wiele razy i bardzo dokładnie na Google Street View. Agriturismo Bagnaia, moja wymarzona kwatera wakacyjna, była już w zasięgu ręki. Szukając bazy noclegowej na wyjazd do Toskanii, patrzyłam przede wszystkim przez obiektyw aparatu i chciałam miejsca z pięknymi widokami. Agriturismo, w którym mieszkałam w 2015 roku bardzo mnie pod tym względem rozpuściło, więc rozglądałam się za czymś, co mogło dorównać światłom położonej na wzniesieniu Volterry, zapalającym się wraz z zapadnięciem zmroku, które obserwowałam z progu mojego domu. No i znalazłam! Znajdujące się na obrzeżach miasteczka San Quirico d’Orcia Agriturismo Bagnaia oferowało nie tylko zapierające dech w piersiach zachody słońca z widokiem na Montalcino, ale też cieszące się znakomitą opinią wino i oliwę własnego wyrobu.

Agriturismo Bagnaia

Przy tabliczce z nazwą agroturystyki skręcamy w szutrową drogę wysadzaną cyprysami. Z prawej strony mamy soczyście zieloną winnicę, z lewej – srebrny gaj oliwny. Docieramy do kamiennych zabudowań w uporządkowanym otoczeniu. Dźwięk kół na podjeździe wywabia z domu naszą gospodynię, Giovannę – uśmiechniętą Toskankę, która energią mogłaby obdzielić kilkoro ludzi. Dostajemy klucze do apartamentu, a tym samym do naszej powitalnej niespodzianki – ciasta upieczonego przez teściową Giovanny, uroczą signorę Fiorellę. Zaraz po jego spałaszowaniu zabieram się do wypakowywania walizki, żeby jak najszybciej poczuć się tu jak w domu. Wieszam do szafy mój zestaw sukienek i rozstawiam na parapecie lustrzankę i obiektywy. Pijąc popołudniową kawę, spoglądam na krajobraz za oknem: dachy zabudowań agriturismo i wyrastającą nad nimi kapliczkę na wzgórzu.

W końcu przychodzi pora na pierwszą wyprawę z naszej bazy. Jej celem jest miejscowy supermarket, w którym mamy nadzieję zaopatrzyć się w produkty niezbędne do życia i takie, które mają uczynić je przyjemniejszym. Według mojej wiedzy, jest to jedyny supermarket w okolicy i tłok na jego niewielkim parkingu jest niesamowity. Serio, parkowanie we Włoszech to koszmar, a małe wyjątki tylko potwierdzają regułę. W supermarkecie znajdujemy co najmniej kilkanaście rodzajów pomidorów i tęczową flagę z okazji miesiąca równości. Tęczowe flagi spotykamy potem niemal na każdym kroku: w sklepach, na urzędach, balkonach mieszkańców, nawet na barierkach drogowych. Nie negując jak najlepszych intencji Włochów, zastanawiam się, na ile jest to rzeczywista chęć wyrażenia wsparcia dla osób LGBT+, a na ile miłość Toskańczyków do wszelkiego rodzaju flag, chorągwi i proporców i wykorzystywanie każdej okazji, by takowe wywiesić.

Kocham robić zakupy w lokalnych sklepach, kiedy jestem za granicą. Traktuję to jako jeden z elementów zaznajamiania się z tamtejszym stylem życia, a także jako szansę, by za niewielkie pieniądze spróbować czegoś nowego. Moim przebojem we Włoszech od lat pozostaje prosciutto cotto, czyli gotowana, krojona w cieniutkie, rwące się pasy szynka – idealna na kanapki z ogórkiem i pomidorem. Od razu pakuję do wózka kilka opakowań, bo wiem, że ten przysmak znika u nas bardzo szybko. Niestety, do kanapek potrzebny jest chleb, a chleb to jest tak jakby kwestia problematyczna w Toskanii… Ostrzegano mnie przed tutejszym chlebem i wszystkie te ostrzeżenia były uzasadnione. Toskańskie pieczywo jest – jak na polskie standardy – niemalże niejadalne. Wypiekane bez soli, z suchym, mało treściwym miąższem i twardą skorupą zamiast skórki. Jedyne, do czego ten chleb się nadaje, ale za to nadaje się wyśmienicie, to grzanki: bruschetty albo crostini. Podaje się je z oliwą, pomidorami albo różnorodnymi smarowidłami. Powstają wtedy małe kulinarne cuda, genialne w swojej prostocie.

Pici al ragu

Torta della nonna

Po zakupach postanawiamy poszukać stacji benzynowej i miejsca na kolację. I udaje nam się to znaleźć za jednym zamachem. Bary przy stacjach benzynowych może i nie należą do najbardziej prestiżowych lokali, ale nie można ich lekceważyć. Bywa, że najlepsze jedzenie serwują właśnie w takich niepozornych miejscach. A przynajmniej nie ma tam przerostu formy nad treścią, co całkiem często jest bolączką gastronomii. Lokal przy stacji w San Quirico d’Orcia nosi dumne miano „Ristorante Il Garibaldi”. Rozpoznałam tę nazwę – była na jednej z ulotek z polecanymi restauracjami, które dała nam Giovanna. Przyjechaliśmy za wcześnie i byliśmy zmuszeni poczekać na otwarcie restauracji. Razem z nami przed wejściem zgromadziła się grupka innych głodomorów. W międzyczasie, kierowcy wpadali do barowej części lokalu zapłacić rachunek za benzynę i wlać w siebie shota espresso. Gdzieś przeczytałam opinię, że Włosi nie piją kawy, lecz ją sobie wstrzykują i myślę, że nie ma lepszego określenia tutejszej kultury spożywania tego napoju.

Kiedy wreszcie restauracja otwiera swoje podwoje, siadamy przy stoliku i zamawiamy białe wino domu oraz pici al ragu, czyli toskański ręcznie robiony makaron w formie grubszych niż spaghetti wałeczków z sosem mięsnym. Od zawsze jem bardzo wolno, więc włoski zwyczaj, by celebrować posiłki, a nie tylko pochłaniać je w biegu, bardzo mi odpowiada. Obok nas głośno rozmawia grupa Włochów, którzy zdają się być tu na czymś w rodzaju potrójnej randki. Nieco dalej kolację jedzą dziadkowie z kilkuletnim wnukiem. Nie zamierzałam jeść deseru, ale dostrzegam w karcie torta della nonna – kultowy toskański tort z orzeszkami pinii, o którym czytałam w książce Frances Mayes „Pod słońcem Toskanii”. Smakuje jak połączenie sernika z napoleonką. Jeszcze kilka dni temu zjedzenie talerza pasty po dwudziestej i poprawienie go kawałkiem ciasta wydawałoby mi się zbrodnią, ale to wszystko jest po prostu zbyt dobre, żeby się tym przejmować.

Tuż przed snem, w piżamie, idę jeszcze na nocny obchód gospodarstwa. Dociera do mnie, jak jest ciepło, mimo tak późnej pory. Na czystym niebie wyraźne widać konstelacje gwiazd. To największy przywilej mieszkania na wsi. Jasny szlaczek odznaczający się pośród mroków to światła Montalcino. Wszystkie dźwięki wokół zakłócają szalone cykady, jedynie czasami przebije się przez nie nawoływanie jakiegoś nocnego ptaka. Mam wrażenie, że dochodzi z pobliskiego cmentarza, przez co od razu zaczynam tracić rezon. To chyba najlepszy znak, by wrócić do środka i spróbować nie myśleć o duchach Etrusków, zamieszkujących kiedyś te ziemie.

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia Toskania

Toskania

Toskania

Toskania

Agriturismo Bagnaia

Agriturismo Bagnaia

Toskania

Toskania

Toskania

Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Toskania

Toskania

Toskania

Agriturismo Bagnaia Toskania

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.