• Jesienna Warszawa

    Byłam niedawno z kilkudniową wizytą w Warszawie. Zostało mi jeszcze trochę urlopu do wykorzystania, ale nie miałam już ochoty na dalekie i wymagające wyjazdy. Podróż do Warszawy była łatwa – wystarczyło wsiąść do pociągu w Poznaniu – a poza tym każdy z uczestników tej wycieczki miał coś do zobaczenia i załatwienia w stolicy. Mnie ściągnęło tutaj przede wszystkim Muzeum Narodowe i jego odświeżona Galeria Sztuki Starożytnej. Ale nie zamierzałam spędzić tych kilku dni wyłącznie ambitnie – miałam też nadzieję na kawę w kultowej Charlotte i zakupy w pierwszym w Polsce Uniqlo.

    Read More
  • Jesień bez presji

    Lato postrzegane jest jako czas wolności i beztroski, ale w rzeczywistości jest to czas ścigania się ze sobą samym, by zdążyć wziąć udział we wszystkich wyjazdach wakacyjnych, festiwalach i grillach zanim skończą się wakacje, dobra pogoda i długie dni. Jesienią ta presja znika. Możemy bezkarnie – bez poczucia, że coś nam umyka – spędzać wieczory otuleni w kocyk, z herbatką i dobrą książką. Jesienią wszystko przychodzi łatwiej. Od ubierania się – wystarczy zarzucić na siebie miękki sweter z naturalnej przędzy, by przez cały dzień czuć się komfortowo, po fotografię – żółte liście sprawiają, że piękne kadry czekają na każdym kroku, a ciepłe światło jest dostępne przez cały dzień. Inną sprawą są jesienne mgły, dzięki którym nawet centrum dużego miasta zyskuje aurę tajemniczości – rzecz zupełnie nieosiągalna latem. Tak, jesień to moja ulubiona pora roku i nawet pisanie o niej działa na mnie kojąco.

    Read More
  • Norymberga – pamięć o starych Niemczech

    Korek na autostradzie. Nic przyjemnego, nawet jeśli trasa przejazdu przez Alpy jest szczególnie malownicza. Posuwając się żółwim tempem przez przełęcz Brenner, chwytamy się każdej opcji rozrywki: słuchamy niemieckiego radia i machamy ludziom w mijanych samochodach (szczególnie ciepło myślę o chłopakach w jeepie z napisem U.S. Army – sądzę, że nawiązaliśmy prawdziwą autostradową przyjaźń). Do hotelu na obrzeżach Norymbergi docieramy jednak znacznie później niż zakładaliśmy, a także z nadszarpniętymi już mocno siłami. Mimo to wskakujemy jeszcze w S-Bahnę, by dojechać do centrum miasta.

    Read More
  • Trydent – miasto, w którym poczujesz się dobrze

    Administracyjne granice państw to rzecz szalenie umowna i rzadko odzwierciedlająca rzeczywisty stan rzeczy. Narody i kultury nie są od siebie oddzielone wyraźnym konturem, lecz przenikają się raczej efektownym ombre. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że północna Italia – krainy takie, jak Trentino i Tyrol Południowy – zdają się bardziej pasować do Austrii, południowych Niemiec i Szwajcarii, niż do reszty Włoch? Zostawiliśmy już za sobą Toskanię i teraz wkraczamy w obszar tyrolskich domów z drewnianymi balkonami, zamków jak z baśni braci Grimm i soczyście zielonych sadów owocowych. Droga mija szybko i wczesnym popołudniem docieramy do Trydentu, pierwszego przystanku w drodze do domu. Nasz pensjonat nazywa się Agritur Val d’Adige i jest miejscem ze wspaniałym widokiem na góry i jeszcze wspanialszym ogrodem. Rosną w nim dorodne, kwitnące hortensje i obsypane owocami drzewka morelowe.

    Read More
  • Montalcino i Opactwo Sant’Antimo – kraina Brunello

    Aż nie mogę uwierzyć, kiedy to zleciało, ale dziś jest ostatni dzień naszego pobytu w Toskanii. Nadwątlony w związku ze zbliżającym się wyjazdem humor poprawiło mi połączone z degustacją oprowadzanie po piwniczce na wino, zwanej tutaj „cantina”, na które zabrała nas Giovanna po tym, jak wróciliśmy ze Sieny wczoraj wieczorem. Nasza gospodyni pokazała nam beczki, w których dojrzewa cenny trunek, opowiedziała też o jego produkcji. W winnicy należącej do Agriturismo Bagnaia cały ten proces – od zbiorów po zabutelkowanie – odbywa się na miejscu. Tutejsze wina cieszą się doskonałą opinią i zapewniły winnicy zaszczytne miejsce na szlaku winiarskim Strada del Vino Orcia.

    Read More
  • Subiektywny przewodnik po Sienie

    Niedawno rozmawiałam z przyjaciółmi o włoskich miastach. Jak zawsze przy takich okazjach, zadeklarowałam moją wielką, nieskończoną miłość do Sieny. Zapytali mnie, co takiego szczególnego jest w tym mieście, że wywołuje u mnie aż takie uczucia. Odpowiedziałam wtedy, że tego nie da się wyrazić słowami. Ale czy aby na pewno? Dzisiaj powiedziałabym, że ilekroć jestem w Sienie czuję się jak władczyni świata. Siedząc na brukowanej pochyłości Piazza del Campo w otoczeniu dostojnych budynków, które były obserwatorami setek lat historii, wiem, że jestem w najlepszym miejscu na Ziemi. Gdzieś zatraca się pojęcie czasu, a wraz z nim odchodzą w zapomnienie wszystkie problemy. To takie wrażenie, które towarzyszy odkrywcom albo zdobywcom – że oto jesteśmy częścią czegoś genialnego i doskonałego. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo egzaltowanie to brzmi, ale właśnie tym jest dla mnie Siena. Na swoją obronę dodam, że niemal każdy, kto już był w Sienie, a z kim udało mi się zamienić kilka słów na ten temat, podzielał mój zachwyt.

    Read More
  • Montepulciano, Monticchiello i Villa La Foce – zygzakiem po Toskanii

    Po raz pierwszy podczas tych wakacji mam konkretną godzinę, o której mam się stawić w określonym miejscu (o czym za chwilę). Bardzo kłóci mi się to z ideą życia bez zegarka, zgodnie z którą upływa mój urlop w Toskanii. Nieśpieszne śniadania, czas na spokojne ogarnięcie się, potem jeszcze fotograficzny spacer polnym traktem wśród cyprysów – tak wygląda mój typowy poranek w krainie Etrusków (oczywiście poranek jest u mnie pojęciem dalece subiektywnym, inni tę porę dnia nazwaliby raczej przedpołudniem). Aż tu nagle muszę sprawnie zjeść moje colazione i bez zbędnej zwłoki wyruszyć w drogę, w przeciwnym razie nie uda mi się dotrzeć na miejsce punktualnie, zakładając, że chcę jeszcze wstąpić wcześniej do Montepulciano.

    Read More
  • Pienza i okolice – to jest właśnie Toskania!

    Na sukces filmu składa się wiele czynników, a jednym z nich są lokalizacje. To właśnie one stanowią oprawę scen i mogą przesądzić o ich klimacie i odbiorze przez widza. Ciekawe, jak przebiega wynajdywanie takich lokalizacji filmowych. Czy są ludzie, którzy się tym profesjonalnie zajmują? Czy reżyser przedstawia im swoją wizję, a oni starają się znaleźć miejsca, które jak najlepiej jej odpowiadają? Czy korzystają z jakichś baz miejscówek, przetrząsają internet, a może mają po prostu tak rozległą wiedzę? Mogłaby to być całkiem fajna praca. Na razie musi mi jednak wystarczyć główna rola w moim własnym filmie o Toskanii. W końcu podróż to taki film, do którego sami piszemy scenariusz, sami go reżyserujemy i sami odgrywamy w nim główne role. Niektórzy zwabiają potem znajomych na uroczystą premierę pod pretekstem degustacji przywiezionych z wycieczki produktów. Oby były warte tych dwóch godzin oglądania zdjęć!

    Read More
  • Cortona – gdzie Etruskowie spotykają Amerykanów

    Czasami zastanawiam się, ile fantastycznych budowli ocalałaby do naszych czasów, gdyby kolejne pokolenia zdołały się wyzbyć przekonania, że są w stanie zbudować lepsze konstrukcje niż te, które były dziełami ich przodków. Czy przez to nie byłoby postępu w architekturze? Cóż, jeżeli w ten sposób nigdy nie wymyślono by szklanych wieżowców bez otwieranych okien, to jestem za! W Italii, mam wrażenie, ludzie nie mają skłonności do burzenia starych i stawiania nowych budynków, o ile nie jest to konieczne. A nawet w takim przypadku do nowych budowli wykorzystuje się wszystko, co udało się zachować z poprzednich. Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek natknęła się na wyraźnie nowy dom w historycznych centrach miasteczek Toskanii. Między innymi dlatego tak mi się tu podoba. Stojąc pod murami Cortony, które budowali jeszcze Etruskowie, mam przed sobą jeden z najlepszych przykładów takiej architektonicznej kontynuacji pokoleń.

    Read More
  • Festa del Barbarossa i miasteczka Val d’Orcia

    Przed podróżą postanowiłam wreszcie przeczytać „Pod słońcem Toskanii” Frances Mayes. Ta bodajże najsłynniejsza książka o przeprowadzce do krainy Medyceuszy od lat kurzyła się u nas na półce, w sekcji literatury poświęconej Toskanii i Prowansji (tak, mamy taką sekcję w biblioteczce, sama ją układałam). Na okładce – kadr z filmu pod tym samym tytułem, nakręconego na motywach książki. Od czasu jego powstania w 2003 roku, produkcje oparte na podobnym schemacie: udręczony stresującą, wielkomiejską egzystencją bohater odnajduje radość w prostym, ale pełnowartościowym życiu na jakiejś uroczej prowincji, wciąż wyrastają jak grzyby po deszczu. Ale to właśnie „Pod słońcem Toskanii” uważam za najlepszą. Opowiada historię młodej Amerykanki, która właśnie rozwiodła się z mężem i spontanicznie kupiła zrujnowany dom w Toskanii. Ma zamiar zrealizować w nim swoją wizję idealnego rodzinnego życia, do czego dąży z determinacją, ocierającą się nawet o desperację. Jest w tym sporo humoru, ale i szczerości oraz autentyczności, bo tak to często bywa, że poszukując szczęścia narażamy się na upokorzenia, ponosimy porażki, spotykamy z odmową, a czasami po prostu mamy pecha. Bywa też, że zamierzonej wizji nie uda się zrealizować, a wtedy trzeba dokonać jej korekty albo pójść na kompromis w sferze własnych marzeń.

    Read More