Zsofia w Warszawie

Okazji do wyrwania się z codziennej rutyny i porobienia czegoś fajnego nigdy dość. Więc jeśli już jakaś się trafi, trzeba z niej skorzystać. To właśnie powtarzałam sobie, pakując się do pociągu wczesnym rankiem w ostatnią sobotę lata. O tej porze wszystkie marzenia zostają zredukowane do jednego: znaleźć się z powrotem w łóżku. Mknęłam do stolicy, by spotkać się z moją drogą koleżanką z Erasmusa – Zsofią, która w naszej międzynarodowej paczce reprezentowała Węgry. Zsofia na dwa tygodnie przyjechała do Polski w celach służbowych i jeden dzień postanowiłyśmy spędzić wspólnie na zwiedzaniu Warszawy.

Węgierka zwiedza Warszawę

Spotkałyśmy się na Dworcu Centralnym i wyruszyłyśmy na spacer po stolicy. Szłyśmy szlakiem od Ogrodu Saskiego, przez Krakowskie Przedmieście, do Placu Zamkowego. Starałam się jak najlepiej objaśnić Zsofii znaczenie kolejnych mijanych zabytków i zawiłości naszej historii, polityki i religii. Na początku zwiedzania natknęłyśmy się na ewangelicki Kościół Św. Trójcy. W proteście przeciwko postawie Kościoła Katolickiego w Polsce postanowiłam złożyć datek na parafię protestancką w kwocie 20 złotych. Był to prawdziwy wdowi grosz, bo stanowił równo połowę zasobów gotówkowych, które miałam wówczas w portfelu. Sporo czasu spędziłyśmy przy Zamku Królewskim, a zwłaszcza w zamkowych ogrodach od strony Wisły. Przywodziły na myśl paryskie parki i okazały się wdzięcznym tłem do zdjęć. Na obiad zatrzymałyśmy się w jednej z knajpek na warszawskim rynku. To tutaj, dawno, dawno temu, w lochach średniowiecznej Warszawy żył potwór zwany bazyliszkiem. Bohater mojej ulubionej legendy z lat dzieciństwa.

Wizyta w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN

Dzień zakończyłyśmy w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Muzeum zbudowano na terenie dawnego getta. Przypomina o tej części historii, która została dosłownie wymazana z miasta. Podczas gdy śródmieście pieczołowicie odbudowano po wojnie, wokół muzeum stoją jedynie bloki mieszkalne – nic, co przypominałoby o dawnej architekturze dzielnicy i kulturze jej mieszkańców. Inicjatywa powstania muzeum właśnie w tym miejscu była bardzo potrzebna. Każdy, kto ma chociażby minimalne pojęcie o świecie, wie, że historia Żydów jest piękna i bogata, ale też trudna i bolesna. Dlatego do Muzeum POLIN nie idzie się dla rozrywki. Zwiedzanie wystawy wymaga niekiedy spojrzenia głęboko we własne sumienie – jako Polki i Polaka, ale też jako człowieka. Mam nadzieję, że nikt nie odważy się ingerować w niezależność muzeum i pozostanie ono miejscem spotkań Polaków i Żydów, jakim jego okolice były przed wojną.

Ze stolicy kraju do stolicy Wielkopolski

Zbliżała się pora mojego odjazdu. Pożegnałam się z Zsofią i obie przyrzekłyśmy sobie pozostać w kontakcie. A także spotkać się wcześniej niż za kolejne 7 lat. Do Poznania wróciłam późnym wieczorem i zastałam na dworcu… popsuty bankomat. Po uszczupleniu moich finansów na donację na rzecz luteranizmu zabrakło mi pieniędzy na taksówkę i nie miałam ich gdzie wypłacić. Na szczęście taksówkarz okazał się – by pozostać w konwencji religii – prawdziwym chrześcijaninem i zgodził się zawieźć mnie do domu za moje ostatnie 20 złotych.

Na Zsofii nasza stolica wywarła bardzo dobre wrażenie. Zdziwiło ją, jak bardzo jest zielona i stwierdziła nawet, że jest pod tym względem piękniejsza niż Budapeszt. Za zgodą Zsofii zamieszczam zdjęcia z jej wycieczki po Warszawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.