W poszukiwaniu Plaży Sotavento

Dwa poprzednie wpisy poświęciłam na opis moich dramatycznych przeżyć z całkiem niedramatycznego lotu do Aten (możecie o nich przeczytać tutaj i tutaj). Skoro latanie samolotem tak dobrze mi szło, postanowiłam – by nie wyjść z wprawy – wybrać się w kolejną lotniczą podróż. I tak, w niecały miesiąc od przelotu do stolicy Grecji, poleciałam na Fuerteventurę.

Malownicza skała, zamykająca plażę w Morro Jable.

Malownicza skała, zamykająca plażę w Morro Jable.

Był to dla mnie zupełnie nowy kierunek – nigdy wcześniej nie byłam na Wyspach Kanaryjskich. Ta destynacja staje się jednak coraz bardziej popularna, także wśród Polaków, a ja sama nasłuchałam się i naczytałam o Kanarach tyle dobrego, że postanowiłam spróbować. Jeśli i Wy bierzecie pod uwagę którąś z Wysp Kanaryjskich i poszukujecie ciekawych informacji, zajrzyjcie koniecznie na bloga CeciliaLind.pl, gdzie znajdziecie interesującą relację i fantastyczne zdjęcia z pobytu autorki na Teneryfie.

A to już widok ze skały na zdjęciu powyżej.

A to już widok ze skały na zdjęciu powyżej.

Po raz pierwszy od lat wybrałam się zresztą na wakacje organizowane przez biuro podróży, takie w hotelu z basenem i wycieczkami fakultatywnymi. Nie zdecydowaliśmy się jednak na opcję z wyżywieniem – ze względów oszczędnościowych, a także dla możliwości łażenia po lokalnych knajpach. Na szczęście nie musieliśmy próbować, jak smakują atlantyckie glony, bo okazało się, że nasz hotel posiada własny, dobrze zaopatrzony supermarket – genialne rozwiązanie, prawda?

Uwaga! Mapkę zrobiłam sama przy pomocy Google Maps, więc nie możecie jej traktować jako rzetelnego źródła wiedzy historycznej ;)

Uwaga! Mapkę zrobiłam sama przy pomocy Google Maps, więc nie możecie jej traktować jako rzetelnego źródła wiedzy historycznej ;)

W czasie przed hiszpańską kolonizacją, Fuerteventura dzieliła się na dwa królestwa: Jandíę i Maxoratę, co miało swoje uzasadnienie w geograficznym ukształtowaniu wyspy. Królestwo Jandíi zajmowało południowy półwysep o tej samej nazwie, a Maxoraty całą resztę. Ten podział pod pewnymi względami trwa po dziś dzień, co przejawia się nawet w turystyce: północ ze słynnym kurortem Corralejo została opanowana przez kochających zabawę do upadłego Brytyjczyków, natomiast południe stało się miejscem wypoczynku dla niemieckich emerytów. Przez polskich rezydentów i przewodników Półwysep Jandía zwany jest nawet „niemieckim Ciechocinkiem”. Po spędzeniu całego tygodnia w Morro Jable, jednej z typowo turystycznych miejscowości Jandíi, mogę potwierdzić tą opinię w stu procentach. Po plaży snuły się tam grupki niemieckich staruszków, a na każdym rogu można było znaleźć szyld niemieckiego lekarza. Oczywiście wcale mi to nie przeszkadzało – pod względem upodobań rozrywkowych znacznie bliżej mi do niemieckiego emeryta niż do brytyjskiego hulaki, poza tym, jak na prawdziwą germanofilkę przystało, słysząc zewsząd niemiecki język, czułam się prawie jak w domu.

Grupka szykownych niemieckich emerytów spędza czas na promenadzie.

Grupka szykownych niemieckich emerytów spędza czas na promenadzie.

Niestety gęstość występowania młodych, przystojnych mężczyzn była tam mniejsza niż na Marsie. Postanowiłam sobie jednak, że nie poddam się tak łatwo. W przewodniku znalazłam idealne miejsce dla siebie: Plaża Sotavento – uznawana za jedną z najpiękniejszych plaż świata; kultowe miejsce miłośników sportów wodnych: surferów, widsurferów, kitesurferów i jakich-tam-jeszcze-chcecie-surferów. Dobra, dobra, nie jestem aż tak zachłanna, jeden rodzaj by wystarczył! Po wpisaniu hasła w Google Grafika okazało się ponadto, że na Plaży Sotavento przypływy i odpływy tworzą malownicze laguny i zatoczki, liczyłam więc na ciekawe zdjęcia.

Nadmorskie skały w drodze na Sotavento.

Gdzieś pomiędzy Costa Calma a Plażą Sotavento.

No więc wybraliśmy się na poszukiwanie Plaży Sotavento. W tym celu musieliśmy podjechać autobusem do pobliskiej miejscowości Costa Calma. Dogadaliśmy się z kierowcą (a przynajmniej tak nam się wydawało), że wskaże nam przystanek, na którym powinniśmy wysiąść. Zasada nr 1 : nigdy nie ufaj kanaryjskiemu kierowcy autobusu – tylko czeka, by wywieść Cię na manowce. Idąc za jego radą, wysiedliśmy na jakimś rondzie w centrum Costa Calma i kierując się własnym nosem, udaliśmy się w stronę wody. Kiedy już tam dotarliśmy, naszym oczom ukazał się kawałek piasku, który z naszymi wyobrażeniami o długiej, szerokiej i pięknej Plaży Sotavento nie miał nic wspólnego. Skonsternowani, zaczęliśmy dopytywać o drogę napotkanych ludzi. Większość w ogóle nie słyszała o Plaży Sotavento, nawet miejscowi. Helo-oł! Ja czytałam o niej w każdym przewodniku, który wzięłam do ręki! W końcu jakiś człowiek w lokalnym biurze turystycznym był na tyle zorientowany, by powiedzieć nam, w którą stronę mamy iść. Nie omieszkał też uświadomić nam, że wysiedliśmy o jeden przystanek za daleko (Ha. Ha. Ha.). Próbując uratować resztki podróżniczego honoru, ruszyliśmy w stronę Sotavento.

Po drugiej stronie obiektywu.

Po drugiej stronie obiektywu.

Szliśmy brzegiem oceanu – tak miało być przyjemniej i bardziej malowniczo. I rzeczywiście – uroku tej wędrówce na pewno nie można odmówić: mijaliśmy szerokie, piaszczyste plaże (charakterystyczne właśnie dla Jandíi), poprzedzielane skałami i wysokimi zboczami wulkanicznych wzgórz. Słońce grzało jednak niemiłosiernie, wciąż natrafialiśmy też na skały, których nie sposób było obejść – wprost idealnych do tego, by odnieść na nich jakąś kontuzję. Sprawy nie ułatwiało też to, że miałam przy sobie aparat fotograficzny i starałam się zrobić jak najwięcej zdjęć, a jednocześnie za wszelką cenę nie pozwolić, by mój ukochany sprzęt zaliczył lądowanie w wodzie.

Kto zjadł nasze orzeszki...?

Kto zjadł nasze orzeszki…?

Za każdym razem, kiedy wydawało nam się, że to właśnie za tą skałą rozpościera się Sotavento, okazywało się, że jest to tylko kolejna plaża do pokonania. W pewnym momencie nasze morale zupełnie podupadło i byliśmy już gotowi zrezygnować i zawrócić. Wtedy jednak pracownik baru przy plaży poinformował nas, że od Sotavento dzieli nas tylko dziesięć minut marszu. Sí, sí, diez minutos – mówił. Oczywiście nie mogliśmy porzucić wędrówki, będąc tak blisko celu. Zasada nr 2: nigdy nie wierz kanaryjskiemu pracownikowi baru przy plaży, na pewno wpuszcza Cię w maliny. Szliśmy jeszcze półtorej godziny. No ale w końcu znaleźliśmy ją! Wymarzoną, wyśnioną i wytęsknioną Plażę Sotavento! Co prawda szliśmy tak długo, że z przypływu zrobił się odpływ i urocza laguna zniknęła, a ja byłam tak zmęczona, że nie miałam ochoty na jakikolwiek podryw. Nic nie miało jednak znaczenia poza tym, że oto dotarłam na kultową Plażę Sotaventooo!

Sotavento

Plaża Sotavento

Są i windsurferzy ;)

Są i windsurferzy ;)

Sotavento

Z góry lepiej widać pozostałości laguny na Sotavento.

Kiedy minął chwilowy entuzjazm, wyruszyliśmy w drogę powrotną do Costa Calma. Tym razem szliśmy jednak „górą”, a więc poprzez pustynne wzgórza, wznoszące się nad brzegiem oceanu. Od cywilizacji oddzielała nas jeszcze ogromna, pusta przestrzeń. Gdy ostatecznie dowlekliśmy się na ten sam przystanek, na którym wysiedliśmy jakieś tysiąc lat wcześniej, autobus właśnie podjeżdżał. Byliśmy na tyle wyczerpani, że zabrakło nam sił, by spuścić manto kierowcy, który wysadził nas na niewłaściwym przystanku (tak, znów trafiliśmy na tego samego!).

IMG_0399

Spójrzcie na tą idealnie prostą linię horyzontu! Moje zdjęcie złapało poziom ;)

Jak to zwykle jednak w takich przypadkach bywa, zmęczenie w końcu ustępuje, a zostają naprawdę fajne wspomnienia i podróżnicza satysfakcja. Bilans wycieczki na Sotavento to: 15,07 km pieszo, 3 coca-cole ratujące życie, 1 prawie złamany palec u nogi, setki zdjęć, tysiące spalonych kalorii i 1 kultowa plaża do odhaczenia na mapie. Ciekawa jestem, czy dobrnęliście do końca. Jeśli tak, zostawcie swój komentarz, albo chociaż dajcie lajka – pokażcie, że moje poświęcenie dla tego wpisu nie poszło na marne!  

Zapisz

2 thoughts on “W poszukiwaniu Plaży Sotavento

  • Reply CeciliaLind 6 maja 2016 at 9:51 pm

    Z prawdziwą przyjemnością „dobrnęłam do końca” ;) Piękne plaże! Tego na Teneryfie niestety brakuje. Dziękuję bardzo za link i oczywiście jak zawsze Wszystkich zapraszam :)

    • Reply Hrabina Weltmeister 10 maja 2016 at 5:29 pm

      Teneryfa ma natomiast ten super wulkan! Każda z Wysp Kanaryjskich ma coś ciekawego do zaoferowania. Byłoby fajnie odwiedzić je wszystkie! 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.