• Berno – pożegnanie ze Szwajcarią

    I tak oto mój dwutygodniowy pobyt w Szwajcarii dobiegł końca. Ponieważ lot powrotny miałam wieczorem, postanowiłam ostatecznie zrujnować się finansowo i wybrać się przed odlotem na wycieczkę pociągiem do Berna. Szwajcaria ma doskonale zorganizowaną sieć kolejową, a pociągi pomiędzy największymi miastami kursują bardzo często. Na upartego, można by pewnie w ciągu dnia przejechać cały kraj. Kiedy wylądowałam na dworcu w Bernie była niedziela rano, sklepy były pozamykane, a miasto sprawiało wrażenie opustoszałego. Mimo że Berno jest przecież stolicą Szwajcarii, jest przede wszystkim miastem historycznym i zabytkowym, w odróżnieniu od prężnego centrum usług finansowych – Zurychu.

    Read More

  • Giessbach i Trümmelbachfälle – kraina wodospadów

    Po pełnej emocji wyprawie do czoła lodowca Steingletscher, miałam już dość adrenaliny i marzyłam o spokojnym dotrwaniu (choć może właściwszym słowem byłoby „dożyciu”) do końca wycieczki. Z przyjemnością usadowiłam się na tylnym siedzeniu samochodu i podziwiałam krajobrazy, wcinając szwajcarskie pierniki Bärli-Biber (mmmmmmmmmmmmmmm) dla uzupełnienia straconych podczas trekkingu kalorii. Na naszej trasie mieliśmy jeszcze dwie atrakcje – Giessbach i Trümmelbachfälle. W obu przypadkach chodziło o wodospady.

    Read More

  • Wspinam się do czoła lodowca Steingletscher

    Pewnego pięknego szwajcarskiego popołudnia (w Szwajcarii zdarzały mi się tylko takie), odebrałam maila od mojego znajomego Polaka, nieocenionego organizatora fantastycznych wycieczek. Byliśmy już umówieni razem z jeszcze jedną osiadłą w Szwajcarii Polką na wycieczkę w góry, w okolice miasteczka Andermatt. Pisał właśnie w tej sprawie:

    Read More

  • Zurych na fotografiach

    Kontynuując temat Szwajcarii na blogu, nie mogę pominąć mojego popołudnia w Zurychu. Bo zwiedzałam Zurych, to oczywiste – znajomy Polak zabrał mnie na wycieczkę po mieście. Co prawda oprowadzanie odbywało się w trybie „masz sekundę na zdjęcie, a potem próbuj dogonić przewodnika”, ale ciekawostki historyczne serwowane przez mojego znajomego całkowicie rekompensowały mi sprinterskie tempo. W tym momencie zastanawiam się, co tak właściwie powinnam napisać o Zurychu. Miasto podobało mi się bardzo bardzo, ale czy właściwie jest coś, co je wyróżnia spośród dziesiątek europejskich miast, które do tej pory widziałam? Coś, co pozwoli mi napisać sensowny post na bloga, który nie będzie podobny do postów o dowolnym mieście X, Y czy Z?

    Read More

  • Równia pochyła i jezioro Greifensee

    No i jest nowy rok 2018! Niby to tylko zmiana daty i tak właściwie nie zdarza się nic, co czyniłoby koniec starego i początek nowego roku zdarzeniem przełomowym, ale oddziaływanie psychologiczne przejścia w nowy rok jest znaczące. Odkąd przestałam być dzieckiem i zorientowałam się, że wcale nie muszę cieszyć się z tego, co powszechnie jest uznawane za powód do radości, doszłam do wniosku, że nie lubię Sylwestra.

    Read More

  • Zwiedzanie Lucerny i wjazd na Stanserhorn

    Zwiedzanie w grupie czy solo?

    Gdyby ktoś mnie zapytał, czy wolę zwiedzać w towarzystwie czy sama, to odpowiedziałabym, że wolę w towarzystwie. Jest bezpieczniej, weselej, a zdjęcia grupowe to mój ulubiony rodzaj fotografii. Zwiedzanie w pojedynkę także ma jednak masę zalet, z których najważniejszą jest to, że nie trzeba się do nikogo dostosowywać: ani pod względem terminu wycieczki, czasu wyjazdu i powrotu, ani pod względem programu zwiedzania, ani pod względem wyboru posiłku, który – jak wiadomo – jest najważniejszą atrakcją każdej wycieczki. Każdy ma też indywidualne tempo zwiedzania i jeżeli grupa jest pod tym względem niedopasowana, to jednym wycieczka będzie się kojarzyła z szaleńczym pędem, a drudzy będą się denerwować, że przez spowalniających uczestników nie zobaczą wszystkiego, co zaplanowali. Taka wyprawa może łatwo zamienić się w koszmar. Przy zwiedzaniu solo tego problemu nie ma. Nic dziwnego, że właśnie ten sposób zwiedzania jest najbardziej efektywny i najmniej stresujący.

    Read More

  • Jak zostałam biathlonistką

    Wiecie, co najbardziej kocham w podróżach? To, że stwarzają sytuacje, w których jesteśmy zmuszeni wykroczyć poza granice własnych możliwości. Sytuacje, w których nie możemy powiedzieć: „to nie dla mnie”, „boję się”, „pierwsza nie zagadam”. W efekcie robimy rzeczy, na które nigdy byśmy się nie zdecydowali, gdyby nie wymagały tego okoliczności. Przed wyjazdem do Szwajcarii wydawało mi się niemożliwe, bym kiedykolwiek miała strzelać z broni palnej. A jednak zrobiłam to. Jak do tego doszło?

    Read More

  • Reńskie trio – Rheinfall, Schaffhausen i Stein am Rhein

    Szwajcaria warta każdego franka

    Dobre życie polega na wykorzystywaniu okazji, które pojawiają się na naszej drodze. Dla mnie taką okazją była propozycja wyjazdu na praktykę do Szwajcarii. Propozycja, z której nie mogłam nie skorzystać. Szczerze, powiedziałam „tak” zanim znane mi były jakiekolwiek szczegóły tego przedsięwzięcia. Miałam już doświadczenie z praktykami za granicą i wiedziałam, że sobie poradzę. W odróżnieniu od zwykłego wyjazdu turystycznego, praktyki pozwalają też pożyć przez chwilę jak członek społeczeństwa obcego kraju – pracować, robić zakupy, dojeżdżać codziennie komunikacją miejską. Nie do przecenienia jest też rzecz jasna super doświadczenie zawodowe. Poza tym miał to być wyjazd do SZWAJCARII – kraju, którym moja noga nie stanęłaby pewnie tak prędko.

    Read More