• Kuchnia Fuerteventury – czyli co zjeść na pustyni

    Aby dobrze zrozumieć, na czym polega kuchnia Fuerteventury, trzeba mieć świadomość, że jest to wyspa, na której prawie nic nie rośnie. Tworzą ją pustynne, powulkaniczne wzgórza, na których – ze względu na ukształtowanie terenu i suchy klimat – rozwój rolnictwa był prawie niemożliwy, a przynajmniej nie w stopniu, który pokrywałby zapotrzebowanie mieszkańców. Do dziś jest dla mnie w pewnym stopniu zagadką, co jedli mieszkańcy Fuerte w czasach, gdy import żywności był znaczenie trudniejszy niż obecnie. Wygląda na to, że Kanaryjczycy potrafili sobie jednak radzić nawet w tak ekstremalnych warunkach, choć podobno w historii wyspy był okres, gdy jej mieszkańcy cierpieli skrajną biedę i głód.Read More

  • Zwierzęta Fuerteventury

    Wybierając się na Fuerte, nie nastawiałam się szczególnie na obcowanie z tamtejszą fauną. Spotkałam tam jednak tak dużo zwierząt, że uznałam, iż zasługują na osobny wpis. Bardzo zaskoczyło mnie też to, że zwierzęta prawie wcale nie bały się ludzi, pozwalały podchodzić do siebie całkiem blisko i chętnie pozowały do zdjęć, dzięki czemu mogłam poczuć się niczym prawdziwy fotograf National Geographic.Read More

  • Betancuria – historyczna stolica Fuerteventury

    Ponad sześć wieków wcześniej, zanim na Fuerteventurę dotarła polska blogerka, znana jako Hrabina Weltmeister, przypłynął tutaj niejaki Jean de Béthencourt. Chociaż Francuz, pracował dla hiszpańskiego króla, który zlecił mu zdobycie Wysp Kanaryjskich. Wulkaniczne, pustynne wysepki nie były może krainą mlekiem i modem płynącą, ale poza garstką miejscowej ludności – Guanczów, były zamieszkane przez bardzo cenne robale, żyjące na krzewach opuncji czerwce kaktusowe, z których – po ich wysuszeniu i zmieleniu – otrzymywano czerwony barwnik, koszenilę. Podbój Béthencourta zakończył się sukcesem i Hiszpania zyskała dla siebie wyspy, które wkrótce okazały się doskonałą bazą wypadową dla dalszych odkryć i konkwist (to właśnie tutaj Kolumb miał swój ostatni postój przed wyruszeniem w przełomową podróż na Zachód), a znacznie później – rajem turystycznym. Wbrew własnym oczekiwaniom, Béthencourt nie zbił majątku na podboju wysp, udało mu się jednak pozostawić po sobie ślad w postaci miasta, które przez wiele lat było stolicą Fuerteventury, a które nazwę zawdzięcza swojemu założycielowi – Betancurii.Read More

  • Jak robić lepsze zdjęcia na plaży – na przykładzie plaży Cofete

    Odkąd prowadzę bloga o podróżach, mam dodatkową motywację do tego, żeby przywozić z moich wyjazdów lepsze zdjęcia, dlatego staram się stopniowo poszerzać swoją wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie. Dbać o jakość moich zdjęć zaczęłam jednak już nieco wcześniej. Przełomowy w mojej karierze fotografa (tak jak i w wielu innych aspektach mojego życia) okazał się mój roczny wyjazd na studia do Niemiec, a konkretnie chwila, kiedy podczas jednej z wycieczek organizowanych przez uniwersytet usiadłam w autokarze obok mojej koleżanki Zuzki ze Słowacji. Podróż się dłużyła, więc dla zabicia czasu Zuzka wyjęła aparat i pokazała mi swoje zdjęcia. Przeglądając kolejne fotografie byłam coraz bardziej zaskoczona, jak dobre ujęcia mogą pochodzić z zupełnie podstawowego sprzętu. Zdjęcia Zuzki były bowiem o wiele ciekawsze, bardziej harmonijne i barwne od tych wykonywanych przeze mnie i moich pozostałych znajomych. Zaraz potem przyszła myśl: „hej, przecież ja też tak mogę!”. Od tamtej pory staram się robić zdjęcia świadomie – zamiast bezrefleksyjnie naciskać spust migawki, zawsze najpierw myślę i wyobrażam sobie, jak ma wyglądać zdjęcie. Dzięki temu mam szansę tak zaplanować kadr, by odpowiadał moim zamierzeniom i – metodą prób i błędów – ostatecznie uzyskać oczekiwany efekt. W końcu jedna z najpopularniejszych maksym fotograficznych głosi, że zdjęcie powstaje nie w aparacie, lecz w głowie fotografa.Read More

  • Slow travel vs. syndrom top 10

    Muszę się Wam przyznać do czegoś strasznego: byłam w Atenach i nie byłam na Akropolu. Co gorsza, wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia ani nie dręczy mnie poczucie winy. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że podczas tych kilku dni, które spędziłam w stolicy Grecji, lepiej zagospodarowałam czas, wałęsając się ze znajomymi po zakamarkach poza głównym turystycznym szlakiem, przesiadując w lokalnych knajpkach i usiłując w jak największym stopniu wtopić się w tamtejsze życie i kulturę. Prawda jest jednak taka, że przed moim tegorocznym wyjazdem byłam w Atenach jako dziecko i wtedy dokładnie zwiedziłam Akropol. Gdybym jednak nie była tam wcześniej i mimo to nie dotarła teraz na szczyt ateńskiego wzgórza, to prawdopodobnie nigdy bym sobie tego nie wybaczyła, a teraz pewnie musiałabym przechodzić jakaś kosztowną terapię, żeby otrząsnąć się z przeżytej traumy. Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad moim sposobem podróżowania.Read More

  • W poszukiwaniu Plaży Sotavento

    Dwa poprzednie wpisy poświęciłam na opis moich dramatycznych przeżyć z całkiem niedramatycznego lotu do Aten (możecie o nich przeczytać tutaj i tutaj). Skoro latanie samolotem tak dobrze mi szło, postanowiłam – by nie wyjść z wprawy – wybrać się w kolejną lotniczą podróż. I tak, w niecały miesiąc od przelotu do stolicy Grecji, poleciałam na Fuerteventurę.Read More