Przylądek Arkona – na tropie turbosłowian

Jakiś czas temu natknęłam się w necie na ten artykuł o turbosłowianach. Gorąco polecam wam jego lekturę. Nie wiedziałam wcześniej o ich istnieniu. To tacy polscy, patriotyczni płaskoziemcy. Póki co, historia nie potwierdza, by przodkowie Polaków, mieli pogonić Aleksandra Wielkiego, z sukcesami wojować z Juliuszem Cezarem i czterokrotnie złupić Rzym. Może jednak w powszechnej opinii Słowianie rzeczywiście są trochę niedoceniani. Tym tekstem mam nadzieję pokazać, że Słowianie nie wypadali wcale gorzej od innych, współczesnych im ludów.

Fischbrötchen
Jak dojechać na Przylądek Arkona + Fischbrötchen

Miejscem, w którym można szukać śladów prawdziwych, historycznych turbosłowian, jest Przylądek Arkona (niem. Kap Arkona) – najdalej na Północ wysunięty cypel Rugii. Podobnie, jak wiele miejsc na wyspie, również obszar Przylądka Arkona jest wyłączony z ruchu samochodowego. Auto można zostawić na parkinu w miejscowości Putgarten i stamtąd udać się w pieszą wędrówkę lub przejechać się śmieszną kolejką drogową. Czas oczekiwania na transport można wykorzystać na jedzonko. Bary na parkingach to dobre miejscówki, by spróbować specjalności północnoniemieckiej kuchni – Fischbrötchen, czyli bułki z rybą. Ja szczególnie polecam bułkę z Bismarckiem – śledziem w occie, przyrządzonym na słodko-kwaśno. Proste, ale jakże pyszne danko!

Latarnie morskie na Przylądku Arkona
Latarnie morskie i Peilturm na Przylądku Arkona

Pierwszym, co rzuca się w oczy na Przylądku Arkona są jego dwie latarnie morskie, stojące jedna przy drugiej i wyrastające ponad okolicznymi polami. Starsza, mierząca 21 metrów latarnia z 1827 roku, została w 1902 roku zastąpiona przez nową, 35-metrową. Nowa latarnia działa do dziś i rozświetla noc swoim światłem o zasięgu 22 mil morskich (ok. 40 kilometrów). Natomiast stara latarnia stała się popularnym miejscem ślubów. U jej stóp znajduje się posadzka z płyt, wmurowanych na pamiątkę par, które zawarły tutaj związek małżeński. Trzecią najwyższą budowlą na Przylądku jest wieża widokowa Peilturm. Początkowo służyła celom wojskowym, dziś jest miejscem, z którego roztacza się piękny widok na okolicę i sąsiedni gród Słowian. Wspinając się na szczyt, można podziwiać rękodzieło, stanowiące ofertę peruwiańskiego sklepu, który ma siedzibę w jej wnętrzu.

Peilturm na Przylądku Arkona
Gród słowiański na Przylądku Arkona
Gród słowiański na Przylądku Arkona

No ale właśnie, co z tymi Słowianami? Otóż słowiańskie plemię Ranów miało na Przylądku Arkona swój gród (tzw. Gród Jaromara, niem. Jaromarsburg). Dzisiaj zostały po nim już tylko resztki obronnych wałów ziemnych. Są one jednak wciąż wyraźnie widoczne i rozpoznawalne. Gród na Przylądku Arkona był jednym z najdłużej opierających się przekształceniom politycznym średniowiecznej Europy ośrodkiem Słowian. Po zburzeniu świątyni w Rethrze w 1068 roku, Arkona pozostała jedynym nienaruszonym centrum słowiańskiego kultu (czczono tutaj Światowita), otoczonym z trzech stron przez chrześcijańskie: Saksonię, Danię i Polskę. Był to zarazem ostatni bastion słowiańskiej niezależności politycznej. Dni grodu były policzone, ale i tak można uznać, że udało się go Słowianom utrzymać nadzwyczaj długo, bo do 1168 roku, kiedy to został podbity przez duńskiego króla, Waldemara I.

Gród słowiański na Przylądku Arkona
Gród słowiański na Przylądku Arkona
Gród słowiański na Przylądku Arkona
Erozja Przylądka Arkona

Jednak najbardziej niszczącą siłą dla grodu Słowian na Przylądku Arkona okazała się być nie wroga armia, lecz erozja wybrzeża. Rocznie ubywa tutaj 30 – 50 cm lądu. To, co możemy oglądać dzisiaj na Przylądku Arkona, stanowi przypuszczalnie zaledwie jedną trzecią pierwotnego obszaru grodu. Szacuje się, że na skutek pogłębiających się zmian klimatycznych, zniszczenia mogą być jeszcze większe. Archeolodzy dosłownie ścigają się z naturą, próbując dokładnie przebadać i udokumentować substancję wybrzeża, zanim zostanie bezpowrotnie pochłonięta przez morze. Z tego względu wejście na teren dawnego grodu nie jest dozwolone. Można to sobie jednak zrekompensować, oglądając jego zarys z góry, ze szczytu wspomnianej Peilturm.

Gród słowiański na Przylądku Arkona

Jeżeli można mówić o istnieniu turbosłowian, to Ranom z wyspy Rugii zdecydowanie było do nich najbliżej. I nie musieli oni wcale zdobywać Rzymu, czy pokonywać Aleksandra Macedońskiego, by zasłużyć na to miano. Mieli własną kulturę, religię, politykę, nie ulegali (średniowiecznej) globalizacji. Moim zdaniem to wystarczy, by uznać ich za fajnych, wartościowych ludzi.

Gród słowiański na Przylądku Arkona

Wszystkie wpisy powstałe podczas wyprawy na Rugię możecie przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.