Podróże i wino – Dni Australii w Poznaniu

Trzy rzeczy są najważniejsze w życiu: wino, podróże i… wino. A jakoś tak się składa, że podróże mają zazwyczaj bardzo dużo wspólnego z winem. W końcu pracujemy po to, żeby podróżować, a podróżujemy po to, żeby pić. Być w jakimś miejscu, być może jeden jedyny raz w życiu, i nie poznać tamtejszej kultury kulinarnej, nie spróbować lokalnych trunków, byłoby niewybaczalnym błędem. Nie bez powodu najatrakcyjniejsze regiony turystyczne często pokrywają się obszarowo z regionami uprawy winorośli, wystarczy wymienić (moją ukochaną) Toskanię, okolice Renu i Mozeli w Niemczech, czy słynne rejony winiarskie we Francji. Dla nas, Europejczyków, są to prawdziwe ikony, warto jednak pamiętać, że świat wina nie kończy się na Starym Kontynencie, chociaż niewątpliwie się z niego wywodzi. VII Dni Australii w Poznaniu były doskonałą okazją, by poznać Australię jako region winiarski i przekonać się, że tamtejsze tradycje winogrodnicze mogą z powodzeniem konkurować z europejskimi.

Kolacja w domu na wzgórzu i wino produkcji własnej naszych toskańskich gospodarzy.

O Dniach Australii dowiedziałam się „za pięć dwunasta”. Jeszcze poprzedniego wieczora miałam zupełnie inne plany na ten dzień, okazało się jednak, że nic z nich nie wyjdzie, więc miałam w perspektywie spokojny wieczór polegający na relaksie kanapkowym i nadrabianiu zaległości w serialach. Dostałam jednak cynk od mojej koleżanki Agnieszki, zapalonej podróżniczki i utalentowanej fotografki (instagram: @agnigor) i, nie namyślając się wiele, postanowiłam wziąć udział w tym wydarzeniu.

Winorośle w winnicach zamku Riegersburg w Austrii.

Głównym punktem programu było spotkanie z panem Markiem Niedźwiedzkim. Pan Marek był w Australii aż trzynaście razy i napisał książkę o tym kontynencie, opatrzoną cudownymi zdjęciami własnego autorstwa. Nie wystarczy jednak po prostu być w jakimś miejscu, nawet leżącym na drugim końcu świata, by zainteresować swoją podróżą publikę. Trzeba jeszcze umieć o tym opowiadać, a któż nadaje się do tego lepiej niż prawdziwy symbol Polskiego Radia? Mogłabym po prostu siedzieć i słuchać jego gawędy godzinami. Jak tylko skończę czytać „Australijczyka”, zabiorę się za bloga www.marekniedzwiedzki.pl

Winnice zamku Riegersburg w Austrii.

Już sam pan Marek mówił o Australii jako o swoim ulubionym regionie winiarskim i wspominał o zapasach wina, jakie robi przy okazji swoich pobytów na Antypodach w ulubionej australijskiej enotece. Coś musiało być na rzeczy… Wkrótce miałam się o tym przekonać na własnej skórze, a konkretnie na własnych kubkach smakowych, bo w programie Dni Australii były też warsztaty sommelierskie. To była moja pierwsza profesjonalna degustacja wina w życiu i, mimo że łyknęłam zaledwie podstaw sztuki sommelierskiej, to mam poczucie, że wyszłam stamtąd bogatsza o nowe, cenne umiejętności i doświadczenia.

Buschenschank

Posiłek w Buschenschanku, tradycyjnym austriackim gościńcu winnym.

Warsztaty prowadził pan Wojtek Cyran (instagram: @wojtek_cyran), ambasador Jacob’s Creek, australijskiej marki winiarskiej. Każdy otrzymał trzy kieliszki wina trzech różnych rodzajów i zastosowań: wytrawne białe Chardonnay, czerwony Shiraz i słodkie białe Moscato. Było słynne bujanie kieliszkiem i wsadzanie nosa do jego wnętrza. W każdym winie można wyczuć inny zestaw aromatów, co ciekawe te aromaty wino uzyskuje bez jakichkolwiek dodatków z zewnątrz – na przykład, jeśli wino pachnie cytrusami, nie znaczy to, że w procesie jego produkcji miały jakikolwiek udział cytrusy! Muszę przyznać, że z odróżnianiem poszczególnych aromatów nie szło mi najlepiej. Owszem, potrafiłam wyczuć, że jedno wino pachnie inaczej niż drugie, ale żeby wyniuchać w jednym kieliszku kwiat bzu, a w innym liczi… to już zupełnie mnie przerastało. Mam jednak silne postanowienie, by ćwiczyć. Organizatorzy warsztatów przygotowali też dla nas porcje potraw, abyśmy mogli spróbować, jak konkretny rodzaj wina komponuje się z dopasowanym do niego jedzonkiem.

Winnica Seyfried niedaleko Graz w Austrii.

Pan Wojtek, bardzo pozytywna i energiczna postać, sprzedawał nam mnóstwo ciekawostek o australijskiej tradycji winogrodniczej. Dzięki temu mogłam chłonąć wiedzę razem z procentami. Na marginesie – pewnej wiedzy bez procentów chłonąć się nie da, ale to nie był ten przypadek. Do Australii wino dotarło rzecz jasna z Europy, ale to właśnie w Australii rosną jedne z najstarszych krzewów winnych na świecie. Stało się tak z powodu filoksery – insekta, który w XIX wieku niemal doszczętnie wytrzebił winorośl w Europie, nie dotarł natomiast do Australii. To właśnie Australijczycy wpadli na pomysł, żeby na etykietach win zamieszczać nazwy szczepów winogron. Wcześniej etykiety informowały jedynie o nazwach konkretnych miejscowości lub winnic, z których dane wino pochodzi i trzeba było nie lada wiedzy winiarskiej, aby nie kupować w ciemno.  Australijczycy postanowili też zrezygnować z tradycyjnego zatykania wina korkiem i przerzucić się na bardziej ekonomiczne zakrętki. Ten sposób pozwala również wyeliminować ryzyko, że wino stanie się korkowe – trunek ma wtedy zapach mokrej tektury i nie nadaje się do picia.

Winnice zamku Deutschlandsberg w Austrii.

Jeżeli będziecie mieli okazję wziąć udział w warsztatach sommelierskich, koniecznie to zróbcie! Pomoże Wam to nabrać innego spojrzenia na wino – nie jako na środek do wprawienia się w lepszy nastrój, ale jako źródło bogactwa smaków, dziedzictwo wielu tysięcy lat śródziemnomorskiej kultury i sposób na podróż do odległych krain bez wychodzenia z domu.

Karafka z winem w knajpce pod Akropolem. Jako Polacy dostawaliśmy darmowe dolewki. Bardzo chcę wierzyć, że nie był to tylko chwyt marketingowy i inne narodowości dolewek nie dostają ;)

Na koniec wypadałoby dodać coś o umiarkowaniu w piciu, ale to chyba oczywiste. Zamiast tego chciałabym Wam polecić świetny artykuł w lutowym numerze polskiego wydania National Geographic „Pił sobie człowiek” o tym, że historia ludzkości jest jednocześnie historią alkoholu. W artykule forsowana jest między innymi teza, że to właśnie alkohol stoi za ewolucyjnym sukcesem człowieka. Warto przeczytać! Mam ten numer, więc jeśli ktoś byłby zainteresowany, proszę o kontakt w komentarzu lub mailowo (blog@hrabinaweltmeister.pl).

PS W tekście o Australii pojawiają się zdjęcia z Austrii – nie znaczy to jednak, że mylę Austrię z Australią, a Szwecję ze Szwajcarią ;)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Aź nabralam ochoty na wycieczkę do Piotra i Pawła po jakieś australijskie winko :) Zdjęcia z Austrii bardzo dobrze się wpasowały. No i widzę nowy blogowy motyw! Bardzo fajny, tylko w nagłówku brakuje mi „firmowego” niebieskiego :)

    • Hrabina Weltmeister

      Motyw jest póki co w fazie testowej i ostateczny nowy wygląd mojej strony wymaga jeszcze wielu godzin pracy. Jestem otwarta na wszelkie sugestie!
      Też nie jestem zresztą przekonana do zielonego nagłówka, więc niewykluczone, że rzeczywiście wrócę do „firmowego” niebieskiego ;)

    • Hrabina Weltmeister

      PS „Firmowy” niebieski powrócił ;)