Państwo Śródka

Pierwszy spacer po Śródce odbyłam jakieś dwa lata temu. Śródka nie była wtedy jeszcze – tak jak dzisiaj – najmodniejszą dzielnicą Poznania, a na jej uliczkach nie spotkałam wówczas żadnego hipstera. Tamtego dnia wcześniej skończyłam praktyki i miałam wolne popołudnie, a że dopadł mnie jakiś straszny kryzys egzystencjalny, postanowiłam poszukać miejsca, w którym będę mogła spokojnie pomyśleć. Żar dosłownie lał się z nieba, więc chłodne i ciche mury poznańskiej katedry wydawały mi się wprost idealne dla tego celu. Z trudem pchnęłam ciężkie drzwi bocznego wejścia do katedry i wsunęłam się do środka. Budowlę zwiedzała właśnie mała grupka włoskich turystów, poza tym jednak wnętrze było puste. Przysiadłam na ławce i odchyliłam głowę, żeby przyjrzeć się sklepieniu. W miejscu, które było świadkiem wielu wieków historii, moje własne problemy nie wydawały mi się już tak trudne. Na koniec zrobiłam jeszcze rundkę dookoła katedry i wetknęłam nos między kraty Złotej Kaplicy, żeby zobaczyć grobowiec pierwszych władców Polski. Katedrę opuściłam wyraźnie pokrzepiona na duchu i w znacznie lepszym nastroju.

Śródka

Nie miałam jednak ochoty wracać do domu, do bardziej produktywnych zajęć, jak nauka czy porządkowanie mieszkania. Zamiast tego postanowiłam jeszcze trochę powłóczyć się po okolicy, po prostu iść przed siebie. W ten sposób dotarłam na Śródkę. Śródka to niewielka część Poznania, pamiętająca czasy najstarszego osadnictwa na tych terenach. Składa się w zasadzie z kilku uliczek, zabudowanych kamienicami, skoncentrowanych wokół tak zwanego Rynku Śródeckiego, przy którym stoi gotycki Kościół Św. Małgorzaty oraz budynek dawnego klasztoru filipinów. Dawniej Śródka nie cieszyła się dobrą sławą, a wiele kamienic było mocno zaniedbanych lub po prostu popadało w ruinę. Mimo to, Śródka nawet wtedy miała swój nostalgiczny urok, a przede wszystkim miała potencjał i na szczęście znaleźli się ludzie, którzy w ten potencjał uwierzyli. To, co stało się ze Śródką od tamtego czasu jest najlepszym znanym mi przykładem, jak bardzo może zmienić się jakieś miejsce, jeżeli ktoś włoży w nie trochę serca.

Śródka

Dziś Śródka wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Wiele kamienic przeszło gruntowny remont, na szczęście jednak Śródce zaoszczędzono nachalnej modernizacji – budynki Śródki są teraz zadbane, ale wciąż sprawiają wrażenie nieco nadgryzionych zębem czasu. W obecny wygląd dzielnicy wiele zainwestowało miasto, jednak najważniejsze, że w Śródkę uwierzyli sami jej mieszkańcy i ludzie, którzy włożyli tu swoje prywatne pieniądze. To właśnie dzięki ich staraniom Śródka pożegnała się ze swoją wątpliwą reputacją i stała się miejscem przyjaznym dla wszystkich. Czasami zwykła pelargonia na parapecie zmienia wszystko.

Mural na Śródce

Zdecydowanie przełomowym momentem dla Śródki było powstanie na ścianie jednej z kamienic trójwymiarowego murala, będącego zbitką namalowanych kolorowych kamieniczek. Mural, którego pełny tytuł brzmi Opowieść śródecka z trębaczem na dachu i z kotem w tle błyskawicznie stał się symbolem Śródki. Spróbujcie wpisać w Google Grafika „Śródka Poznań”, a na większości zdjęć pojawi się właśnie on. Mural na Śródce jest tak piękny i sympatyczny, że mieszkańcy Poznania dosłownie oszaleli na jego punkcie. Myślę, że gdyby do poznaniaków przyszedł Banksy i zaproponował, że namaluje własne dzieło zamiast obecnego murala, pogoniliby go z widłami.

La Ruina i Raj

Na Śródce działa dziś mnóstwo knajpek i kawiarenek, wśród których czołowe miejsce zajmują kawiarnia Cafe La Ruina i restauracja Raj. La Ruina i Raj są prowadzone przez tych samych właścicieli i stanowią system naczyń połączonych i to na dodatek z kinem, które mieści się na tyłach Raju. Założyciele, Monika i Jan, to właśnie przykład takich pełnych pasji ludzi, którzy zaryzykowali i uwierzyli w Śródkę. O ich kawiarni i restauracji napisano już wiele i to w przeważającej mierze same dobre rzeczy. W Raju właściciele odtwarzają potrawy, którymi zainspirowali się podczas własnych podróży, dlatego można tam zjeść głównie dania kuchni azjatyckiej.

La Ruina i Raj

Sama byłam w Raju byłam już dwukrotnie: za pierwszym razem zaprowadziła mnie tam przyjaciółka, za drugim ja zabrałam tam moich rodziców. Dzięki temu udało mi się już spróbować tamtejszego curry i pad thai. Warto też docenić duży wybór ciekawych napojów, między innymi domowej roboty lemoniadę czy chabeso (w typie sprite’a, ale o wiele lepsze). Wnętrze przypomina trochę bary uliczne gdzieś w Azji, co tworzy bardzo fajny i bezpretensjonalny klimat. Miejsca w środku nie ma wiele, na szczęście restauracja dysponuje także „ogródkiem” tuż pod słynnym śródeckim muralem. Niewątpliwym atutem tego miejsca jest też to, że właściciele i obsługa wkładają w swoją pracę mnóstwo zaangażowania i serca, co widać w dbałości o każdy szczegół i w niezwykle przyjaznym podejściu do gości. Nic więc dziwnego, że wybierając się do Raju, lepiej z wyprzedzeniem zarezerwować stolik. Do La Ruiny jeszcze nie dotarłam, ale na pewno zrobię to przy najbliższej okazji, bo słyszałam, że można tam zjeść przepyszne serniki.

La Ruina i Raj

Klimat Śródki sprawił, że stała się ona najważniejszym miejscem na hipsterskiej mapie Poznania. Nie jestem ekspertem od hipsterów i nie bardzo dostrzegam różnicę pomiędzy hipsterem prawdziwym i udawanym, ale mniej więcej wiem, jak hipsterzy wyglądają i jaką wyznają filozofię i – uwierzcie mi – na Śródce aż roi się od takich osobników. Zazwyczaj przyjeżdżają tutaj rowerem i spotykają się ze swoimi równie hipsterskimi znajomymi w którejś ze śródeckich knajp albo przesiadują nad pobliskim brzegiem Warty. Wiem, że ostatnio hipsterów traktuje się nieco z pobłażaniem, ale według mnie jest to bardzo niesprawiedliwe. Osobiście uważam, że hipsterzy – ze swoim zamiłowaniem do ekologii i świadomego spędzania czasu – są jedną z bardziej sympatycznych grup (subkultur?) w naszym społeczeństwie.

Spongebob

Śródka jest bardzo optymistycznym przykładem na pozytywne zmiany w przestrzeni miejskiej. Co najcenniejsze, przyjazny wizerunek Śródki stworzyli przede wszystkim ludzie, którzy tutaj mieszkają i pracują i czują się odpowiedzialni za swój kawałek miasta. Krzepiące jest też to, że na tak małym obszarze, w miejscu strategicznym dla historii polskiej państwowości, a więc także dla polskiego patriotyzmu, jest miejsce dla kuchni z całego świata, polskie rodziny z dziećmi mogą tu spotkać zabłąkanego turystę z Japonii, a trzydziestoletni wegetarianie zaprosić na przejażdżkę rowerem znajomych z Niemiec. Przykład Śródki pokazuje, że ludzie sami są zdolni do dobrej zmiany i wcale nie trzeba im tej dobrej zmiany narzucać.

Śródka

Wszystkie zdjęcia w tym poście zostały wykonane telefonem i pochodzą z mojego Instagrama. Obserwuj mnie, a nic ważnego Cię nie ominie!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • Śródkę znam od dzieciństwa, bo chodziłam tam do podstawówki. W ostatnim czasie rzeczywiście zmieniła się ogromnie – z zapyziałego, zapomnianego kawałka Poznania stała się klimatycznym miejscem, które żyje. Poza La Ruiną i Rajem (i sernikiem słodko-słonym, choć nie zawsze można go dostać) polecam też na Śródce restaurację Wspólny Stół :)

    • Wspólny Stół właśnie ląduje na mojej liście miejsc do odwiedzenia 😊