• Jak robić lepsze zdjęcia na plaży – na przykładzie plaży Cofete

    Odkąd prowadzę bloga o podróżach, mam dodatkową motywację do tego, żeby przywozić z moich wyjazdów lepsze zdjęcia, dlatego staram się stopniowo poszerzać swoją wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie. Dbać o jakość moich zdjęć zaczęłam jednak już nieco wcześniej. Przełomowy w mojej karierze fotografa (tak jak i w wielu innych aspektach mojego życia) okazał się mój roczny wyjazd na studia do Niemiec, a konkretnie chwila, kiedy podczas jednej z wycieczek organizowanych przez uniwersytet usiadłam w autokarze obok mojej koleżanki Zuzki ze Słowacji. Podróż się dłużyła, więc dla zabicia czasu Zuzka wyjęła aparat i pokazała mi swoje zdjęcia. Przeglądając kolejne fotografie byłam coraz bardziej zaskoczona, jak dobre ujęcia mogą pochodzić z zupełnie podstawowego sprzętu. Zdjęcia Zuzki były bowiem o wiele ciekawsze, bardziej harmonijne i barwne od tych wykonywanych przeze mnie i moich pozostałych znajomych. Zaraz potem przyszła myśl: „hej, przecież ja też tak mogę!”. Od tamtej pory staram się robić zdjęcia świadomie – zamiast bezrefleksyjnie naciskać spust migawki, zawsze najpierw myślę i wyobrażam sobie, jak ma wyglądać zdjęcie. Dzięki temu mam szansę tak zaplanować kadr, by odpowiadał moim zamierzeniom i – metodą prób i błędów – ostatecznie uzyskać oczekiwany efekt. W końcu jedna z najpopularniejszych maksym fotograficznych głosi, że zdjęcie powstaje nie w aparacie, lecz w głowie fotografa.Read More

  • Państwo Śródka

    Pierwszy spacer po Śródce odbyłam jakieś dwa lata temu. Śródka nie była wtedy jeszcze – tak jak dzisiaj – najmodniejszą dzielnicą Poznania, a na jej uliczkach nie spotkałam wówczas żadnego hipstera. Tamtego dnia wcześniej skończyłam praktyki i miałam wolne popołudnie, a że dopadł mnie jakiś straszny kryzys egzystencjalny, postanowiłam poszukać miejsca, w którym będę mogła spokojnie pomyśleć. Żar dosłownie lał się z nieba, więc chłodne i ciche mury poznańskiej katedry wydawały mi się wprost idealne dla tego celu. Z trudem pchnęłam ciężkie drzwi bocznego wejścia do katedry i wsunęłam się do środka. Budowlę zwiedzała właśnie mała grupka włoskich turystów, poza tym jednak wnętrze było puste. Przysiadłam na ławce i odchyliłam głowę, żeby przyjrzeć się sklepieniu. W miejscu, które było świadkiem wielu wieków historii, moje własne problemy nie wydawały mi się już tak trudne. Na koniec zrobiłam jeszcze rundkę dookoła katedry i wetknęłam nos między kraty Złotej Kaplicy, żeby zobaczyć grobowiec pierwszych władców Polski. Katedrę opuściłam wyraźnie pokrzepiona na duchu i w znacznie lepszym nastroju.Read More

  • Grecka kuchnia – z czym to się je

    Nie jestem specjalistką od żadnej kuchni, a już najmniej od swojej własnej. Natomiast bardzo lubię jeść, zwłaszcza jeśli uda mi się połączyć tę przyjemność z podróżowaniem. Zawsze chętnie też dzielę się moimi kulinarnymi wrażeniami z każdym, kto ma ochotę ich wysłuchać. Dzisiaj trafiło na Was, a tematem będzie grecka kuchnia. Nie spodziewajcie się jednak, że znajdziecie tu kompleksową wiedzę, fachowe objaśnienia dań czy przepisy na odtworzenie greckich potraw w domu (jestem pewna, że osoby, które próbowały upieczonej przeze mnie tarty, domagałyby się zablokowania mojej strony, gdyby miał się na niej pojawić jakiś przepis). Na moim blogu grecka kuchnia zostanie po prostu przedstawiona tak, jak ją zapamiętałam z kilkudniowego pobytu w Atenach w marcu tego roku. Read More

  • Plaka i Monastiraki – Ateny nie tylko antycznie

    W każdym dużym mieście jest taka dzielnica: trochę na uboczu, ale tętniąca życiem, siedziba artystów i teren pchlich targów, miejsce w którym można zaszyć się w maleńkiej knajpce i po prostu obserwować ludzi: miejscowych i turystów. Takie właśnie są Plaka i Monastiraki – ateńskie dzielnice, w których spomiędzy sklepów i straganów wyrastają ruiny starożytnych budowli, a gwarne, pełne sklepów uliczki sąsiadują z zacisznymi zaułkami o typowo mieszkalnym charakterze. Co więcej, ktokolwiek wybierze się na Plakę i Monastiraki może być pewny jednego – będzie miał wspaniały widok na Akropol.Read More

  • Slow travel vs. syndrom top 10

    Muszę się Wam przyznać do czegoś strasznego: byłam w Atenach i nie byłam na Akropolu. Co gorsza, wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia ani nie dręczy mnie poczucie winy. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że podczas tych kilku dni, które spędziłam w stolicy Grecji, lepiej zagospodarowałam czas, wałęsając się ze znajomymi po zakamarkach poza głównym turystycznym szlakiem, przesiadując w lokalnych knajpkach i usiłując w jak największym stopniu wtopić się w tamtejsze życie i kulturę. Prawda jest jednak taka, że przed moim tegorocznym wyjazdem byłam w Atenach jako dziecko i wtedy dokładnie zwiedziłam Akropol. Gdybym jednak nie była tam wcześniej i mimo to nie dotarła teraz na szczyt ateńskiego wzgórza, to prawdopodobnie nigdy bym sobie tego nie wybaczyła, a teraz pewnie musiałabym przechodzić jakaś kosztowną terapię, żeby otrząsnąć się z przeżytej traumy. Skłoniło mnie to do zastanowienia się nad moim sposobem podróżowania.Read More

  • W poszukiwaniu Plaży Sotavento

    Dwa poprzednie wpisy poświęciłam na opis moich dramatycznych przeżyć z całkiem niedramatycznego lotu do Aten (możecie o nich przeczytać tutaj i tutaj). Skoro latanie samolotem tak dobrze mi szło, postanowiłam – by nie wyjść z wprawy – wybrać się w kolejną lotniczą podróż. I tak, w niecały miesiąc od przelotu do stolicy Grecji, poleciałam na Fuerteventurę.Read More

  • Lot do Aten. Z pamiętnika spanikowanej pasażerki – część 2

    Zgodnie z obietnicą, przedstawiam Wam drugą część moich wrażeń z podróży samolotem do Aten. Wszystkich tych, którzy nie znają jeszcze części pierwszej, zachęcam do jej przeczytania tutaj. Zapraszam na pokład!

    No więc zrobiłam to. Wsiadłam do samolotu i lecę. Jeszcze przez dwie godziny i czterdzieści minut mam żałować, że oglądałam Oszukać przeznaczenie 1. Tymczasem samolot przebija się przez te okropne chmury zalegające nad Modlinem. Przez okna widać tylko otaczające maszynę mleko. I nagle wylatujemy ponad chmury, a ponura aura ustępuje zapierającemu dech w piersiach zachodowi słońca. Z tej perspektywy wygląda niesamowicie! Obłoki w dole wyglądają jak delikatnie pofalowane morze, oświetlone złoto-różowymi promieniami naszej matczynej gwiazdy. Myślę, że jeśli to ma być ostatnia rzecz, jaką zobaczę w życiu, to przynajmniej jest to jeden z najpiękniejszych widoków, jakie kiedykolwiek widziałam. Mam łzy w oczach, a wierzcie mi, ja nie wzruszam się łatwo.Read More

  • Lot do Aten. Z pamiętnika spanikowanej pasażerki – część 1

    W weekend przed Wielkanocą byłam w Atenach. Podczas tej podróży przeżyłam (ach, podoba mi się to słowo!) mój trzeci i czwarty lot samolotem w życiu. Wcześniej w podróż drogą powietrzną wybrałam się tylko raz – do Portugalii. To jednak było już 6 lat temu i leciałam wtedy z rodzicami, więc mogłam liczyć na ich wsparcie. W pozostałych przypadkach zawsze wybieraliśmy drogę lądową, co wynikało z preferowanego przez nas sposobu podróżowania. Poruszając się samochodem czy autokarem można bowiem zobaczyć o wiele więcej niż tylko sam cel podróży. W ten sposób byłam w miejscach, których pewnie nie wybrałabym jako główny cel wyjazdu. Dzięki temu m.in. byłam w Belgradzie, przekroczyłam granicę z Macedonią i zwiedziłam Sighisoarę – miasto w Rumunii, w którym urodził się Drakula. W końcu jednak poczułam, że pora przenieść moje podróże na (dosłownie) wyższy poziom, a wyjazd do Aten był po temu doskonałą okazją. W tym wpisie chcę się z Wami podzielić moimi wrażeniami.Read More

  • Solidarni z Brukselą

    Bruksela to miasto, które wiele dla mnie znaczy, dlatego wczorajsze zamachy traktuję bardzo osobiście. Podczas mojego pobytu w stolicy Belgii prawie codziennie wsiadałam i wysiadałam na stacji metra Maelbeek, która stała się jednym z celów ataków terrorystycznych. Aż strach pomyśleć, że być może już wtedy osoby odpowiedzialne za zamachy w Paryżu i w Brukseli snuły swoje potworne plany.Read More

  • Przepis na życie po toskańsku

    Miałam wczoraj niesamowicie stresujący i wyczerpujący dzień. Dzień z gatunku takich, w które ustawiczny brak wina w mojej kuchni staje się nagle zauważalny. Do tego ten brak słońca (trwający zresztą z małymi przerwami już kilka miesięcy)! W takich okolicznościach czasami przychodzi mi na myśl, by nie czekać do emerytury i już teraz wyjechać hodować oliwki do Toskanii. Pewnie wielu z nas miewa czasami taki kryzys, który jednak szybko mija – bo przecież szkoda byłoby porzucić pracę, którą się lubi i miasto, w którym dobrze się żyje. Pomysł wyjazdu do Toskanii nie jest jednak przypadkowy, bo to właśnie Toskania jest powszechnie uważana, także przez mnie, za synonim bezstresowego życia.Read More