Maison Antoine – gdzie Angela Merkel wpada na frytki

Zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że w minionym tygodniu odbył się w Brukseli szczyt Unii Europejskiej. Poruszano na nim bardzo ważne dla przyszłości UE tematy, jak możliwe wystąpienie z Unii Wielkiej Brytanii i kryzys migracyjny. Jednak zarówno wypracowany kompromis z Wielką Brytanią, jak i problem napływu uchodźców zostały usunięte w cień przez wiadomość, która zelektryzowała wszystkich i błyskawicznie obiegła świat: Angela Merkel poszła na frytki. Dzisiejszy wpis będzie więc traktował o legendarnej budce z frytkami, którą odwiedziła niemiecka kanclerz: Maison Antoine na Place Jourdan w Brukseli.

Na tyłach gmachu Parlamentu Europejskiego rozciąga się Park Leopolda – przyjemna i uporządkowana oaza zieleni w centrum miasta. Wystarczy przejść przez park, by znaleźć się na Place Jourdan, na którym stoi Maison Antoine, niepozorna budka, a raczej budyneczek, w którym – według powszechnie uznanej opinii – podają najlepsze frytki świata.

Kiedy wybierałam się do Brukseli, a także podczas mojego pobytu w tym mieście, wciąż słyszałam, że Maison Antoine to miejsce, które koniecznie powinnam odwiedzić. Ponieważ takie rekomendacje to doskonałe usprawiedliwienie, by pochłonąć porcję frytek, postanowiłam sama sprawdzić, co kryje się za fenomenem Maison Antoine. No więc przybyłam, zobaczyłam i zjadłam i nie do końca jest dla mnie jasne, dlaczego Maison Antoine zyskała taką sławę. Mogę tylko przypuszczać, że sukces tej smażalni frytek jest wypadkową kilku czynników – niniejszym przedstawiam Wam moją hipotezę.

  1. Maison Antoine znajduje się w Belgii

To może oczywiste, ale skoro Belgowie wynaleźli frytki, to właśnie im przypisuje się mistrzostwo w tej dziedzinie (na tej zasadzie po najsmaczniejszą pizzę jeździ się do Włoch). Najlepsza budka serwująca frytki musi się więc znajdować w kraju ich wynalezienia. Dodatkowo, umiejscowienie w stolicy ojczyzny frytek na pewno pomogło Maison Antoine „dotrzeć” do jak najszerszej klienteli.

  1. Za Maison Antoine stoi bogata tradycja

Po zapoznaniu się z historią tego miejsca (na podstawie informacji z ich strony internetowej, zdekodowanych przy pomocy mojej szczątkowej znajomości francuskiego i Google Tłumacz), dowiedziałam się, że smażalnia frytek została założona w 1948 roku przez niejakiego Antoine’a Desmeta i jego małżonkę i od początku swojego istnienia aż do chwili obecnej pozostaje w rękach kolejnych pokoleń tej samej rodziny.

  1. Lokalizacja sprzyja pozyskiwaniu klientów

Maison Antoine mieści się właściwie w centralnym punkcie Brukseli, gdzie zawsze kręci się mnóstwo potencjalnych zjadaczy frytek. Na korzyść budki działa też niewątpliwie lokalizacja przy parku – wyobrażam sobie, że w czasach przed nastaniem ery fascynacji zdrową żywnością, całe rodziny spacerowały w niedzielne popołudnia po Parku Leopolda z torebkami frytek w rękach. Obecnie Maison Antoine znajduje się również bardzo blisko brukselskiej siedziby Parlamentu Europejskiego. Najlepsze frytki świata są więc w zasięgu tysięcy związanych z Parlamentem ludzi: europosłów, ich asystentów, unijnych urzędników, dziennikarzy. Być może to nie Maison Antoine przypadkiem jest niedaleko Parlamentu Europejskiego, lecz to Parlament Europejski z premedytacją usytuowano w pobliżu Maison Antoine.

  1. Frytki rzeczywiście są dobre

Frytki serwowane w Maison Antoine to stuprocentowe belgijskie frytki. Spróbowałam zrobić mały research i dowiedzieć się, czym muszą wyróżniać się frytki, by zasłużyć na miano „belgijskich” i wydaje mi się, że frytki takie muszą być dość grubo krojone i mieć wyraźnie odrębną od miąższu, smażoną na złoto, chrupiącą skórkę. Podobno taki efekt osiąga się smażąc frytki dwa razy w różnych temperaturach. Frytki z Maison Antoine spełniają te kryteria. Serwuje się je tradycyjnie z solą i sosami, przy czym kultowy zestaw to frytki + majonez (niech żyje zdrowe odżywianie!).

  1. Maison Antoine jest autentyczna i swojska

Mimo że Maison Antoine zmieniała swój kształt w ciągu wielu lat swego istnienia, była, jest i – mam nadzieję – pozostanie po prostu budką z frytkami. Na szczęście nie próbowano przekształcić jej w restaurację. Frytki wydawane są przez okienko, a jeśli ktoś chce zjeść na siedząco, to ma do dyspozycji poustawiane w jej pobliżu ławki oraz towarzystwo gołębi i lokalnych (bardzo sympatycznych zresztą) meneli. Otoczenie nie jest szczególnie uporządkowane czy architektonicznie wymuskane, ale tworzy prawdziwie swojski klimat. Myślę, że w czasach, w których jak grzyby po deszczu wyrastają restauracje serwujące wyszukane potrawy i o których wystrój dbają wykwalifikowani projektanci wnętrz, ludzie tęsknią za takimi autentycznymi miejscami, jak prozaiczna budka z frytkami. Co więcej, uważam, że ludzie, którzy tak jak kanclerz Merkel są odpowiedzialni za losy całej Europy, tęsknią za takimi miejscami jeszcze bardziej.

Jestem ciekawa, czy w Waszej okolicy są podobne do Maison Antoine kultowe i cieszące się lokalną sławą miejsca, w których można zjeść pyszne i proste (choć niekoniecznie zdrowe) przekąski. Czekam na Wasze komentarze!

Maison Antoine

Kanclerz Angela Merkel przy Maison Antoine
Zdjęcie pochodzi ze strony: https://twitter.com/jamesmatesitv

Parlament Europejski w Brukseli, widziany z Parku Leopolda

Parlament Europejski w Brukseli, widziany z Parku Leopolda

ParkLeopolda

Park Leopolda w Brukseli

Zapisz

Zapisz

One thought on “Maison Antoine – gdzie Angela Merkel wpada na frytki

  • Reply CeciliaLind 26 lutego 2016 at 9:45 am

    Świetnie napisane! Miejsce wygląda zachęcająco, chociaż przy aktualnej aurze posiłek na świeżym powietrzu nie widnieje jakoś szczególnie wysoko na mojej liście marzeń ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.