Landshut – czyli Wanda, która chciała Niemca

Kiedy mieszkałam w Bawarii, podróżowałam głównie koleją. W okolicy, w zasięgu jednodniowej wycieczki, znajdowało się mnóstwo wartych odwiedzenia miejsc, a ja miałam zamiar zwiedzić, co tylko się da. Wolny czas poświęcałam często na przygotowywanie takich wycieczek dla mnie i moich erasmusowych koleżanek, a gdy już się na nie udawałyśmy, pełniłam funkcję przewodnika i z mapą w ręku oprowadzałam dziewczyny po głównych atrakcjach danego miejsca. Sprawiało mi to niesłychaną przyjemność. Wspólne wycieczki stały się naszym zwyczajem i gdy tylko miałyśmy wolny weekend, starałam się wymyślić dla nas nowy cel podróży. Pewnego razu wybór padł na Landshut.

Burg Trausnitz
Magia Bayernticket

Częste podróżowanie niemieckimi kolejami nie byłoby możliwe, gdyby nie Bayernticket. Bayernticket to nic innego jak bilet kolejowy, uprawniający do poruszania się w granicach całego Landu. W czasie mojego pobytu w Niemczech istniały dwa rodzaje Bayernticket: indywidualny – dla jednej osoby, który kosztował 21 EUR oraz grupowy, na który mogło podróżować maksymalnie pięć osób, za 29 EUR. Z prostej kalkulacji wynika, że opłacało się podróżować w grupie. W ten sposób, za niecałe 6 EUR można było zjeździć całą Bawarię! Częstym widokiem na dworcach były osoby trzymające w rękach kartkę z wypisaną nazwą miejscowości, do której jadą, szukające podróżnych, którzy jadą w tym samym kierunku i chcieliby się złożyć na wspólny Bayernticket. Sama też raz podróżowałam w ten sposób do Monachium. Obecnie zasady Bayernticket się zmieniły, a bilet dla pięciu osób podrożał o 20 EUR. Szkoda, bo nic tak nie integrowało zupełnie obcych sobie ludzi jak właśnie Bayernticket!

Zamek Trausnitz

Wesele landshuckie

Wróćmy jednak do Landshut. Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby większość z Was usłyszała o tym mieście po raz pierwszy. Może więc zdziwi Was fakt, że najważniejszą postacią dla Landshut jest pewna Polka, a konkretnie polska księżniczka Jadwiga, córka króla Kazimierza Jagiellończyka, która w 1475 roku wyszła za mąż za syna landshuckiego księcia. Jak widać bywają Wandy, które jednak chcą Niemca i najmniejszego znaczenia nie miał fakt, że Jerzego, wybranka polskiej księżniczki, zwano Bogatym :D Na pamiątkę zaślubin tej międzynarodowej pary, w Landshut co cztery lata organizuje się słynny w całych Niemczech festyn, którego najważniejszym punktem programu jest rekonstrukcja orszaku weselnego. Kolejne wesele landshuckie odbędzie się właśnie w lipcu tego roku! Więcej o fascynującej historii landshuckiego wesela możecie przeczytać tutaj. To nie koniec polskich powiązań z Landshut. Istnieje pogląd, że miasto Łańcut zostało założone przez bawarskich imigrantów z Landshut. Rzeczywiście, nazwy obu miast brzmią bardzo podobnie.

Burg Trausnitz

Mania wielkości

Jeśli jest księżniczka, to musi być i zamek. Nad Landshut wznosi się Burg Trausnitz, położony na trudno dostępnym (sprawdziłam na sobie) wzgórzu. Trausnitz to jedna z ciekawszych warowni w których byłam i zarazem główna atrakcja turystyczna Landshut. Na szczególną uwagę zasługuje otoczony krużgankami dziedziniec, który moim zdaniem bardzo przypomina nasz Wawel.

Ulokowanie zamku – centrum władzy świeckiej – na wzgórzu ponad miastem nie spodobało się władzy duchowej. Landshuckim hierarchom trudno było przełknąć fakt, że świecki książę patrzy na nich z góry. Postanowili więc dorównać wysokością zamkowi. Ambicja Kościoła zaowocowała budową ponad 130-metrowej wieży Bazyliki w Landshut, która jest najwyższą na świecie wieżą z cegły.

Landshut

Historyczne centrum Landshut znajduje się w zasadzie przy jednej głównej ulicy, która jest obecnie strefą ruchu pieszego. Mamy tutaj dostojny ratusz i nową rezydencję władców miasta, którzy zdecydowali się zamienić niedostępny zamek na bardziej praktyczne mieszkanie w centrum, a także piękne kamieniczki – wszystko to tworzy przyjazne i logiczne turystyczne centrum. Jeśli nic się nie zmieniło od czasu mojej wycieczki do Landshut, zamek Trausnitz i rezydencję można zwiedzać w ramach jednego biletu.

Residenz Landshut

Nad Izarą

Kiedy już opuścimy miejskie mury, dotrzemy nad rzekę Izarę. W jej spokojnych wodach odbijają się stojące nad brzegiem budowle. Ubogie są miasta, które nie mają własnej rzeki. Moja wizyta w Landshut przypadła na listopad, ale chciałabym tam powrócić latem, choćby po to tylko, by pospacerować nad Izarą.

Rathaus Landshut

Widziałam już mnóstwo niemieckich miast, ale Landshut wciąż należy do moich ulubionych, mimo że nie znajduje się na standardowych turystycznych szlakach (a może właśnie dlatego?). Ujął mnie spokój tego miasta i logika miejskiej struktury. Zatem jeśli, zainspirowani tym postem, szukacie polskiego przewodnika po Landshut, to wiecie jak mnie znaleźć ;)

Landshut Isar

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz