Jak zostać znanym blogerem – wnioski z Blog Conference Poznań 2017

W miniony weekend dokonał się przełom w mojej blogerskiej karierze – brałam udział w konferencji dla blogerów Blog Conference Poznań. Z miejsca wpisałam to sobie do CV i podkreśliłam na czerwono. Oznacza to, że byłam blisko największych sław polskiej blogosfery, że oddychaliśmy tym samym, klimatyzowanym powietrzem Sali Ziemi na Międzynarodowych Targach Poznańskich, a ja mogłam się poczuć, jakbym była cząstką tego elitarnego grona. Dzisiaj chciałabym uporządkować wiedzę zdobytą na konferencji i na tej podstawie odpowiedzieć na pytanie, jak zostać znanym blogerem. Niewiele jednak brakowało, a spędzałabym ten weekend w zgoła inny sposób, na przykład kisząc ogórki albo (o zgrozo!) odkurzając mieszkanie.

Wszystko przez to, że rok temu wysłałam swoje zgłoszenie na Blog Conference Poznań, ale zostało odrzucone. Nie bardzo mogłam wówczas pojąć dlaczego. W końcu dostępnych było aż pięćset miejsc, niemożliwe, żeby aż tylu ludzi w Polsce prowadziło bloga! Trzeba jednak zaznaczyć, że byłam wówczas jeszcze świeżakiem i nie wiedziałam nic o blogerskim świecie. Teraz wiem niewiele więcej, ale zdążyłam się już zorientować, że bloga prowadzi dosłownie każdy. A przynajmniej takie można odnieść wrażenie, sądząc po ilości samych zgłoszeń na konferencję. Co więcej, całe rzesze ludzi robią to bardzo dobrze. Musiałam zupełnie zmienić swoje myślenie o blogowaniu. Bloga założyłam po to, żeby móc pisać, ale też po to, żeby być czytaną – w przeciwnym razie są przecież szuflady w komodzie. Myślałam, że wystarczy pisać dobre teksty, żeby ktoś dowiedział się o moim istnieniu. Nie wystarczy.

Rok później, kiedy ogłoszono kolejne zapisy na konferencję, ja byłam w dołku i je po prostu olałam. W zasadzie to nawet nie był dołek, ale potężny dół o głębokości 300 metrów, wypełniony kryzysem tożsamości, frustracją i brakiem celu w życiu. Pewnego razu, podczas scrollowania Facebooka (chyba, żeby się jeszcze bardziej dobić) mignęło mi przypomnienie, że są ostatnie godziny powtórnej rekrutacji na Blog Conference. Zarejestrowałam się więc od niechcenia i zupełnie zapomniałam o sprawie. Aż do momentu, w którym dostałam maila z wiadomością, że się dostałam. Usiłuję sobie wmówić, że stało się tak dlatego, że mój blog od tamtego czasu zaczął wymiatać, a nie dlatego, że dwukrotnie zwiększyli liczbę miejsc. W każdym razie postanowiłam dać sobie i Blog Conference Poznań szansę.

Na konferencję szłam z właściwym sobie fatalistycznym nastawieniem, że wszyscy się tam znają, wszyscy mają więcej czytelników ode mnie, a ja jestem beznadziejnym blogerem. Po konferencji doszłam do wniosku, że wszyscy się tam znają, wszyscy mają więcej czytelników ode mnie, a ja jestem beznadziejnym blogerem. I właściwie to jest ten moment, w którym kurtyna powinna opaść, powinno rozbrzmieć „To już jest koniec, nie ma już nic”, a ja powinnam oświadczyć, że kończę pisać. Tyle tylko że ja się tak łatwo nie poddaję. Na pewno nie po półtora roku prowadzenia bloga. Wyjmijcie chusteczki, bo będzie wzruszająco: dopóki choć jedna osoba będzie chciała mnie czytać, dopóty ja będę tworzyć!

Postanowiłam więc wyciągnąć dla siebie tak wiele jak się da od lepszych od siebie – słuchać ich, obserwować, po prostu uczyć się od nich. Wystąpienia blogerskich sław na Blog Conference miały być moim kompasem na trudnej drodze do systematycznego zwiększania poczytności Hrabiny Weltmeister. Chcę się z Wami podzielić moimi wnioskami z tegorocznej edycji Blog Conference Poznań, powiedzieć o najbardziej inspirujących mówcach, a przede wszystkim spróbować zebrać wszystkie informacje do kupy i odpowiedzieć na pytanie, jak spopularyzować bloga i jak zostać znanym blogerem.

Bez pracy nie ma kołaczy

mówi bardzo mądre przysłowie i z powodzeniem można je przenieść także na grunt blogowania. Ludziom, którzy tylko czytają blogi, ale ich nie piszą, wydaje się, że blogerzy zarabiają olbrzymią kasę za nic. No bo co to za wielki wysiłek coś tam napisać, pstryknąć parę fot i puścić to do sieci? Nie chcę tutaj rzecz jasna uderzać w styl „jestem sławny i bogaty, mam takie ciężkie życie”. Wydaje mi się, że praca zawodowego blogera jest jednak łatwiejsza i przyjemniejsza od „normalnej pracy”. To jednak nie zmienia faktu, że na pracy nad blogiem z powodzeniem można spędzić tyle samo godzin dziennie co na etacie i to jeszcze jest mało! Zajęcie blogera to nie tylko pisanie i ewentualnie fotografowanie, ale też analizy statystyk bloga, angażowanie czytelników w mediach społecznościowych, udzielanie się w grupach i na forach, podtrzymywanie kontaktów w blogosferze, nieustanny research, a w przypadku najlepszych prelekcje, prowadzenie kursów, pisanie książek, tworzenie i promowanie własnych produktów. Ludzie z blogerskiego Olimpu zatrudniają pracowników, bo sami nie byliby w stanie się ogarnąć.

Skoro nawet ci najlepsi muszą poświęcać mnóstwo czasu na pracę nad blogiem zamiast po prostu odcinać kupony od własnej popularności, to co dopiero mówić o blogerskich pariasach. Oni muszą włożyć o wiele więcej pracy w to, by ktoś w ogóle ich zauważył. A jak bidule mają to zrobić? Odpowiedź jest w miarę prosta: udzielać się, gdzie tylko mogą – w grupach, na forach, komentować, brać udział w konferencjach, stalkować innych blogerów i przede wszystkim pisać, pisać, pisać! I nie poddawać się, to oczywiste. Genialna Janina z Janina Daily przez dwa lata czekała na to, by ktoś ją zauważył. Dwa lata była w blogosferze nikim, a wczoraj podczas jej prelekcji tysiąc osób co chwila zanosiło się śmiechem i biło brawo. Można? Można.

Zanim jednak Janina została odkryta dla świata, miała pokaźny dorobek tekstów na blogu. Początkujący blogerzy często myślą, że wystarczy jeden niesamowity tekst, żeby zrobiło się o nich głośno – szansa, że tak się zdarzy jest nikła. Natomiast zupełnie ignorują oczywisty fakt, że czytelników jest tym więcej, im więcej mają postów. Poszczególne wpisy pojawiają się przecież w wynikach wyszukiwania i są tam dostępne długo po tym, jak zajawka o nowym wpisie zniknie z Facebooka. Konieczność systematycznych publikacji podkreśla też Tomek Tomczyk. Ci, którzy znają Tomka tylko z jego bloga JasonHunt może zaskoczyć fakt, że Tomek zaserwował nam kawałek konkretnej, dobrze usystematyzowanej wiedzy o podstawach blogowania (jeśli to zabrzmiało mądrze, to tak miało być). Zresztą blogowania uczyłam się właśnie na książkach Tomka i jestem przekonana, że miały one swój duży wkład w to, że udało mi się zwiększyć miesięczną liczbę czytelników stukrotnie (czyli z czterech na czterystu).

Kołaczy nie ma też bez charyzmy

Jeśli po lekturze poprzednich akapitów ucieszyłeś się myśląc: „Hej, to ja sobie teraz opublikuję tysiąc postów i zostanę drugim Andrzejem Tucholskim„, to niestety to może nie wypalić. Bo możesz mieć nawet ten tysiąc postów, ale jeśli będą one jak ciepłe piwo – nie do przełknięcia, to może i będziesz miał większe statystyki, ale znanym i lubianym to ty dziecko nie zostaniesz, o nie! Andrzej odniósł sukces, bo ma charyzmę, bo ludzie chcą go czytać i chcą go słuchać. To właśnie dla takich ludzi jak Andrzej przyjeżdża się na Blog Conference Poznań.

Ludwik XIV mówił o sobie „Państwo to ja”. I tak też powinien myśleć o sobie każdy ambitny bloger: „Blog to ja”. Są blogi – łatwo takie wskazać – na których brak w zasadzie jakiejkolwiek sensownej treści, ale ludzie wchodzą na nie, bo chcą być tacy jak ich idol, chcą go naśladować i obserwować. Więc od jutra zadbaj o to, żebyś miał zawsze czyste buty – jesteś blogerem, pilnuj się! Co cieszy, są też popularne blogi z dobrą, konkretną treścią. Jasne, Wikipedia też ma dobrą, konkretną treść, ale jest bezosobowa. Nie można napić się wina z Wikipedią. Dobrego blogera traktuje się natomiast jak znajomego, w dodatku takiego, którego bardzo się lubi. Myśląc o tworzeniu własnej marki (osobowości), trzeba się zastanowić, jak sprawić, żeby odbiorcy pomyśleli: „Kurczę, z tym kolesiem wybrałbym się na piwo / z tą dziewczyną chętnie pogadałabym przy kawie”.

Blogosfera to takie kółko wzajemnej adoracji

Skoro już weszliśmy na grunt relacji face-to-face, to może zaskoczy Was fakt, że dla zdobywania popularności w blogosferze są one równie ważne, jak relacje w internetach. Wróć: są jeszcze ważniejsze, bo tylko dzięki nim można osiągnąć blogerską nirwanę – znać osobiście blogerów-celebrytów. Podczas wystąpień na Blog Conference co chwila padało coś w stylu: „No, jak chcę przeczytać coś na ten temat, to idę do Zdzisia” albo „Ostatnio fajnie pisała o tym Renata” i wszyscy na sali wiedzieli, o jakiego Zdzisia i o jaką Renatę chodzi (wszyscy poza mną rzecz jasna). Wielcy blogosfery sprawiają wrażenie, jakby byli dobrymi kumplami i wiedzieli o sobie wszystko! I pewnie rzeczywiście jest tak, że wiążą ich osobiste, koleżeńskie relacje.

Relacje z innymi blogerami bardzo się przydają z dwóch powodów: 1. fajnie mieć przyjaciół i 2. ci przyjaciele mogą cię polecić na swoim blogu. Przy czym ten drugi powód jest ważniejszy. Marzeniem każdego nieznanego nikomu blogera jest zostać poleconym przez znanego wszystkim blogera. A jak nawiązać takie relacje? Odpowiedzią jest networking, bardzo często zresztą wspominany na konferencji. Błagam, powiedzcie, że nie tylko ja nie znałam wcześniej tego słowa! Na wypadek, gdyby ktoś z Was jeszcze okazał się takim ignorantem, oszczędzę mu googlowania i przytoczę definicję z Wikipedii:

Networking – proces wymiany informacji, zasobów, wzajemnego poparcia i możliwości, prowadzony dzięki korzystnej sieci wzajemnych kontaktów.

No i tutaj dobrnęłam do ściany, bo z networkingu to ja jestem chyba jeszcze gorsza niż z wuefu. Będę bardzo wdzięczna za polecenie mi jakichś metod rozwoju w tym kierunku (tylko bez mówców motywacyjnych, please).

Na bycie dobrym i znanym blogerem składa się wiele czynników, ale na bazie wniosków z Blog Conference Poznań 2017 te trzy są według mnie najważniejsze: systematyczność, charyzma i networking. Jestem ciekawa, co Wy o tym myślicie, a także, czy podoba Wam się zdjęcie meduz (sama robiłam)?

  • Trochę jakbym czytała o sobie sprzed dwóch lat :) Fajnie, że nie poddałaś się w kwestii prowadzenia bloga i że pojechałaś na BCP! Bycie labradorem interakcji społecznych jest szalenie trudne, ale ja lubię sobie myśleć, że Ci wszyscy blogerzy, którzy teraz znają się jak łyse konie, to też się kiedyś nie znali, też musieli kiedyś podejść do kogoś i się przedstawić. A potem jest już tylko łatwiej!

    • Wow! Ogromne dzięki za słowa otuchy! Wciąż mam w pamięci Twoją niesamowitą prezentację z BCP i to jak potrafiłaś porwać tłumy. Cieszę się, że mogłam oglądać to na żywo!