Jak zostać odkrywcą we własnym mieście

„Widzę cudowne rzeczy” – miał powiedzieć Howard Carter, kiedy jako pierwszy człowiek od tysiącleci wsadził głowę do wnętrza grobowca Tutanchamona. Chyba nic nie może równać się ze świadomością dokonania przełomowego odkrycia, dotarcia w miejsce, o którego istnieniu nikt nie wiedział, albo które pozostawało ukryte i zapomniane przez długi czas. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wspaniale musiał się czuć Hiram Bingham, kiedy po raz pierwszy zobaczył Machu Picchu albo Robert Ballard w momencie odkrycia wraku Titanica. Howard Carter i jego ekipa też zapewne musieli się tak czuć, przynajmniej do czasu, gdy klątwa Tutanchamona nie wybiła ich wszystkich prawie co do nogi.

Trochę przykre jest to, że niewiele na tym świecie zostało już do odkrycia. Rzecz jasna nie chodzi o odkrycia z jakichś rzadkich dziedzin nauki, ale o odkrycia, których może dokonać każdy, na przykład błąkając się po amazońskiej dżungli. Teraz nawet nikt nie musi sam wyprawiać się do tej dżungli, żeby coś odkryć, bo całą robotę mogą wykonać satelity. Podobno świat nadal kryje w sobie znacznie więcej tajemnic niż nam się wydaje, ale kiedy ostatnio słyszeliście o odkryciu na miarę grobu Tutanchamona? No właśnie…

Może więc i przyjdzie nam pożegnać się z ambicjami o odkryciu własnego Machu Picchu, ale to przecież nie powód, by porzucać eksploracyjną pasję. Wystarczy zastanowić się chociażby, jak dobrze znamy swoje miasto albo najbliższą okolicę. Bardzo często jest tak, że nigdy nie byliśmy w jakichś miejscach tylko dlatego, że są… za blisko i nie wydają nam się przez to interesujące. Być może przechodzimy codziennie tą samą trasą, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak wiele nam umyka. Nawet w pozornie dobrze znanym otoczeniu możemy w końcu poczuć się jak prawdziwi odkrywcy. Może i National Geographic nie przyzna nam tytułu Podróżnika Roku, ale będziemy mieli szansę sami siebie nieźle zaskoczyć.

Poniżej znajdziecie kilka wskazówek, jak skutecznie zostać odkrywcą we własnym mieście i odnaleźć „cudowne rzeczy” w pozornie dobrze znanej okolicy, bez potrzeby narażania się na klątwę Tutanchamona.

1. Zbaczaj z ustalonej trasy

Pamiętacie morał bajki o Czerwonym Kapturku? Nie ten, żeby nie rozmawiać z obcymi, tylko ten drugi? Nigdy nie zbaczaj z bezpiecznej, ustalonej drogi. Jasne, o bezpieczeństwo zawsze trzeba dbać, a w każdym mieście są pewnie dzielnice, w które nie należy się zapuszczać, zwłaszcza po zmroku. Ale przesadzać w drugą stronę też nie warto. Czasami wystarczy wrócić z pracy okrężną drogą, albo wysiąść przystanek wcześniej, by odkryć skarby, jakie kryje najbliższa okolica. Może to będzie opuszczony dom na sąsiedniej uliczce, a może tajemniczy antykwariat jak z powieści Zafona, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia?

2. Spójrz w górę

Nasz wzrok zazwyczaj nie sięga wyżej niż… wysokość wzroku właśnie. Nic dziwnego, bo wszystko, co pozornie najciekawsze, znajduje się na poziomie ulicy – na przykład wystawy sklepowe albo okna kawiarni. Warto jednak spojrzeć w górę i przekonać się, co znajduje się nad naszymi głowami. I nie mam tu na myśli przelatujących właśnie gołębi (co może być obarczone pewnym ryzykiem), ale kamienice. Wielopiętrowe budynki, stojące od dziesięcioleci, a może i dłużej, kiedyś były podstawowym miejscem zamieszkania mieszczaństwa. Teraz, kiedy budownictwo deweloperskie wysiedliło ludzi na obrzeża miast, kamienice powoli umierają. Niestety winę za to ponosi też często ich nieuregulowana sytuacja właścicielska. Przypatrzmy się im, póki jeszcze stoją, a znajdziemy prawdziwe architektoniczne perełki. Dzisiaj już nikt nie buduje tak pięknie!

3. Czytaj tablice na budynkach

Tego nie robi absolutnie nikt. Jestem skłonna nawet twierdzić, że tablice na budynkach to najbardziej pokrzywdzony element miejskiej architektury. No bo kto ma teraz czas, żeby przystanąć na chwilę i przeczytać, jaka to postać urodziła się w mijanej właśnie kamienicy, albo skąd się wzięła nazwa ulicy, po której idziemy? Tablice nie tkwią na budynkach bez powodu. Zostały tam umieszczone po to, żeby dostarczać interesujących informacji o miejscach oraz osobach i wydarzeniach z nimi związanych. Nie ignorujcie tablic na budynkach, to prosty sposób, by poszerzyć swoją wiedzę!

4. Patrz przez wizjer aparatu

Fotografia pozwala spojrzeć na otoczenie z zupełnie innej perspektywy. Szukając interesujących tematów do zdjęć, komponując kadr, tak by ujęcie wyszło jak najlepiej, zaczynamy dostrzegać ciekawe elementy w miejscach, które wydawały nam się opatrzone i spowszedniałe. Ciekawe, że najwięcej zdjęć przywozimy z dalekich podróży, a najbliższej okolicy nie fotografujemy w ogóle. No bo ile macie zdjęć ze swojego miejsca zamieszkania? Zróbcie sobie kiedyś inspirujący spacer po swoim mieście lub dzielnicy z aparatem w ręku. Warto też śledzić organizowane w okolicy wycieczki fotograficzne, takie jak ta.

5. Eksploruj wnętrza

Chociaż w pewnych przypadkach lepiej nie robić tego w pojedynkę. Środowisko instagramerów nauczyło mnie, że najciekawszym tematem fotograficznym są klatki schodowe i tak zwane studnie w kamienicach. W Poznaniu jest pewna kultowa klatka schodowa, do której pielgrzymują całe tabuny fotografów. Trzeba mieć jednak na uwadze, że wnętrza kamienic to miejsca, w których żyją ludzie, a to oznacza, że nie możemy naruszać ich miru domowego. Oznacza też, że wchodzimy na czyjś teren, a ten ktoś niekoniecznie musi być do nas przyjaźnie nastawiony. Podsumowując, lepiej iść z obstawą. Męską.

Odkrywanie to nie jest rozrywka zarezerwowana wyłącznie dla poszukiwaczy przygód w stylu Indiany Jonesa, a same odkrycia nie muszą być wcale odkryciami wielkiego kalibru, by dostarczyć nam mnóstwa radości i pozwolić nam lepiej poznać własną okolicę. Rosnąca popularność gier miejskich świadczy o tym, że coraz więcej osób znajduje przyjemność w takim sposobie spędzania wolnego czasu. Wygląda na to, że Pokemon Go wcale nie musi być jedynym sposobem eksploracji miasta.