Jak blogerka w Mediolanie

Mediolan niewiątpliwie należy do miast, które są naturalnym środowiskiem dla blogerek. Modowe, lifestylowe, czy podróżnicze – blogerki muszą podążać za trendami (i utrzymywać potem, że same je wyznaczyły). Aby być na czasie, powinny podróżować do źródeł wszelkich trendów, czyli do światowych stolic mody. Obserwując ulice Mediolanu, łatwo jest wyhaczyć blogerki lub instagramerki ze względu na ich specyficzne schematy zachowań. Wystarczy je skopiować, by poczuć się jak prawdziwa blogerka w Mediolanie.

1. Blogerki się stroją

Blogerka nie jest nawet twarzą swojego bloga – ona JEST swoim blogiem. Poprzez odpowiednie kreowanie swojego wizerunku i stylu najłatwiej jest wywierać wpływ na ludzi i powiększać grono followersów. Poza tym, fotografować się w eleganckich miejscach Mediolanu, mając na sobie przypadkowe ciuchy, po prostu nie wypada.

2. Blogerki pozują do zdjęć

A propos fotografowania, blogerkę można poznać po tym, że pozuje do zdjęć. I nie należy przez to rozumieć zwykłego ustawienia się przed obiektywem. Pozy blogerek są dokładnie wystudiowane. Pod tym względem praca blogerek nie różni się zanadto od pracy fotomodelek. Nawet te „naturalne” zdjęcia wymagają niekiedy wielogodzinnych przygotowań i odpowiednich rekwizytów – od pospolitego kubka z kawą po naręcze kwiatów, które blogerka „właśnie dostała od ukochanego”.

Oczywiście, kolosalne znaczenie ma plener sesji fotograficznej. Blogerki muszą z wyprzedzeniem obczaić, które miejsca są najbardziej fotogeniczne (w Mediolanie są to Galeria Wiktoria Emanuela II, plac przed katedrą i dach katedry) i o jakiej porze najlepiej robić tam zdjęcia (zazwyczaj sprowadza się to do uniknięcia największych tłumów).

3. Estetyka dań decyduje

Powszechnie wiadomo, że zanim cokolwiek wyląduje w brzuchu blogerki, musi być wcześniej uwiecznione na zdjęciu. Robienie estetycznych zdjęć jedzenia urosło już nawet do rangi sztuki. Niestety, nie smak, a wygląd fotografowanych potraw ma decydujące znaczenie. Muszą też one sugerować styl życia blogerki. Z tego względu schabowy z frytkami wypada z instagramowego menu blogerki.

Idealną kawiarnią dla blogerek w Mediolanie jest MACHA Cafe, serwująca dania na bazie matchy vel machy, czyli sproszkowanej zielonej herbaty, modnego ostatnio superfoodu. Dla blogosfery kawiarnię tą odkryła Chiara Ferragni. I rzeczywiście, gromadzi się tam środowisko – na pierwszy rzut oka – blogerskie: obrabiające na laptopach kolejne posty (dziewczyna przy sąsiednim stoliku) lub z zapałem przestawiające zamówione dania, by uzyskać jak najlepszy kadr (to ja). W MACHY mają nawet taką „ściankę chwały”, czyli tablicę z zawieszonymi najlepszymi zdjęciami z Instagrama, zrobionymi w lokalu. Bardzo chciałam na nią trafić i trochę mnie martwi, że nie dowiem się, czy rzeczywiście mi się to udało.

4. Blogerka to nie turystka

Blogerka w Mediolanie musi sprawiać wrażenie, jakby była w tym mieście już milion razy i po prostu wpadła z rutynową wizytą po najpotrzebniejsze sprawunki (czytaj: torebkę od Prady, pasującą do tej nowej sukienki od Valentino). Utrzymanie takiego wrażenia wymaga niepodejmowania aktywności typowo turystycznych: zwiedzania zabytków, chodzenia z mapą, dołączania do wycieczek z przewodnikiem, czy jadania w przypadkowych lokalach, „niepoleconych wcześniej przez znajomego projektanta lub zaprzyjaźnioną fotografkę”, czyli niewyselekcjonowanych podczas wielogodzinnego researchu w necie. Ogólnie, blogerka powinna otaczać się nimbem elitarności, wynikającym z zachowywania się jak lokalny insider.

5. Zakupy w Mediolanie

Wiadomo, że każda szanujaca się blogerka jeździ od czasu do czasu na zakupy do Mediolanu. Nawet sukienka z Zary, dostępna na całym świecie, wydaje się taka jakby piękniejsza, jeśli została kupiona w Mediolanie. Jasne, że nie trzeba od razu wydawać fortuny na rzeczy od najsłynniejszych projektantów, żeby móc powiedzieć, że było się na zakupach w Mediolanie. Najbardziej luksusowe marki mieszczą się we wspomnianej już Galerii Wiktora Emanuela II. Za galerią rozciąga się dzielnica Brera, po której rozsiane są eleganckie butiki niszowych producentów – dla koneserów, którym elitarność kojarzy się raczej z jakością niż z rozpoznawalnością marki. Popularne sieciówki z kolei mają swoje sklepy na Via Torino, odchodzącej od placu katedralnego.

Ogólnie rzecz biorąc, blogerki wciąż narażone są na zrobienie sobie obciachu, pozując w wystudiowanej pozie na środku ulicy lub aranżując najbardziej instagramowalne ułożenie dań na stole, a tym samym ściągając na siebie uwagę wszystkich wokół. W Mediolanie takie zachowania nikogo nie dziwią i blogerka nie musi czuć się niezręcznie, wykonując swoją pracę. Dzięki temu, Mediolan jest naturalnym środowiskiem dla blogerek.

Pozostałe wpisy o Mediolanie możecie przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.