Hallstatt i Bad Ischl – austriacka bajka

Hallstatt – austriacki oryginał, replika made in China

Za górami, za lasami, nad pięknym jeziorem leży sobie Hallstatt – urokliwe, pocztówkowe miasteczko. Krajobraz Hallstatt i okolic został doceniony przez UNESCO, które wpisało go na listę Światowego Dziedzictwa. A ponieważ azjatyccy turyści mają fioła na punkcie wszystkiego, co znalazło się na liście UNESCO, to oszaleli także na punkcie Hallstatt. Do tego stopnia, że w Chinach powstała nawet replika miasteczka. Na uliczkach Hallstatt dominują jednak wiecznie uśmiechnięci Południowi Koreańczycy z selfie-stickami w jednej i wypasionymi lustrzankami w drugiej ręce.

Hallstatt

Hallstatt

Hallstatt

Zwiedzanie Hallstatt nie zabiera zbyt wiele czasu, bo miasteczko jest położone tuż nad brzegiem jeziora i właściwie u podnóża góry, przez co zajmuje bardzo mały obszar. Spokojnie można tam jednak spędzić kilka godzin, po prostu gapiąc się na malowniczą scenerię wokół. Moja rada: będąc w Hallstatt, koniecznie zwróćcie uwagę na niesamowity domek znajdujący się przy ryneczku. Porasta go w całości obsypana owocami grusza, przez co domek wygląda jak żywcem wyjęty z baśni.

Hallstatt

Hallstatt

Hallstatt

Not so Bad Ischl

Po drugiej stronie jeziora położone jest zgoła inne miasto – Bad Ischl. Jest to elegancka miejscowość uzdrowiskowa i chociaż nie pełni już dzisiaj funkcji ściśle kuracyjnych, to jej dawny charakter wciąż jest doskonale widoczny. Czasy świetności Bad Ischl przypadały na wiek XIX, kiedy to zjeżdżała tutaj wiedeńska śmietanka towarzyska z rodziną cesarską na czele. Cesarz miał bowiem w Bad Ischl własną willę. Oczywiście miałam zamiar ją zobaczyć i obfotografować, ale okazało się, że nie tylko wejście do budynku jest płatne – płatne jest już wejście do samego parku, które jest niezbędne, by zobaczyć willę, skutecznie ukrytą za drzewami. Uznałam to za zdzierstwo i przesadę i w akcie protestu postanowiłam im nie płacić i dać sobie z willą spokój. Przypadkiem znalazłam jednak dziurę w płocie, przez którą zobaczyłam przynajmniej czubek cesarskiej willi.

Bad Ischl

Bad Ischl

Kaiservilla Bad Ischl

Cesarska willa wypatrzona przez dziurę w płocie

Na koniec zwiedzania zakotwiczyliśmy się w przyjemnej kawiarni na apfelstrudlu i kawie. Jej wystrój nie zmienił się ani na jotę od czasów Franciszka Józefa. Okazało się, że jest to Café Ramsauer, której stałymi gośćmi były kiedyś takie osobistości jak Johann Strauss. Ucięliśmy sobie tam całkiem miłą pogawędkę z pewnym sympatycznym Austriakiem – intelektualistą, który wiedział bardzo dużo o Polsce i polskiej kulturze, był między innymi fanem twórczości Kieślowskiego.

Cafe Ramsauer Bad Ischl

Apfelstrudel

Cafe Ramsauer Bad Ischl

Też tak chcę…

Zarówno w Hallstatt, jak i (w większym natężeniu) w Bad Ischl miało miejsce coś, czego byłam świadkiem w zasadzie pierwszy raz w życiu. Oczywiście widziałam już w swojej karierze wielokrotnie Bawarczyków, którzy sami z siebie przebierają się w stroje ludowe z okazji świąt i festynów np. na Oktoberfest. W Hallstatt i Bad Ischl działo się coś podobnego, ale ludzie zamiast w stroje ludowe, przebrali się w stroje z epoki, a dokładnie z epoki największej świetności Austrii, czyli z czasów cesarza Franciszka Józefa. Miało to związek z jakimś jubileuszem, ale szczegółów nie udało nam się ostatecznie ustalić.

Przebierańców było naprawdę dużo, a ich stroje w imponującym stopniu dopracowane. Efekt był taki, jakby coś się pomieszało w czasoprzestrzeni i dwie epoki przeniknęły się wzajemnie. Ubrani we fraki i suknie z gorsetem Austriacy zachowywali się bardzo dostojnie, doskonale naśladując elegancję dawnych dam i dżentelmenów, ale najważniejsze było to, że cała zabawa sprawiała im wiele radości. Chętnie też pozowali do zdjęć i opowiadali turystom o swoich postaciach.

Osobiście byłam w siódmym niebie, kiedy spotkałam przedstawiciela pruskiej policji, zwłaszcza że jako zdeklarowana germanofilka mam szczególny sentyment do zaboru pruskiego. Pozostaje mi tylko żałować, że w Polsce nie ma podobnego zwyczaju. Być może dzięki temu mogłabym chociaż w małym stopniu spełnić swoje marzenie o zostaniu secesyjną femme fatale.

Ciągnie Prusak do Prusaka

  • Andrzej Steinmetz

    Zdjęcie gruszy rewelacja, nie słyszałem o tym wcześniej, mimo, że czytałem sporo o Hallstatt.
    Świetna też ta impreza w strojach z czasów Franciszka, no i ten policjant…

    • Pruski policjant był najlepszy! Od razu poznałam w nim swoją bratnią duszę :)