Grecka kuchnia – z czym to się je

Nie jestem specjalistką od żadnej kuchni, a już najmniej od swojej własnej. Natomiast bardzo lubię jeść, zwłaszcza jeśli uda mi się połączyć tę przyjemność z podróżowaniem. Zawsze chętnie też dzielę się moimi kulinarnymi wrażeniami z każdym, kto ma ochotę ich wysłuchać. Dzisiaj trafiło na Was, a tematem będzie grecka kuchnia. Nie spodziewajcie się jednak, że znajdziecie tu kompleksową wiedzę, fachowe objaśnienia dań czy przepisy na odtworzenie greckich potraw w domu (jestem pewna, że osoby, które próbowały upieczonej przeze mnie tarty, domagałyby się zablokowania mojej strony, gdyby miał się na niej pojawić jakiś przepis). Na moim blogu grecka kuchnia zostanie po prostu przedstawiona tak, jak ją zapamiętałam z kilkudniowego pobytu w Atenach w marcu tego roku.

Największe zaskoczenie: piekarnie 24h

Było już dobrze po dwudziestej trzeciej, kiedy wreszcie udało nam się doczłapać do naszego hotelu niedaleko Placu Omonia. Kanapki z Burger Kinga, zjedzone gdzieś przy autostradzie w drodze do Modlina, należały już do zamierzchłej przeszłości i wszystkim nam od dawna żołądek przyrastał do krzyża. W naszych wyobrażeniach mieliśmy zaraz po zameldowaniu w hotelu udać się do jakiejś przytulnej greckiej knajpki na ciepły posiłek. Ten plan zakładał jednak, że dotrzemy z lotniska o wiele wcześniej, zanim wszystko będzie pozamykane. Okolica, którą mijaliśmy w drodze do hotelu, zdawała się być jednak kompletnie opustoszała, jeśli nie licząc snujących się gdzieniegdzie postaci wątpliwego autoramentu. Dochodziła północ, gdy w przypływie desperacji zdecydowaliśmy się szukać ratunku dla naszych pustych brzuchów na pobliskim Placu Omonia, licząc na to, że w pobliżu stacji metra znajdziemy chociaż kiosk, w którym będzie można przynajmniej kupić batoniki. To, co odkryliśmy jednak na Omonii, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Otóż niemal w każdym rogu placu znajdowała się całodobowa piekarnia. I to nie taka, w której na pustych półkach wegetował jeden zeschnięty bochenek chleba, co w każdym innym miejscu na Ziemi byłoby chyba jedyną opcją. Tam półki dosłownie uginały się od wszelkiego rodzaju ciast, ciastek i kanapek. Jeśli przypominacie sobie taką scenę z Jasia i Małgosi, w której wygłodniałe rodzeństwo rzuca się na piernikową chatkę czarownicy, to mniej więcej możecie sobie wyobrazić naszą reakcję na ofertę ateńskiej piekarni. Osobiście pierwszy raz zetknęłam się z ideą całodobowych piekarni i od tej pory uważam, że Grecy to genialny naród.

Grecka kuchnia

Greckie śniadanie

Dzięki piekarni 24h nie musieliśmy kłaść się spać o głodzie, więc spokojnie przespaliśmy noc i rankiem byliśmy gotowi na dalsze odkrywanie wszystkiego, co może nam zaoferować grecka kuchnia. Nasz hotel reklamował się między innymi tym, że swoim gościom serwuje co rano tradycyjne greckie śniadanie. Oczywiście w menu były też standardowe elementy typowych hotelowych śniadań, jednak przy odrobinie determinacji można było tam zjeść poranny posiłek jak prawdziwy Grek. Ponieważ zapiekane pomidory i bakłażany jakoś kłóciły się z moją ideą śniadań (jeśli jem w hotelu, jestem zwolenniczką tych bułeczkowo-nabiałowo-słodkich), zazwyczaj jadłam kompozycję z jogurtu greckiego, musli, owoców i miodu).

Grecka kuchnia

Obiad zatracenia

Ateńscy restauratorzy wykazują niezwykłą aktywność w pozyskiwaniu klientów. W zasadzie każdy z nich zatrudnia specjalnego pracownika, którego zadaniem jest naganianie przechodzących ulicą potencjalnych gości. Wystarczy, że choć na chwilę przystaniesz przy wywieszonym menu, a już naganiacz wciągnie cię do środka niczym rosiczka muchę. W taki właśnie sposób trafiliśmy do Liondi, niewielkiej knajpki położonej u stóp Akropolu. Razem z koleżanką wybrałyśmy ciekawą ofertę: za 25€ można tam było dostać wybór tradycyjnych greckich dań dla dwóch osób. Jedzenia było jednak tak dużo, że mogłyśmy podzielić się z pozostałą dwójką naszych znajomych i to bez uszczerbku dla własnych porcji. Oto, co nam zaserwowano:

  • mousaka – typowo grecka mięsno-ziemniaczana zapiekanka (przypomina lasagne, w której makaron zastąpiono ziemniakami),
  • kotleciki z cukinii,
  • feta zapiekana z kiełbaskami,
  • tzatziki (sos na bazie jogurtu z ogórkiem i czosnkiem) z pitą (pieczywo w formie okrągłych płaskich placków).

Do zestawu dołączony był litr domowej roboty czerwonego wina z Peloponezu, a kiedy w restauracji rozeszła się wieść, że jesteśmy Polakami, dostawaliśmy darmowe dolewki (bardzo chcę wierzyć, że nie był to tylko chwyt marketingowy). Jedzenie było wyśmienite, a wino chyba jeszcze lepsze i tak bardzo zatraciliśmy się w biesiadowaniu, że nie byliśmy w stanie już potem zdobyć Akropolu (o moich rozterkach z tym związanych możecie przeczytać tutaj). Stworzenie oferty zawierającej wybór najbardziej typowych dań danego regionu jest na pewno pomysłem do skopiowania. Chociaż mój pobyt w Atenach był krótki, dzięki odwiedzinom w restauracji Liondi mogłam lepiej zrozumieć, na czym polega grecka kuchnia.

Grecka kuchnia Liondi

Gyros w picie

Kiedy byłam dzieckiem i jeździłam do Grecji na wakacje uwielbiałam opychać się grosem w picie. Jest to typowo grecka przekąska, taki właściwie substytut burgera. Składa się na nią poszatkowane mięso z rożna (zazwyczaj wieprzowe lub drobiowe), frytki i warzywa polane sosami (czasami jest to zwykła musztarda i ketchup), a to wszystko jest zawinięte w pitę. Porównywanie gyrosa do kebabu uważam jednak za ciężką obrazę dla tego pierwszego. Szkoda, że w Polsce kebab można dostać na każdym rogu, tymczasem ja nie znalazłam jeszcze miejsca, w którym serwowano by prawdziwy gyros w picie – chociaż może to i dobrze dla mojej figury, bo taki gyros to prawdziwa bomba kaloryczna. Trudno się jednak oprzeć czemuś, co jest tak pyszne! Będąc w Atenach oczywiście nie mogłam sobie odmówić powrotu do ulubionego dania z dzieciństwa. Gyros w picie, który jadłam w barze na Placu Syntagma całkowicie skradł moje serce!

Grecka kuchnia gyros

Świeży sok pomarańczowy

Wbrew temu, co sobie o mnie myślicie, podczas wyjazdu do Aten nie piłam wyłącznie wina. Równie ochoczo korzystałam z każdej okazji, by napić się soku ze świeżo wyciskanych pomarańczy. W Atenach drzewka pomarańczowe rosną prawie na każdym kroku, choć najwięcej było ich w Ogrodach Narodowych niedaleko greckiego Parlamentu. Tam drzewka dosłownie uginały się od dorodnych owoców, a dojrzałe pomarańcze zaściełały trawniki niczym jabłka w polskim sadzie. Nic dziwnego, że na ateńskich ulicach i uliczkach nie brakuje barów serwujących świeże pomarańczowe soki, które powstają dosłownie na oczach klienta. Fajnie jest zrobić sobie przerwę w zwiedzaniu i napić się czegoś, co jest jednocześnie zdrowe i bardzo smaczne.

Grecka kuchnia pomarańcze

Cóż, mam świadomość, że w kwestii tego, co oferuje grecka kuchnia, mam jeszcze wiele do odkrycia. Bardzo chętnie będę się jednak dokształcać w tym kierunku i mam nadzieję, że ten wpis zainspiruje także Was do pogłębiania wiedzy o greckich kulinariach, najlepiej w praktyce. Swoimi odkryciami zawsze możecie podzielić się na blogu. Na koniec zwracam się jeszcze z apelem: ktokolwiek wie o miejscu w Polsce, w którym można zjeść prawdziwego greckiego grosa w picie, niech napisze o tym w komentarzu – BŁAGAM!!!

To już ostatni z wpisów (przynajmniej tych planowanych), będących relacją z mojej podróży do Aten. Pozostałe wpisy możecie przeczytać tutaj, do czego gorąco Was zachęcam!

Zapisz