Dagebüll – koniec świata nad Morzem Północnym

Jakiś czas temu byłam wielką fanką emitowanego na Discovery serialu Najniebezpieczniejszy zawód świata. Nigdy nie byłam jednak przekonana do tego przydługiego tytułu, więc wymyśliłam własny: Poławiacze krabów, jako że serial dokumentuje pracę załóg kutrów rybackich, które zajmują się właśnie połowem krabów. Rybacy wypływają na lodowate wody Morza Beringa, gdzie muszą stoczyć walkę z ekstremalnymi warunkami pogodowymi. Kutry, na których pływają bohaterowie serialu, zawijają do Dutch Harbor. Jest to port miasta Unalaska, położonego na wyspie o tej samej nazwie, należącej do archipelagu Aleutów i stanowiącej część terytorium Alaski. Od czasu serialu, Unalaska wskoczyła na wysoką pozycję moich podróżniczych marzeń. Zanim je zrealizuję, postanowiłam poszukać miejsca, które pozwoli mi choć w części poczuć surowy, nadmorski klimat, bez potrzeby udawania się na drugi koniec globu. Mój wybór padł na niemiecką miejscowość Dagebüll, położoną nad Morzem Północnym, niedaleko granicy z Danią.

Dagebüll
Tym, co od samego początku spodobało mi się w Dagebüll, jest niezmierzony obszar niczym nieograniczonej przestrzeni. Okolica jest tak płaska, że w zasadzie nie wiadomo, gdzie kończy się stały ląd, a zaczyna morze. Jest to unikalny w skali światowej krajobraz Morza Wattowego (niem. Wattenmeer). Podczas odpływu, cofające się morze odsłania tu szerokie równiny pływowe zwane wattami (osuchami). Jedyne wzniesienia na tym terenie zostały stworzone ręką człowieka: wały ochronne (niem. Deich) mają zapobiegać przedostawaniu się wody do ludzkich siedzib i zalewaniu wydartych morzu polderów (niem. Koog), na których swobodnie pasą się stada owieczek.

Dagebüll
Samo Dagebüll to w istocie niewielka osada, liczy sobie tylko ok. 900 mieszkańców. Pełni jednak bardzo ważną rolę w komunikacji wybrzeża z pobliskimi wyspami i Halligen, charakterystycznymi dla Morza Północnego mikroskopijnymi wysepkami. To właśnie z Dagebüll odpływają promy na wyspy Föhr i Amrum. Dagebüll ma też połączenie kolejowe z resztą lądu, dzięki czemu stanowi dobrą bazę wypadową np. na Sylt.

Dagebüll
Dagebüll pełni też funkcję miejscowości wypoczynkowej, ale na szczęście nie spotkacie tu tłumu turystów. Baza hotelowa i restauracyjna nie jest znaczna, ale stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. Ja mieszkałam w Nordsee-Hotel, dobrą opcją wydaje się też wynajęcie domku letniskowego. Dagebüll posiada własną plażę, przez co należy rozumieć trawiastą łączkę z charakterystycznymi koszami, w których można schronić się przed wiatrem. Czyste powietrze i świeży nadmorski klimat czynią z Dagebüll idealne miejsce na długie spacery wzdłuż odsłoniętego przez morze wattu. Brodząc w błotku, można znaleźć takie skarby jak muszle i skorupy krabów. Restauracje serwują proste i podstawowe dania, przede wszystkim rybne. W hotelu, w którym mieszkałam, ryby podawano nawet na śniadanie. Taka prosta kuchnia, oparta na świeżych lokalnych produktach, jest jednak niewątpliwą zaleta tego miejsca. To właśnie w Dagebüll nauczyłam się znów jeść ryby po tym, jak przez kilka lat nie miałam najmniejszego zamiaru ich tknąć, a to z powodu przeżytej traumy, jaką było wyciąganie ości tkwiącej w moim migdale. W tamtejszej kuchni jednak, jeśli zamawiasz filet, to masz gwarancję, że naprawdę dostaniesz filet.

Dagebüll
Podczas pobytu w Dagebüll na pewno przydadzą się bardzo ciepłe i wiatroszczelne ubrania. Ja spędzałam wakacje nad Morzem Północnym w drugiej połowie sierpnia, ale było na tyle zimno, że w zasadzie przydałaby mi się porządna zimowa kurtka-puchówka. Nie muszę chyba dodawać, że oczywiście nie miałam jej ze sobą, więc zakładałam na siebie warstwowo wszystkie ubrania, jakie miałam w bagażu: podkoszulkę, T-shirt, sweter, polar i kurtkę przeciwdeszczową. Może pogoda nie była tak ekstremalna, jak na Morzu Beringa w moich ulubionych Poławiaczach krabów, muszę jednak przyznać, że była dość nieobliczalna. W jednym momencie zrywał się zimny wiatr, niebo zachodziło ciemnymi chmurami i już po chwili trzeba było w panice szukać schronienia przed gradem, po czym wiatr momentalnie przeganiał chmury, wychodziło słońce i zalewało okolicę przyjemnym ciepełkiem. Pewnej nocy udało mi się nawet przeżyć prawdziwy nadmorski sztorm (na czym bardzo mi zależało). Poza tym każdy, nawet początkujący fotograf wie, że chmury są dobre.

Dagebüll
W Dagebüll czułam się trochę jak na końcu świata, to doskonałe miejsce na ucieczkę przed wielkomiejską codziennością.

Zapisz

Zapisz

Zapisz