Czego możemy się nauczyć od Norwegów?

Tydzień spędzony w Norwegii nie czyni mnie jeszcze ekspertem od Norwegów. Tym bardziej, że nie spotkałam ich zbyt wielu. Nawet na relatywnie gęsto zaludnionym Południu, napotkanie żywej duszy było takim wydarzeniem, że wymagało pozdrowienia zupełnie obcych ludzi. Styl życia Norwegów można jednak studiować nawet wtedy, gdy nie stykamy się z nimi bezpośrednio: obserwując ich domy i otoczenie, w jakim żyją. Wiele elementów tego stylu życia zasługuje na uznanie. Śmiało można by je przejąć i zastosować w Polsce. Aby nie zostać posądzoną o brak patriotyzmu, dodam, że również Norwegowie mogliby nabyć niektóre cechy Polaków, na przykład naszą zaradność i elastyczność. Nie oto jednak chodzi, aby pławić się w samozachwycie, ale aby dążyć do samodoskonalenia. Czego zatem, jako Polacy, możemy się nauczyć od Norwegów?

1. Brak ostentacyjnej konsumpcji

Norwegia to kraj, w którym zjawisko ostentacyjnej konsumpcji nie występuje. Przy czym jako ostentacyjną konsumpcję rozumiemy kupowanie czegoś, by popisać się swoją zamożnością. W Norwegii dom milionera wygląda tak samo (czytaj: tak samo skromnie) jak dom przeciętnie zarabiającego obywatela. Przykładem niech będzie Lyngor, które wcale nie wygląda na wioskę bogaczy. Epatowanie bogactwem byłoby bardzo źle przyjęte. Zapewne wynika to z protestanckiej mentalności Norwegów, której bardzo im zazdroszczę. Oczywiście przekłada się to na rozsądniejsze decyzje zakupowe. Wybieranie produktów lepszej jakości, trwalszych, zamiast podążania za chwilową modą i kupowania tandety.

2. Podejście do przyrody

Nie chodzi tu tylko o szeroko pojętą ekologię. Chociaż muszę przyznać, że ilość samochodów elektrycznych (zwłaszcza Tesli) na norweskich drogach jest zdumiewająca. W Norwegii ma się wrażenie, że to przyroda stawiana jest na pierwszym miejscu. A wszelka działalność ludzka jest prowadzona tak, by ingerować w naturę w najmniejszym możliwym stopniu. Bardzo podobało mi się celowe „lekceważenie” turystów. Wcale nie jest powiedziane, że wszystkie najpiękniejsze zakątki Norwegii muszą być dostępne dla każdego. Norwegowie nie ułatwiają turystom zadania, nie montują na przykład turystycznych instalacji, które tylko psułyby dziki krajobraz. Mogłam to zaobserwować podczas trekkingu na Preikestolen. Nie dbają też przesadnie o bezpieczeństwo zwiedzających, licząc na ich zdrowy rozsądek.

3. Stosunek do dzieci

Z poczynionych przeze mnie obserwacji wynika, że norweski model wychowania dzieci polega z grubsza na nieprzejmowaniu się. Podczas mojego pobytu w Norwegii rozpoczynał się właśnie rok szkolny. Widok kilkuletnich dzieci, które na swoich rowerkach drałowały SAME po drogach publicznych do szkoły nie należał do rzadkości. Oczywiście poziom bezpieczeństwa w Norwegii jest zapewne wyższy niż w Polsce, ale mimo wszystko… Tylko wyluzowany rodzic może puścić swojego kilkulatka w samodzielną podróż rowerem do szkoły. Ja chyba bym się na to nie zdobyła. Jaką lekcję możemy z tego wyciągnąć w polskich warunkach? Moglibyśmy na przykład nie być rodzicami-helikopterami, wiszącymi nad dzieckiem cała dobę. Fajnie byłoby też, gdyby postawa kobiet, które nie traktują macierzyństwa jako jedynej życiowej misji, uzasadniającej ich egzystencję, nie była w Polsce skazana na społeczny ostracyzm.

Kończę więc mój wpis tym pobożnym (czy raczej bezbożnym) życzeniem i zostawiam Was z niepublikowanymi dotąd zdjęciami z mojej wycieczki do Norwegii, wykonanymi przez organizatorów mojej wycieczki – Agnieszkę i Wiktora z Nordtrip, dzięki którym przeżyłam niezapomniane wakacje.

Pozostałe wpisy z Norwegii możecie przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.