• Zwiedzanie Wiednia – ile to kosztuje?

    No dobra, po ostatnim kryzysie postanowiłam się ogarnąć i jednak zrobić konkretny wpis. Nic nie poradzę na to, że przyszła zima – po prostu muszę z tym żyć i się nie poddawać. Wygląda zresztą na to, że i tak długo nie potrafię wytrzymać bez pisania. Zatem z nową energią przystępuję do konstruowania tego jakże praktycznego i popartego własnym doświadczeniem wpisu.

    Przed wyjazdem do Wiednia sporządziłam sobie listę muzeów i pałaców, które koniecznie chciałam odwiedzić. Naprawdę traktuję chodzenie po muzeach jak najlepszą w świecie rozrywkę, a ich nagromadzenie w Wiedniu dawało mi pewność, że nie będę się nudzić. Kiedy jednak zaczęłam sprawdzać ceny biletów wstępu, mój entuzjazm nieco opadł. Austria, a Wiedeń w szczególności, jest bowiem pod tym kątem dość droga. Oczywiście jest to względne i na pewno jest tam taniej niż w Szwajcarii czy krajach skandynawskich, ale chociażby Niemcy za porównywalne atrakcje każą sobie płacić o wiele mniej.Read More

  • Pałac Schönbrunn – fotorelacja

    Naprawdę chciałabym sobie narzucić dyscyplinę i publikować na blogu w miarę regularnie. Obecnie cierpię jednak na poegzaminacyjne wypalenie pisarskie i w tym wpisie zrobię coś, czego robić nie zwykłam – ograniczę tekst do minimum (a właściwie do wstępu, który właśnie czytacie). Poza tym palce mi z tego zimna zdrętwiały i nawet nie mogę nimi stukać w klawiaturę. Nie uwierzycie, ale na odcinku przystanek-dom mijało mnie dwóch biegaczy. Dla mnie sezon na bieganie definitywnie się już skończył, a najchętniej zredukowałabym swoją aktywność fizyczną do sięgania po kubek z herbatą. Zamiast teksu dostaniecie więc fotorelację ze zwiedzania wiedeńskiego pałacu Schönbrunn – letniej rezydencji austriackiej rodziny cesarskiej. Co prawda obowiązywał zakaz fotografowania wnętrz, ale już sama bryła pałacu, a także pałacowy ogród dostarczają mnóstwa fotograficznych tematów. Kiedy pomyślę, że ledwie dwa miesiące temu, kiedy robiłam te zdjęcia, było jeszcze lato i zewsząd otaczało mnie ciepełko, chce mi się płakać. Na szczęście na Starym Rynku w Poznaniu powstała niedawno pijalnia czekolady Wedla. Zaglądałam tam dzisiaj przez szybę i wyglądała bardzo obiecująco. Chyba tam poszukam pocieszenia :(Read More

  • Kaffee und Kuchen w Wiedniu

    Mój schemat odchudzania związany z wakacjami zawsze wygląda podobnie:

    Etap I – Na miesiąc przed wyjazdem oświadczam moim najbliższym: „Został miesiąc do wyjazdu. Odchudzam się. Nic nie jem, choćbyście mnie nie wiem jak zmuszali.”

    Etap II – Niestety miesiąc do urlopu oznacza też miesiąc dalszej walki z codzienną rzeczywistością. Niezbędne jest więc wspomaganie się czekoladą. Przychodzi dzień wyjazdu, a ja postanawiam sobie, że skoro nie udało mi się schudnąć przed wakacjami, to wykorzystam je właśnie do tego, żeby zgubić zbędne kilogramy. Na pewno schudnę zresztą od samego chodzenia po muzeach!

    Etap III – Jestem na wakacjach i początkowo idzie mi nieźle. Niestety szybko uświadamiam sobie, że nie ma to jak poznawanie nowego kraju od strony kulinarnej. A zresztą wakacje są właśnie od tego, żeby dać sobie trochę luzu. Więc ostatecznie zacznę się odchudzać po powrocie, co niniejszym właśnie czynię.Read More

  • Wiedeńskie kawiarnie

    … czyli jak zostać secesyjną femme fatale i dlaczego to się nie uda

    Właśnie zorientowałam się, że od mojego ostatniego wpisu minął już miesiąc i uznałam, że nie mogę dłużej przeciągać swojej bezczynności. Za spadek aktywności na blogu odpowiedzialne są moje dwutygodniowe wakacje. Chociaż podróż po Austrii dostarczyła mi wiele nowych tematów na bloga, to też zupełnie wytrąciła mnie z orbity rzeczywistości. Oczywiście wróciłam do Polski już jakiś czas temu, ale nadal nie udało mi się ukończyć obróbki zdjęć, no i pewne sprawy okazały się priorytetowe wobec umieszczenia na blogu pierwszej relacji z wyjazdu (np. obejrzenie całego sezonu Stranger Things albo przeczytanie książki o koreańskim rytuale pielęgnacji cery).Read More

  • Betancuria – historyczna stolica Fuerteventury

    Ponad sześć wieków wcześniej, zanim na Fuerteventurę dotarła polska blogerka, znana jako Hrabina Weltmeister, przypłynął tutaj niejaki Jean de Béthencourt. Chociaż Francuz, pracował dla hiszpańskiego króla, który zlecił mu zdobycie Wysp Kanaryjskich. Wulkaniczne, pustynne wysepki nie były może krainą mlekiem i modem płynącą, ale poza garstką miejscowej ludności – Guanczów, były zamieszkane przez bardzo cenne robale, żyjące na krzewach opuncji czerwce kaktusowe, z których – po ich wysuszeniu i zmieleniu – otrzymywano czerwony barwnik, koszenilę. Podbój Béthencourta zakończył się sukcesem i Hiszpania zyskała dla siebie wyspy, które wkrótce okazały się doskonałą bazą wypadową dla dalszych odkryć i konkwist (to właśnie tutaj Kolumb miał swój ostatni postój przed wyruszeniem w przełomową podróż na Zachód), a znacznie później – rajem turystycznym. Wbrew własnym oczekiwaniom, Béthencourt nie zbił majątku na podboju wysp, udało mu się jednak pozostawić po sobie ślad w postaci miasta, które przez wiele lat było stolicą Fuerteventury, a które nazwę zawdzięcza swojemu założycielowi – Betancurii.Read More

  • Państwo Śródka

    Pierwszy spacer po Śródce odbyłam jakieś dwa lata temu. Śródka nie była wtedy jeszcze – tak jak dzisiaj – najmodniejszą dzielnicą Poznania, a na jej uliczkach nie spotkałam wówczas żadnego hipstera. Tamtego dnia wcześniej skończyłam praktyki i miałam wolne popołudnie, a że dopadł mnie jakiś straszny kryzys egzystencjalny, postanowiłam poszukać miejsca, w którym będę mogła spokojnie pomyśleć. Żar dosłownie lał się z nieba, więc chłodne i ciche mury poznańskiej katedry wydawały mi się wprost idealne dla tego celu. Z trudem pchnęłam ciężkie drzwi bocznego wejścia do katedry i wsunęłam się do środka. Budowlę zwiedzała właśnie mała grupka włoskich turystów, poza tym jednak wnętrze było puste. Przysiadłam na ławce i odchyliłam głowę, żeby przyjrzeć się sklepieniu. W miejscu, które było świadkiem wielu wieków historii, moje własne problemy nie wydawały mi się już tak trudne. Na koniec zrobiłam jeszcze rundkę dookoła katedry i wetknęłam nos między kraty Złotej Kaplicy, żeby zobaczyć grobowiec pierwszych władców Polski. Katedrę opuściłam wyraźnie pokrzepiona na duchu i w znacznie lepszym nastroju.Read More

  • Plaka i Monastiraki – Ateny nie tylko antycznie

    W każdym dużym mieście jest taka dzielnica: trochę na uboczu, ale tętniąca życiem, siedziba artystów i teren pchlich targów, miejsce w którym można zaszyć się w maleńkiej knajpce i po prostu obserwować ludzi: miejscowych i turystów. Takie właśnie są Plaka i Monastiraki – ateńskie dzielnice, w których spomiędzy sklepów i straganów wyrastają ruiny starożytnych budowli, a gwarne, pełne sklepów uliczki sąsiadują z zacisznymi zaułkami o typowo mieszkalnym charakterze. Co więcej, ktokolwiek wybierze się na Plakę i Monastiraki może być pewny jednego – będzie miał wspaniały widok na Akropol.Read More

  • W poszukiwaniu Plaży Sotavento

    Dwa poprzednie wpisy poświęciłam na opis moich dramatycznych przeżyć z całkiem niedramatycznego lotu do Aten (możecie o nich przeczytać tutaj i tutaj). Skoro latanie samolotem tak dobrze mi szło, postanowiłam – by nie wyjść z wprawy – wybrać się w kolejną lotniczą podróż. I tak, w niecały miesiąc od przelotu do stolicy Grecji, poleciałam na Fuerteventurę.Read More

  • Wielka piątka – topowe pomniki i rzeźby miejskie

    Kilka tygodni temu zrobiłam ranking moich ulubionych restauracji. Pora na kolejne zestawienie – tym razem na tapetę wzięłam pomniki. Może się wydawać, że europejskie miasta są usiane pomnikami i statuami. Tymczasem niewiele jest monumentów, które potrafią zapaść w pamięć. A przynajmniej trudno je wyłowić w morzu atletycznych mężczyzn na koniach, zdobiących prawie każdy wielkomiejski plac. Są jednak pomniki, które zdecydowanie się wyróżniają – przedstawiam Wam piątkę moich faworytów. Jako że zgodnie ze słownikiem języka polskiego definicja pomnika została zawężona do posągów, obelisków, płyt itp., wzniesionych ku czci jakiejś osoby lub dla upamiętnienia jakiegoś wydarzenia, postanowiłam nieco rozszerzyć tą kategorię o dwie interesujące rzeźby miejskie.Read More

  • Maison Antoine – gdzie Angela Merkel wpada na frytki

    Zapewne nie umknęło Waszej uwadze, że w minionym tygodniu odbył się w Brukseli szczyt Unii Europejskiej. Poruszano na nim bardzo ważne dla przyszłości UE tematy, jak możliwe wystąpienie z Unii Wielkiej Brytanii i kryzys migracyjny. Jednak zarówno wypracowany kompromis z Wielką Brytanią, jak i problem napływu uchodźców zostały usunięte w cień przez wiadomość, która zelektryzowała wszystkich i błyskawicznie obiegła świat: Angela Merkel poszła na frytki. Dzisiejszy wpis będzie więc traktował o legendarnej budce z frytkami, którą odwiedziła niemiecka kanclerz: Maison Antoine na Place Jourdan w Brukseli.Read More