Bycie podróżniczką to stan umysłu

Po intensywnym podróżniczo wrześniu, jestem z powrotem w Polsce. Z moich nóg znikają ostatnie siniaki, których nabawiłam się podczas górskich wycieczek w Szwajcarii, a po greckiej opaleniźnie wkrótce nie zostanie nawet ślad. Powoli przyzwyczajam się do szarej rzeczywistości polskiej jesieni. Trzy tygodnie podróżowania dostarczyły mi jednak tyle energii, że póki co omija mnie jesienna obniżka nastroju. Mam nadzieję, że tej energii wystarczy mi na całą zimę. Przywiozłam ze sobą mnóstwo materiału na blogowe opowieści, więc najbliższe miesiące w moim zakątku internetu będą się koncentrować na Grecji i Szwajcarii. Większość wolnego czasu poświęcam obecnie na obróbkę zdjęć (żeby zmieścić się w darmowym okresie próbnym Lightrooma), a potem chcę już na poważnie zabrać się za spisywanie relacji z wyjazdów. Przeżyłam wiele przygód, więc mogę obiecać, że będzie ciekawie.

Niedawno udało mi się też zakończyć ostatni etap mojego „kształcenia zawodowego” i jestem już oficjalnie wolnym człowiekiem. Co prawda w kwestii edukacji nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa, ale wszystko, czego od tej pory będę się uczyć, będę się uczyć dla własnej przyjemności. Takiej wolności nie miałam jeszcze nigdy w życiu i mam zamiar dobrze ją wykorzystać. Mniej więcej wiem, co chcę robić w życiu i choć pewnie nie zostanę pełnoetatową podróżniczką, to zamierzam poświęcać podróżowaniu znacznie więcej czasu. Powód jest prosty – podróże rozwijają, dzięki nim stałam się bardziej samodzielna, odważna i pewna siebie. Przekraczałam własne granice, robiąc rzeczy, o które sama bym się nie podejrzewała. Życie na walizkach daje mi najwięcej satysfakcji i być może stanowi nawet coś w rodzaju klucza do szczęścia.

Niekoniecznie musi się to wiązać z radykalnym zwiększeniem rocznej liczby dni w podróży albo wyjazdami na drugi koniec świata (choć mam nadzieję, że do tego jednak dojdzie). Prowadzenie bloga podróżniczego sprawia, że moje życie zawsze kręci się wokół podróży, nawet jeżeli dłuższy czas przebywam w domu. Pisanie postów, obróbka zdjęć, czytanie literatury podróżniczej i innych blogów, planowanie kolejnych wyjazdów – w zasadzie nie ma dnia, w którym nie zrobiłabym czegoś związanego z podróżowaniem. Nie można do wszystkich ludzi przykładać tej samej miary – nie każdy może lub chce sobie pozwolić, by zamienić etat na włóczęgę po świecie. O byciu podróżnikiem decyduje bardziej stan umysłu i kwestia systemu wartości niż częstotliwość wyjazdów z kraju.

Podróżniczy system wartości przekłada się na kwestię priorytetów i podejmowanych decyzji, nierzadko kalibru prawdziwych życiowych wyborów. Niestety dziewczynom jest pod tym względem o wiele trudniej. Społeczeństwo oczekuje od nas wypełniania określonych ról. W tej materii od wieków niewiele się zmieniło. Być może nie jest to już sprawa tego, co kobiecie wypada a czego nie, ale nadal patrzy się na nas przez pryzmat tykającego zegara biologicznego. Kończymy studia, zaczynamy zarabiać pieniądze i w momencie, kiedy wreszcie mogłybyśmy zacząć je wydawać na spełnianie własnych marzeń, pojawia się oczekiwanie, że weźmiemy na siebie nowe zobowiązania, tym razem rodzinne. Ustatkujemy się, najlepiej z pierwszym lepszym „porządnym” mężczyzną (bo nikt lepszy może się już nie pojawić) i będziemy mieć dzieci (bo szanse na posiadanie potomstwa przecież z wiekiem maleją).

Najgorsze, że jest w tym trochę racji, co tylko zwiększa nakładaną na nas presję. Mężczyźni takiej presji nie mają. Może dlatego wciąż stanowią większość zawodowych podróżników i fotografów podróżniczych i krajobrazowych. Kobieta jest natomiast sprowadzona do roli archetypicznej Penelopy, cierpliwie czekającej na powrót męża. Ktoś musi ogarniać ten cały domowy ambaras i jakimś dziwnym trafem zawsze pada na kobietę. Wydawanie pieniędzy na podróże też nie przychodzi łatwo, gdy trzeba się dokładać do utrzymania rodziny. W takiej sytuacji konieczne jest niestety pójście na kompromis w kwestii własnych marzeń.

Oczywiście we wczesnym zakładaniu rodziny nie ma nic złego. Wielu ludziom, nawet niezależnie od płci, najwięcej radości sprawia właśnie dbanie o dom i tworzenie ciepłej, rodzinnej atmosfery. Stereotypowo tak właśnie powinno wyglądać szczęśliwe życie. Nie dla wszystkich obowiązuje jednak taka sama definicja szczęścia. I nie od wszystkich powinno się wymagać wpisania się właśnie w taki stereotypowy schemat. Z drugiej strony, w przyszłości możemy żałować, że nie zatroszczyliśmy się o ten aspekt życia, kiedy była jeszcze na to szansa. Takie dylematy dotyczą właśnie dziewczyn, bo w ich przypadku czas na podjęcie decyzji jest o wiele krótszy.

Szczerze podziwiam wszystkie niezależne dziewczyny i kobiety, które dobrze wiedzą, czego chcą od życia i idą wybraną ścieżką, nawet jeżeli miałoby to się spotkać z dezaprobatą społeczeństwa. Nie przejmują się tym, że większość ludzi będzie się nad nimi litować, bo w ich mniemaniu „nie ułożyło im się w życiu”. Mają odwagę być po prostu inne. Pod tym względem wciąż mamy wiele do zrobienia w świadomości społecznej, choć obawiam się, że jako kraj wcale nie idziemy w dobrym kierunku. Bardzo bym chciała, żeby było coraz więcej podróżniczek i fotografek, żeby więcej kobiet przecierało szlaki mężczyznom. A przy tym, żeby nie musiały ryzykować swoim życiem osobistym i niezależnie od tego, jakie podejmą decyzje, zyskiwały akceptację otoczenia. Tego życzę sobie i wszystkim dziewczynom-podróżniczkom.