Być jak włoska staruszka

No więc nastał nam Nowy Rok 2016. Wszyscy wokół składają sobie noworoczne postanowienia, szukają nowych inspiracji lub po prostu sposobów na poprawę jakości swojego życia. Jest to także czas dokonywania podsumowań, bo oto przybył nam kolejny rok w metryce i trzeba spojrzeć wstecz na swoje dotychczasowe dokonania. Po takim bilansie rzadko kto jest w pełni zadowolony ze swoich osiągnięć. Tymczasem zewsząd jesteśmy bombardowani obrazami pięknych i bogatych kilkunasto- lub dwudziestokilkulatków, mających świat u stóp. Niewesoło jest uświadomić sobie, że niebawem skończy się np. 27 lat i nie zdobyło się (jeszcze) międzynarodowej sławy.

Oczywiście 27 to wcale nie tak dużo, ale patrząc na to, co serwują nam media, można by pomyśleć, że w zasadzie pora już przejść na emeryturę. Z telewizji niemal zniknęły ostatnio talentszoły, w których biorą udział dorośli. Zostały wyparte przez programy, w których już kilkulatkowie prezentują swoje talenta. Są rzecz jasna programy, w których dzieci tańczą i śpiewają, a wkrótce obejrzymy w TV zmagania małych kucharzy. Dla porównania, ja swojego pierwszego samodzielnie usmażonego kurczaka przyrządziłam w wieku 26 lat, choć muszę przyznać, że już za pierwszym razem wyszedł mi perfekcyjnie.

Patrząc wstecz, łatwo jest nabawić się poczucia straconego czasu i niewykorzystanych okazji. Jednak zamiast wydawać pieniądze na kołczing czy terapię, warto poważnie pomyśleć nad wakacjami we Włoszech i to nie tylko z powodu kojącego działania włoskiej dolce vita – z moich obserwacji wynika, że Włosi mają specyficzne, kto wie czy nie bardziej właściwe – podejście do wieku. Oto przykłady:

Włoscy nastolatkowie

Podczas ostatnich wakacji, kiedy zwiedzałam kolejne historyczne włoskie miasta, zaczęło mi się wydawać, że jest w nich coś dziwnego. Po jakimś czasie dotarło do mnie: nie było tam nastolatków! Ich funkcję przejęli staruszkowie. Obrazek, jaki widziałam chociażby w San Gimignano, powtarzał się praktycznie w każdym mieście. Elegancko ubrane starsze panie, odrobione i doinwestowane, siedzą gremialnie w przyjemnym chłodzie podcieni na głównym piazza, wachlując się teatralnymi wachlarzami i wesoło chichocząc między sobą jak podłotki. Przy nich kręcą się równie eleganccy starsi panowie w słomkowych kapeluszach, wciąż szukając okazji do flirtu z tą czy inną donną. Przy czym mowa tu o osobach w wieku na oko siedemdziesięciu kilku, osiemdziesięciu kilku lat! Podczas, gdy część włoskiego społeczeństwa w wieku produkcyjnym siedzi w pracy lub jest zajęta swoimi sprawami, pełni wigoru staruszkowie wypełniają swój wolny czas bogatym życiem towarzyskim. Chciałabym, żeby emeryturę traktowano tak także w naszym kraju – nie jako czas na rozmowy o bólu stawów w drodze do i z Biedronki, ale jako czas, w którym wszystko w życiu jest już poukładane, więc można się poświęcić czerpaniu radości z pierwszej prawdziwej wolności w życiu.

Włoska elegancja

Wiele słyszy się i czyta o włoskiej elegancji. Osobiście mogę potwierdzić, że to zjawisko istnieje i ma się dobrze, zakładając jednak, że mowa o osobach powyżej pięćdziesiątego roku życia. Młodsi Włosi na ogół nie przywiązują większej wagi do ubioru, a nawet jeśli, to dojrzali mieszkańcy Italii biją ich pod tym względem na głowę. Włoskie elegantki noszą jasne, lekkie stroje, które odejmują im wiele lat. Nie są oszczędne w dodatkach, często są nawet dość mocno obwieszone biżuterią, a całość uzupełniają niezbędnym pod włoskim słońcem kapeluszem i zgrabną torebką. Całokształt jest jednak jak najbardziej spójny i nie sprawia wrażenia przeładowania. Panowie także nie zostają w tyle: również ubierają się w jasne barwy, noszą lekkie, dobrze skrojone marynarki, odprasowane na kant spodnie, a siwe głowy skrywają pod letnimi panamami.
Dobrze pamiętam, jakie wrażenie wywarła na mnie pewna kobieta, na którą natknęłam się eksplorując najstarszą część liguryjskiego Porto Maurizio, zwaną Parasio. Pani miała pewnie około sześćdziesiątki, a była jednym z najbardziej stylowych zjawisk, jakie widziałam w życiu. Miała na sobie białą koszulową bluzkę z podwiniętymi rękawami i zamaszystą beżową spódnicę w stylu lat pięćdziesiątych. Outfit stylowej donny z Parasio od razu skojarzył mi się ze strojem, jaki nosiła Audrey Hepburn w Rzymskich wakacjach. W odróżnieniu od Audrey, Włoszka była jednak blondynką, a do swojej blond fryzury nosiła duże złote kolczyki. Zazdrościłam jej też pewnej gracji w sposobie, w jaki się poruszała, zanim zniknęła w jednej z wąskich uliczek. Z miejsca miałam ochotę skopiować jej styl. Dotychczas nie spotkałam nikogo, kto ubierałby się w ten sposób – klasyczny i ponadczasowy, a przy tym bardzo kobiecy.

Włoskie dorastanie

Pewnie znany jest Wam stereotyp, że włoscy mężczyźni bardzo późno się usamodzielniają. Być może jest w tym trochę prawdy, ale być może nie dotyczy to wyłącznie mężczyzn, ale włoskich „dzieci” w ogólności. Tak, jak większość moich rówieśników w Polsce, wyprowadziłam się z rodzinnego domu w momencie rozpoczęcia studiów, pracować zaczęłam jeszcze jako studentka, a mury uniwersyteckie opuściłam planowo – w wieku 24 lat. Nie uważałam wcale, by było to jakieś szczególne osiągnięcie lub bym uporała się z moją edukacją nadzwyczajnie szybko, przecież wszystko szło u mnie standardowym trybem. Kiedy jednak rozmawiałam z (swoją drogą przesympatyczną) właścicielką toskańskiego agriturismo, w którym mieszkaliśmy, okazało się, że jest szczerze zdziwiona, że w tym wieku można już mieć za sobą studia uniwersyteckie, mieszkać w innym mieście niż rodzice i mieć całkiem poważną pracę. Jeszcze bardziej zszokowana była, kiedy próbowałam jej wyjaśnić, że u nas w Polsce jest to całkiem normalne. Podobno we Włoszech powszechne jest, że młodzi ludzie bardzo rozciągają w czasie swoją edukację, a gniazdo rodzinne opuszczają w okolicach trzydziestki.

Mam nadzieję pamiętać o tym wszystkim, kiedy przyjdzie mi do głowy wymyślać sobie kolejne cele – może wcale nie warto się tak spieszyć z ich zdobywaniem, a zamiast tego spróbować pożyć trochę jak włoska staruszka?

A co do moich dotychczasowych skromnych osiągnięć w blogowaniu – pewnie mogłabym założyć mojego bloga dekadę wcześniej, ale miałabym wówczas o 10 lat mniej doświadczeń i (a jakże!) mądrości życiowej, nie znałabym też tylu wspaniałych osób, którym chce się czytać moje wpisy i którzy dzielnie wspierają mnie w mojej blogerskiej działalności.

À propos noworocznych postanowień: w bardzo ciekawy, a przy tym zupełnie niesztampowy sposób, o swoim noworocznym postanowieniu pisze CeciliaLind – szczerze zachęcam do przeczytania!

Zapisz

Zapisz

  • Andrzej Steinmetz

    Jak zwykle bardzo trafne spostrzeżenia i świetnie opisane. Styl Włoszek jest niesamowity i biją w tym nawet Francuzki. W Polsce chcemy zrobić nowe nawet ze starego. Włosi przyjmują wiek jako coś oczywistego, ze wszystkimi niedoskonałościami, podkreślającymi pewną szlachetność. Czekamy na więcej i pozdrawiamy.

    • O tak! Piękne wcale nie musi oznaczać młode! Na szczęście podejście do starości powoli się zmienia, co widać chociażby w kampaniach reklamowych najbardziej topowych projektantów mody, którzy coraz częściej angażują do nich wspaniałe starsze panie. Mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma.
      Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam! :)

  • CeciliaLind

    Bardzo dziękuję za link i wszystkich serdecznie zapraszam! O elegancji Włoszek pisze też w swojej książce Kasia Tusk, może znalazłabyś tam coś ciekawego dla siebie. Oczywiście o ile jeszcze nie czytałaś :)

    • Książka Kasi Tusk wciąż czeka w kolejce do przeczytania, ale teraz na pewno po nią sięgnę! :)