8 sposobów na przetrwanie jesieni

Należę do osób,  których nastrój jest totalnie zależny od ilości słońca. Dlatego jesienią i zimą dużo łatwiej mi wpaść w przygnębienie. W Polsce depresyjna aura trwa w zasadzie pół roku (sorry, taki mamy klimat, jak to kiedyś słusznie orzekła Minister Bieńkowska). Jeśli więc całe życie przyjdzie mi spędzić w Polsce, na co się najwidoczniej zanosi, to z prostego rachunku wynika, że przez  połowę mojego żywota będę narażona na depresję. Rzecz jasna nie mogę po prostu zgodzić się na ten stan, dlatego robię wszystko, żeby uczynić przygnębiające pory roku bardziej znośnymi. Oto moich 8 sposobów, by nie dać się jesieni. Może pomogą też komuś z Was. Mi pomagają. Bardzo.

1. Zdowe odżywianie 

Naprawdę nie chcę brzmieć jak blogerka promująca zdrowy tryb życia. Z drugiej strony o skuteczności zdrowego odżywiania mam do powiedzenia więcej niż wszelkie orędowniczki spożywania jarmużu. Jeśli prawdą jest, że rzeczywiście stosują się do promowanego przez siebie trybu życia, to nie zauważają u siebie żadnej różnicy. Tymczasem mój schemat odżywiania przypomina sinusoidę. Okresy, w których z zapałem stosuję się do zasad zdrowego odżywiania, przeplatają się z okresami „wszystko mi jedno”. Jeśli przez jakiś czas udaje mi się wytrwać przy zdrowym odżywianiu, czuję się zauważalnie lepiej niż wtedy, gdy nie dbam o to, co jem. Lepsze samopoczucie fizyczne przekłada się też oczywiście na lepszy nastrój. Przez większość mijającego tygodnia czułam się okropnie zmęczona, więc postanowiłam postawić się na nogi witaminowym koktajlem. Szukałam maksymalnie prostego przepisu i znalazłam tą świetną recepturę z Jadłonomii. Zadziałało! Dzisiaj czuję się już wyraźnie lepiej.

2. Aktywność fizyczna 

Wiosną i latem chętnie spędzałam aktywnie czas na świeżym powietrzu. Naprawdę polubiłam bieganie, chociaż męcząc się w szkole na wuefie zarzekałam się, że jak tylko skończę edukację szkolną, nigdy z własnej woli nie będę biegać. Okazało się jednak, że jeśli tylko nie muszę się z nikim ścigać i nikt nie mierzy mi czasu, a cała klasa nie musi czekać pół godziny aż przybiegnę na metę, bieganie może być całkiem przyjemne. Naukowcy twierdzą, że aktywność fizyczna powoduje wydzielanie endorfin, zwanych hormonami szczęścia, które ogólnie poprawiają nam samopoczucie i nastrój. Niestety zimno i deszcz nie sprzyjają uprawianiu sportów. Oczywiście można zapisać się na jakieś zajęcia albo iść na siłownię, ale u mnie to się nie sprawdza. Ciężko jest mi zobowiązać się do stawiania się w z góry określonym czasie na zajęciach, a siłowni zwyczajnie nie lubię. Próbowałam fitnessu w domu, ale okropnie się przy tym nudziłam, więc trudno mi było się zmotywować do ćwiczeń. Jakiś czas temu wstawiłam sobie do domu orbitrek. Ustawiam sobie przed nim kompa, odpalam „The Walking Dead” i ćwiczę, oglądając, jak zombie pożerają kolejne ofiary. Polecam!

3. Zakup nowych ubrań

W czasach mody na slow fashion, w sieci można znaleźć milion przykazań, by nie kupować nowych ubrań na daremno. Cóż z tego, skoro prawdą powszechnie znaną i sprawdzoną przez tysiąclecia historii cywilizacji jest to, że sprawienie sobie nowej, ładnej rzeczy do ubrania poprawia nastrój. Perspektywa opatulenia się w świeżo nabyty płaszczyk albo zadania szyku w nowych kozaczkach może być dodatkową, a czasem jedyną zachętą, by wygramolić się spod kołdry i wyjść na nieprzyjazny świat. Już sama konieczność zakładania na siebie nieskończonej ilości warstw jest męcząca, a nie ma nic gorszego niż ubieranie nietwarzowych burych kurt. Brrr!

4. Planowanie podróży 

Pisałam o tym już w poprzednim poście. Planowanie podróży, nawet tych, które na razie pozostają w sferze marzeń, jest dla mnie podstawą jeśli chodzi o przetrwanie jesieni i zimy. Kiedy za oknem szaro, brudno i zima, ja jestem myślami w krainach, w których wiecznie świeci słońce, a słowa „marznąć” nie ma w słowniku.

5. Rytmy latino 

Ten rodzaj muzyki polubiłam, kiedy chodziłam na salsę. Samo tańczenie salsy też mogłoby się znaleźć na liście jesiennych antydepresantów, ale niestety już tego nie praktykuję, chociaż bardzo chciałabym do tego wrócić. Na Spotify mam osobną listę z muzyką latino – nadaje się do wszystkiego: do sprzątania, gotowania, obróbki zdjęć i pisania postów na bloga. Po kilkunastu latach na nowo odkryłam Enrique Iglesiasa, którego razem z koleżankami słuchałyśmy w podstawówce ;) Latino jest energetyczne i przywodzi na myśl beztroskie wakacyjne klimaty – to doskonały środek na poprawę nastroju.

6. Mandarynki

To jeden z najprzyjemniejszych aspektów zimy! Są zdrowym substytutem słodyczy i chipsów. Sezon na mandarynki trwa stosunkowo długo, są łatwo dostępne, mają mnóstwo witaminy C – nic tylko obierać i zajadać się nimi aż do końca zimy!

7. Filmy

Są takie przyjemności, które są zarezerwowane specjalnie na długie jesienne i zimowe wieczory. Latem szkoda dnia na gapienie się w ekran telewizora i komputera, znacznie fajniej jest rozłożyć się z książką pod drzewem w ogrodzie. Dlatego wszelkie zaległości filmowe i serialowe nadrabiam, gdy jest już zimno i ciemno. Lubię sobie robić maratony filmów, które coś łączy np. tematyka albo osoba aktora. Ostatnio prawie sięgnęłam dna, oglądając te najbardziej absurdalne i rzewne adaptacje powieści Nicholasa Sparksa – przynajmniej amerykańskie krajobrazy były w nich rzeczywiście piękne.

8. Prowadzenie bloga

Wiadomo! To mój sposób, ale możliwości kreatywnych zajęć są miliony. Blogowanie ma jednak tą zaletę, że zobowiązuje do systematyczności. Kiedy mam dłuższą przerwę w publikowaniu wpisów, niemal na pewno oznacza to, że nie radzę sobie też w innych sferach mojego życia i muszę wziąć się za siebie. Prowadzenie bloga zdecydowanie pomaga mi utrzymać się na powierzchni.

Zżera mnie ciekawość, czy na Was także jesień i zima mają przygnębiający wpływ. A może właśnie dobrze odnajdujecie się w klimacie tych pór roku? Chętnie wymienię się z Wami opiniami na temat Waszych sposobów na poprawę nastroju!

Zapisz

  • To chyba najlepsza jesienna lista, jaką widziałam, naprawdę! Jesienią i zimą totalnie nic mi się nie chce, więc kiedy czytam na innych blogach, że doskonałym sposobem na długie jesienne wieczory są (przykładowo) gruntowne domowe porządki, to mogę tylko parsknąć sarkastycznym śmiechem spod kołdry. A u Ciebie sposoby na to, co zrobić, żeby się człowiekowi chciało, tak jak mu się nie chce, i tego mi teraz właśnie potrzeba. Zdrowe odżywianie, aktywność fizyczna, dobrze nastrajająca muzyka – jestem na tak :) PS Robiłam kiedyś bardzo podobny koktajl, tylko z pietruszką. Jeśli nie masz nic przeciwko, to leci link: http://www.qchenne-inspiracje.pl/2014/05/pietruszkowy-fit-koktajl-absolutna.html Muszę wrócić do tego nawyku.

    • PPS Zebrałam się do ćwiczeń i zaplanowałam zakup mandarynek. Zmotywowałaś mnie :)

      • Bardzo się cieszę, że oceniłaś moją listę aż tak pozytywnie! A co do wspomnianego sprzątania jako sposobu na długie jesienne wieczory, to też nie rozumiem jaki to ma sens. W końcu to jakby leczenie jednego udręczenia drugim udręczeniem!
        Podesłany przepis właśnie wypróbowałam. Jest co najmniej tak samo dobry jak ten z Jadłonomii. Dzięki! ;)

  • katherina

    mi pomaga picie herbat i zółek. Myślę, że to można zaliczyć do zdrowego odzżywiania. Ja stawiam na zioła i imbir. Z teekanne jest dużo fajnych mieszkanek ziołowych. Dużo osób nie lubi torbekowych herbat, kazdy po swojemu,. Ważne, że dobra, ciepłe i zdrwoe ;)